1

Temat: Gdy bliscy są jak trucizna...

W zasadzie nie wiedziałem gdzie to wrzucić.

Zastanawiam się co robić gdy bliscy (w moim przypadku matka) są dla nas toksyczni ?
Ja np. co dziennie czuję się z nią źle, wiecznie się kłócimy a ona ma na mnie destrukcyjny wpływ.
Nie mogę tak dłużej, czasami myślałem o skończeniu ze sobą, mam depresję i w sumie zero pomysłów na zmiany...

2

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

Znam to, chociaż u mnie generalnie nie ma kłótni. Sama energia osób w mojej rodzinie jest tak chaotyczna i nieharmonijna, że przebywanie z nimi w jednym pomieszczeniu automatycznie powoduje u mnie silne pragnienie jak najszybszego opuszczenia domu. Dlatego nie cierpię spotykać się z rodziną, ale oni uważają, że to z innego powodu i mają mi to za złe (a spróbuj ignorantom powiedzieć, że mamy nieharmonizującą energię tongue ).

Przekazy Sanayi Roman doradzają w tej kwestii zastosowanie np. magnetyzmu w celu przyciągnięcia harmonijnego otoczenia. Nie ważne w jaki sposób ono stanie się faktem - istotna jest koncentracja i wytrwałość.

3

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

Znam ten ból... Nie będę się rozpisywać co kto i jak ale także w mojej rodzinie są osoby toksyczne. Często wyprowadzają mnie z równowagi. Gdyby ich podejście do życia i do tego co im staram się przekazać było inne mogło by być dobrze. Mogło by być pozytywnie a tak te negatywne sytuacje sprowadzają na człowieka ból i cierpienie.

Niestety jak sobie z tym poradzić to nie wiem także nie będę Ci nic radził. Sam musisz poszukać odpowiedzi i spróbować rozwiązać problemy.

Gdy inni ludzie są wobec Ciebie wrodzy staraj się ich zrozumieć i zachowuj się jak lekarz którzy patrzy na chorych pacjentów. Oczywiście powinniśmy zacząć od siebie ale pamiętaj to co się dzieje nie zawsze jest naszą winą ponieważ na pewne sytuacje w życiu mamy znikomy wpływ.

Życzę szczęścia i pozdrawiam
Mora

4

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

Witaj FogManET '

A gdybyś spróbował inaczej ?
Tzn. zadaj sobie takie pytanie (do siebie samego), do czego służyć mają takie doświadczenia,
co mam przez to zobaczyć czy zrozumieć...
Myślę że nasi rodzice wychowali/ wychowują nas, najlepiej jak tylko potrafią.
Może Oni inaczej nie potrafią, może sami byli podobnie traktowani ? - Rozumiesz ? -
Wiem że to trochę mało,,, lecz jeśli przypatrzysz się swojej sytuacji to może coś odkryjesz,,, coś drogocennego ?
To co nas spotyka, nie jest pozbawione celu - określone sytuacje, ludzie itd...
Wszystko nam coś pokazuje...

Utrudniamy sobie sami, kiedy to oceniamy tych ludzi (innych czy też samych siebie)...
Nie chcę (i nie jest celem moim) powiedzenie Tobie iż mama (i inni) są OK a Ty nie !
Zachęcam Cię raczej do tego, byś zajrzał głębiej...

Kiedyś pewnemu znanemu pisarzowi przydarzyła się taka historia :
Pewnego dnia został aresztowany i osadzony w więzieniu.
Domyślasz się iż "mógł tam nie źle doświadczyć",,, no i doświadczył.
Był upokarzany, dokuczali i znęcali się nad Nim strażnicy i nie tylko Oni...
Na początku nie mógł sobie z tym wszystkim poradzić, miał tego dość nachodziły go różne myśli ; od ochoty zemsty (na "swych oprawcach") po chęć zakończenia fizycznego życia...
Pewnego dnia, wreszcie zadał sobie pytanie : dlaczego Oni mnie tak "nienawidzą" ?
I wiesz jaką otrzymał odpowiedź ?
Kiedy poszedł spać, zobaczył scenę w której sam brał udział.
To było na statku, On stał z biczem - krzycząc coś
wymachiwał nim i uderzał w innych (niewolników) ludzi którzy mieli w rękach wiosła...
Okazało się iż wrócili do Niego, pod innym wcieleniem i w zgoła innej sytuacji i "oddali mu"...

Myślę iż ocena (zarówno siebie jak i innych) nie pozwala nam zobaczyć świat takim, jakim on jest ...

Życzę Ci powodzenia !

5 Ostatnio edytowany przez tacjanna (2009-12-20 11:49:28)

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

FogManET smile  polecam zakupic ksiazke w prezencie .. bliskim pt Toksyczni rodzice Susan Forward
Pacjenci Susan Forward to ludzie skatowani przez własnych rodziców. Fizycznie bądź psychicznie. Krytykowani, dręczeni okrutnymi żartami, obarczani winą, napastowani seksualnie czy ... rozpaczliwie chronieni. Niewielu z nich przed podjęciem terapii zdawało sobie sprawę z tego, że zostali zniszczeni destrukcyjnym wpływem "toksycznych" rodziców, umiejętnie zaszczepiających w dziecku wieczną traumę, poczucie poniżenia. Dzieci toksycznych rodziców, wszedłszy w dorosłość, mają zachwiane poczucie własnej wartości prowadzące z kolei do samoniszczących zachowań. Zawsze, nawet mimo faktycznych zasług, czują się bezwartościowi, mimo kochającego partnera - niekochani, mimo życiowego powodzenia - nieprzystosowani. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że jako dzieci zostają pozbawione wiary w siebie i wpędzone w poczucie winy. A stając się dorosłymi, nie potrafią zrzucić tego ciężaru, co odbija się na każdym aspekcie ich życia.

6

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

Dam może mało eleganckie rozwiązanie ale za to bardzo praktyczne. Trzeba mieć pod ręką odtwarzacz mp3 oraz dobre słuchawki. Np pełne izolujące od otoczenia. W chwilach gdy atmosfera robi się gęsta zakładamy słuchawki i włączamy naszą ulubioną muzykę, która inspiruje nas w najlepszy sposób.

Skupienie na muzyce powoduje, że zamykamy się do wnętrza i jesteśmy mało wrażliwi na chaotyczne oddziaływanie innych. Gdy chaotyczna energia domowników trochę opadnie, możemy wyłączyć muzykę i włączyć się do otoczenia.

U mnie domownicy najbardziej chaotyczną energię mają rano, gdy się obudzą, niekoniecznie w dobrym humorze a "energia zaczyna ich rozpierać" i obowiązki powodują zdenerwowanie. To niestety bardzo mocno mi się udziela, czasami się awanturuję, ale z drugiej strony pamiętam, że kiedyś też taki byłem, więc staram się nie przesadzić. Obecnie częściej buduję swój świat, w którym okopuję się na czas zawieruchy tak, że tylko oczy mi wystają, a gdy dym opadnie wychodzę z niego spokojny :-)

7

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

FogManET, jakiś czas temu miałem duży problem z chaotyczną osobą. Na szczęście to się już unormowało i jest powiedziałbym, lepiej niż oczekiwałem. Ludzie z forum dużo mi pomogli, za co ponownie dziękuję. Zapoznaj się z tym wątkiem, może będzie dla Ciebie użyteczny:

http://kosmita.wolnemedia.net/forum/vie … 1202#p1202

8

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

Dzięki Bart za temat, trafnie odpowiada on na moje problemy.

Ja na razie jestem niestety "słabo przebudzony", nie potrafię myśleć w kategoriach "energetycznych" że coś mi zabiera energie, daje...
Pewno to z czasem przychodzi, a tak poza tym to się zastanawiam czy można jakoś przyśpieszyć rozwój duchowy tongue??

Bo skoro każdy z nas ma duchowego opiekuna istoty wyższej w rozwoju duchowym niż my ?
Czy można z nim jakoś "pogadać" ? cokolwiek to znaczy...

Np chciał bym by ktoś mi pomógł wyjść z ciała (OOBE) i to myślę że było by dużym sukcesem jak dla mnie.

ehhh dużo prze de mną nauki jeszcze...

Pozdrawiam ;-)

9

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

No to już połowa sukcesu - wiesz czego Ci potrzeba smile Na pewno znajdziesz coś dla siebie, książek jest sporo na takie tematy.

Jeśli chodzi o energię, proponuję praktykowanie obserwacji swoich uczuć i tego, jak się zmieniają - zwłaszcza w momencie zmiany otoczenia. Na początku prawie na pewno będziesz o tym zapominać i łatwo będziesz się wciągać w tzw. chaos dnia codziennego, ale wytrwałość i determinacja w końcu zwyciężą. Coś czuję, że przed Tobą zupełnie nowy etap.

I jeszcze jedna kwestia: osobno warto w wolnym czasie poświęcać się wyłącznie pozytywnym, budującym myślom, by balans w sumie wychodził na korzyść tych ostatnich.

10

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

FogManET pamiętaj, że nie potrzebujesz uzależniać od "wspomagaczy" w rozwoju duchowym. Powinien być on odpowiedni dla Ciebie- nie patrz jak inni to robią, bo dróg jest tyle ile istot w kosmosie. Nie szukaj nauczycieli i przewodników- oni sami przyjdą do Ciebie jeśli uznają, że tego potrzebujesz. Zresztą sam powinieneś do tego dojść dlatego najlepiej również mnie nie słuchaj.
Tak naprawdę chcę Ci tylko powiedzieć, że rozwój duchowy nie koniecznie oznacza kroczenie tzw. ścieżką prawej ręki. Można robić "złe" rzeczy i "nurzać się w bagnie" - również cielesności a jednocześnie rozwijać się duchowo. To nie tylko "egzaltowane" stany czy wyjścia z ciała. To nie jest miernikiem rozwoju duchowego.
Pozdrawiam

11

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

Istnienie napisał/a:

Tak naprawdę chcę Ci tylko powiedzieć, że rozwój duchowy nie koniecznie oznacza kroczenie tzw. ścieżką prawej ręki. Można robić "złe" rzeczy i "nurzać się w bagnie" - również cielesności a jednocześnie rozwijać się duchowo. To nie tylko "egzaltowane" stany czy wyjścia z ciała. To nie jest miernikiem rozwoju duchowego.

Dobrze ujęte Istnienie. Nie wszystko złoto, co się świeci i odwrotnie.

12

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

Zgadzam się całkowicie. Słowa "dobry", "zły", "pozytywny", "negatywny" są względne.

13

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

Jeszcze jedna metoda dla i na nerwusów zainspirowana przez rozmowę z Gabi. Jeżeli zaczyna się robić nerwowo i zbiera się na kłótnię, to będziemy na sobie czuli złe spojrzenia a z czasem potok słów może nas zupełnie rozbić lub spowodować, że staniemy się agresywni i wystrzelimy potokiem słów w kierunku drugiej osoby.

Punktem zapalnym do kłótni może być cokolwiek. Metoda polega na śmianiu się, gdy w naszym kierunku płyną złe emocje, lub ktoś właśnie postanowił się na nas rozładować. Jednym słowem w momencie gdy czujemy, że trafia w nas zła emocja, śmiejemy się, można silnie i głośno. W tym samym momencie możecie zostać posądzanymi o to, że zwariowaliście lub oszaleliście i zacznie wam się wytykać kolejne winy. Śmiejemy się dalej, aż całe nerwy otoczenia się wypalą.

Głupio może to wyglądać z perspektywy naszych "rozmówców" i nie jest to raczej dla osób, które mają wybujałe poczucie własnego ego, ale działa smile Rozładowujemy się i jednocześnie nie atakujemy, a to istotne. Po tak przeprowadzonej "kłótni" nie zalega w nas nic ciężkiego. Tyle teorii, różne są sytuacje, reszta to praktyka.

14

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

I ja chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na pewne kwestie - które zresztą nauczyłem się od kogoś innego. Większość dyskusji pod wpływem gniewu ma kilka poziomów - warstw. Ta, na której większość ludzi się koncentruje, to ta najbardziej "zewnętrzna", niby oczywista, ale właściwie nie najbardziej istotna - warstwa "racjonalna".

Ludzie kierowani są gniewem, ale wyszukują racjonalne argumenty, by w ten sposób uzasadnić przed sobą i innymi swój gniew, chcąc przekonać drugą stronę, by czuła się w określony sposób (pomimo, że to każdy z nas sam tak naprawdę decyduje o swoich uczuciach, tylko popadliśmy w typowy schemat na tej planecie - schemat poczucia bezradności, o którym rozpisują się chociażby Plejadianie B. Marciniak).

Dlatego warto zacząć praktykować - w bardziej dogodnych warunkach (a sytuacje konfliktowe potraktować bardziej jako test, niż unikać ich za wszelką cenę) - odejście od "problemu" i próba spojrzenia na niego z dystansu. Najlepiej zacząć ze sprawami, które co najwyżej sprawiają nam niewielkie trudności i uzyskaliśmy w takim obszarze większą wolność. Potem przyjdzie czas na trudniejsze.

Zauważyłem, że można zresztą ww. czynność powtarzać - tj. dystansować się - właściwie w nieskończoność (podobnie jak w sąsiednim temacie napisał pośrednio Shinichi). Wszystko ostatecznie sprowadza się do tego, na czym koncentrujemy uwagę, a to z kolei od tego, czego w danym momencie jesteśmy świadomi, to z kolei od naszej umiejętności zarządzania swoim umysłem, a w szczególności (prawdopodobnie najtrudniejsze zadanie) tą emocjonalną częścią nas.

15

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

tak wyjątkowo pesymistycznie napiszę ze wszystko co nas otacza i co spozywamy to trucizna... niestety bliscy tez nie sa łaskawi... czy kiedys sie to zmieni??

16

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

Najbardziej trują i ranią właśnie najbliżsi sad Czasem całkiem nieświadomie, a czasem wręcz z premedytacją.
Bez świadomości drugiej strony nic się nie da zrobić i obie strony cierpią.
Wiele razy próbowałam tłumaczyć moje zachowanie mamie, nawet obrazowo, na prawdę się starałam, ale i tak nic nie rozumiała. Dlatego postanowiłam już więcej jej o moich rozterkach nie mówić, lepiej żeby jedna strona cierpiała niż obie.

17

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

Zranionym może być tylko ten , który chce być zraniony ;-) i dlatego trzeba popatrzeć sobie w lustro i zapytać siebie dlaczego sam siebie ranię? Może sam siebie nie kocham? A może postępuję wbrew temu czego naprawdę chcę. Cudze pod lasem się widzi a swojego pod nosem nie ;-)

18

Odp: Gdy bliscy są jak trucizna...

Coś w tym jest, co pisze nemoman. Ostatecznie wszystko sprowadza się do naszych myśli - myśli o tym, na czym koncentrujemy uwagę.

Dlaczego czasami całą uwagę sprowadzamy - ograniczamy - do myśli o byciu zranionym? Po jakimś czasie, z szerszego, bardziej rozległego punktu widzenia, okazuje się, że reakcja była zupełnie nieadekwatna do jej, często niewielkiego, obiektywnego znaczenia.