1

Temat: Kreowanie rzeczywistości

Czy słyszeliście o (nie istniejącej już) Partii Prawa Naturalnego? Jeśli nie, koniecznie zapoznajcie się z tym artykułem: http://gwiazdy.com.pl/component/content … -lewitacji.

Najbardziej zainteresowała mnie obietnica przedstawicieli partii, że jeśli wygrają wybory, uszczęśliwią cały świat, wysyłając w każdy zakątek Ziemi pozytywną energię.

W mojej głowie zrodził się pomysł, z którym postanowiłem się z wami podzielić. Oto on"

Jak pamiętamy z rozdziału w książce "Wszystko jest Wibracją" o roku 2012, to, co nas spotyka, w dużej mierze zależy od nas. A może wybierzemy wspólnie porę, która wszystkim będzie odpowiadać i zaczniemy wizualizować wspólnie, kreując w ten sposób przyszłość naszej planety? Zaczniemy myśleć o tym samym, wierzyć głęboko, że coś się stanie tak, a nie inaczej, a tak zapewne będzie.

I co wy na to? Mam nadzieję, że inicjatywa się wszystkim spodoba. Zademonstrujemy temu światu moc naszych myśli! Pokarzemy, że wiara i wizualizacja, a także praca zespołowa czynią cuda!

Sugeruję, aby wybrać godzinę 20.30. Jeśli komuś ona nie odpowiada, niech śmiało zadeklaruje. Ważne, aby w tym "seansie" - jeśli mogę to tak nazwać -
wzięło udział jak najwięcej osób. Może nawet nasz Administrator się dołączy?

Jeśli chodzi o dzień, to jeszcze pomyślimy. Na początek trzeba ustalić godzinę. Osobiście myślę, że najlepszym dniem będzie sobota, ale to się jeszcze zobaczy. Bez pośpiechu.

Cel "seansu": co powiecie na wykreowanie niechrześcijańskiej, świeckiej, wolnej światopoglądowo Polski? Ale to nie ostateczność! Wy też dajcie jakieś propozycję. Może będą lepsze?

2

Odp: Kreowanie rzeczywistości

dlaczego tylko 1 dzień w tygodniu?! codziennie! tylko, że najprędzej od jutra, bo już po 20.30;/... Sam myślałem o czymś podobnym - dlatego zwróciłem uwagę na jeden z tematów forum o ćwiczeniu telepatii. Napiszę nawet, co dokładnie sobie wymyśliłem, najpierw jednak sprawdzę, czy czasem nie było o tym już mowy w przeszłości.
dodam jeszcze, że gdy leżę już w łóżku, zawsze sporo czasu (nawet ponad godzinę) nie zasypiam z tego tylko powodu, że pożytkuję go na rozmyślanie o wielu rzeczach, albo właśnie poddawanie się różnym próbom, eksperymentom - głównie staranie się o OOBE i wizualizacja labolatorium (takiego z metody Silvy). także nocne godziny mi pasują wyjątkowo;]:D
p.s. ktoś ma podobnie przed snem?? że.. de facto.. szkoda mu czasu na sen?;]

3

Odp: Kreowanie rzeczywistości

Zastanawiałem się właśnie, jak postąpić, aby efekt był najlepszy. Doszedłem do wniosku, że kluczowym elementem jest wizualizacja, która musi być wzmacniana przez wewnętrzny dialog.

Na przykład wyobrażamy sobie, że w 2010 roku wybucha 3 wojna światowa. Widząc to musimy mówić: "W 2010 wybucha 3 wojna światowa. W 2010 wy..." Ale pamiętajcie... To tylko przykład!!!

4 Ostatnio edytowany przez miriad (2010-10-03 00:18:09)

Odp: Kreowanie rzeczywistości

no wiec wracam do tego, co chcialem napisac. troche późno, sory;/

bede pisał o telepatii, ale tyczy sie to tez powyzszego tematu, bo pomysl moj przewiduje wspólną wizualizację - tylko ze przy okazji cwiczymy telepatię. Jesli moderatorzy zdecyduja, ze winno sie post przeniesc do tematu cwiczymy telepatie, nie bede protestował. postanowilem jednak, ze wpierw tutaj sie tym z wami podziele (coby byc konsekwentnym).

Ciekawi mnie taka luźna teoria WYMUSZENIA telepatii. Tak technicznie rzecz biorąc, to, moim zdaniem, po prostu nowa, inna... no moja... metoda na trening telepatii. Załóżmy, że umawiamy się na konkretna godzine, konkretnego dnia, siadamy wszyscy jak nas jest chętnych i koncentrujemy mysli (najlepiej na jakichś obrazach) dokładnie w taki sposób, jak se wcześniej ze szczegółami ustalimy. rzecz może mieć nawet konwencje fabularną - tj. wizualizujemy jakies zdarzenie, wysilające wyobraźnię i w ogólę. nawiasem mówiąc chyba to by było najlepsze - przy czym w owej wizji, choc to MY, kazdy z nas z osobna, bylibysmy bohaterami, to jednak najwazniejsze by bylo otoczenie i to, co widzimy, czego doswiadczamy (w tej wizji)... Tym sposobem SZTUCZNIE sprawilibyśmy, że w tej samej chwili za to w zupelnie innych miejscach wielu ludzi (im iwecej tym lepiej- pomyslcie o skali GLOBALNEJ! buahahahahaAA!) robi identyczną rzecz. co do joty. siedimy, lub leżymy, jakos schematycznie i MYSLIMY o tym samym. w kazdym szczególe. rozumiecie słowo WYMUSZENIE w tym wypadku? SZTUCZNĄ telepatie? oczywiscie na tym by się nie konczylo, bo to by była jakaś szopka, i profanacja prawdziwej telepatii przy okazji. na tym więc nie koniec - umawialibysmy sie co dzień, kto z nas dodawałby do wizualizacji cos od siebie. wszyscy myslelibysmy o tym samym, ale np koncówkę wizji dopisywałaby od siebie JEDNA wybrana wczesniej osoba. Na 2 dzien omawialibysmy, co widzielismy i kto 'trafił' w to, co wymysliła wybrana osoba. jesli to dobrze zaplanowac i raczej skupic sie na odczuwaniu, nie wymyslaniu... to, moim zdaniem, to moze byc ciekawe. moze powolne... jesli chodzi o postęp.. hmm.. w kazdym razie tak mi sie wymysliło.

Robiłem cos podobnego z jasnowidzeniem - gdy coś mi się śniło w miarę sensownego, lub po prostu cos, co zrozumiałem jednoznacznie, dążyłem cały dzień do tego, by to spełnić; by WYMUSIĆ spełnienie tejże 'wizji' sennej. wzięło się to z mojego pomysłu na opowiadanie (jeszcze nie dokończone:/) ale okazało sie to całkiem ciekawe. wierzcie lub nie, ale raz miałem przy tym cos na podobienstwo deja vu! wymaga to jednak pieczołowitosci i dbania o szczegóły, no przede wszystkim wysiłku. robię to od niedawna, ostatnio troche se to przy okazji olewając z lenistwa przede wszystkim, wiec jeszcze nie moge powiedziec, czy działa - jako metoda NAUKI jasnowidzenia; tj. nie widze efektów - prorocze sny (o wizjach na jawie nie ma mowy) zdarzały mi sie i zdarzają tak jak zwykle. nie widze poprawy tej umiejętnosci;] ale moze za krótko to robię?

dam przyklad (długi i głupi, ostrzegam, ale to wlasnie przy nim miałem odczucie bliskie deja vu, choc mało były moje wysilki udane): śniło mi sie 2 znajomych. z 1 brałem sie na zapasy tak dla zartow, a 2 patrzył i sie smiał, bo to umie najlepiej:D, ma fajny smiech. potem zrzuciłem kolege z pleców, tak ze on niefortunnie spadł - bolała go reka. przepraszałem i takie tam, a oni, oboje, powiedzieli spoko, masz tu dyche idz kup bandarze i cos tam jeszcze. ja powiedzialem spadajcie, widze, ze nic mu nie jest, tylko swiruje. Nie widuje tych gosci czesto, ale 1 mieszka niedaleko - wiec odwiedzilem go, choc z niechęcią. nie miałem jak sprowokować bójki dla jaj, więc powiedziałem prosto z mostu koledze, spróbuj mnie przewalic, a dam ci dyche;] dobra, ja stoje, on próbuje. w koncu podpowiedziałem, moze wskocz mi na plecy. wskoczył a ja go zrzuciłem. dopiero mi sie kuzwa głupio zrobilo - nie to co we śnie, tam byl pikus! 2 kolegi nie bylo, ale i tak w ponad 50 procentach sie sen spełnił;]

dodam jeszcze tylko, ze NA DRUGI dzien!, wieczorem, pojechalem z kumplami w miejsce, które najbardziej kojarzy mi sie z kubą, tym 2 kolega ze snu. miał tam osiemnastke - a marcin, nr 1, zaliczył niezłego półzgona: leżał rozchorowany od alkoholu na mokrej ziemi, a my jak pipy stalismy nad nim i tylko sie gapilismy (bo zabronił nam sie dotykac, łkając, jak to mu jest zle, woli leżeć). skonczyło sie tym, ze przybiegla kumpela (hy! marcin! a ty co??!) i z rozpędu wręcz złapała go za szmaty i wsadziła w auto - gdzie miał chociaz sucho;] i mógł żygać przez otwarte drzwi na leżąco:D