1

Temat: Mroczne czasy

Na świecie panuje obecnie podobna atmosfera jak przed wybuchem I i II wojny światowej. Świat od dawna nie był tak bliski III wojny światowej, która została zaplanowana jak I i II, ale nie wiadomo było kiedy ją wdrożą w życie. Możliwe, że wojna w Syrii eskaluje się na resztę świat, bo to najsilniejszy obecnie punkt zapalny. Marionetki polityczne już nad tym pracują. Bezpiecznie będzie chyba tylko na odległym Południu Ziemi.

2

Odp: Mroczne czasy

https://www.koniec-swiata.org/iii-wojna … a-zdarzen/

3

Odp: Mroczne czasy

António Guterres wie co mówi, ale nie mówi wszystkiego co wie, bo od razu by go zabili.

4

Odp: Mroczne czasy

Polska bardzo by ucierpiala w wyniku takiej wojny?

5

Odp: Mroczne czasy

To ja sprecyzuję pytanie kolegi sceptyka. Czy obszar zwany przez niektórych Polską, jest strefą zagrożoną? A jeżeli tak, to w jakim stopniu?

6

Odp: Mroczne czasy

Hejal napisał/a:

Na świecie panuje obecnie podobna atmosfera jak przed wybuchem I i II wojny światowej. Świat od dawna nie był tak bliski III wojny światowej, która została zaplanowana jak I i II, ale nie wiadomo było kiedy ją wdrożą w życie. Możliwe, że wojna w Syrii eskaluje się na resztę świat, bo to najsilniejszy obecnie punkt zapalny. Marionetki polityczne już nad tym pracują. Bezpiecznie będzie chyba tylko na odległym Południu Ziemi.

Mój ulubiony bajkopisarz powrócił big_smile

Masz rację, atmosfera jest podobna do tej sprzed I WŚ (Druga była już dogrywką i musiała wybuchnąć), ale w przypadku Syrii nie masz racji. Syria to taka Hiszpania - poligon doświadczalny dla uzbrojenia. Mocarstwa bardzo uważają, by z tego nic nie było. Syria jest też ciekawa z powodu ilości graczy tam zaangażowanych: Assad, Rosja, Stany, Izrael, Turcja, Iran, Hezbollah, Arabia Saudyjska i inne państwa Półwyspu, ISIS, różne grupki terrorystyczne związane z  Al Kaidą... Niezła kotłowanina. Z tego wojny światowej jednak nie będzie.

Jest natomiast olbrzymi problem rosnącej potęgi Chin. Dla Ameryki to jest największe wyzwanie. Mogą zdecydować się na rozwiązanie problemu drogą militarną, zwłaszcza że mają przytłaczającą przewagę militarną. Potrzeba casus belli i taki może dostarczyć Korea Północna z jej programem atomowym.
Amerykanka interwencja na Północy  wymusi angaż Chin po stronie Pjongjangu tak jak to było w latach 50-tych poprzedniego wieku i mamy wojnę amerykańsko-chińską. Rosja wykorzysta zaangażowanie Ameryki na Pacyfiku i zaatakuje Polskę i  mamy formalnie III Wojnę Światową.

7 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2018-11-19 14:58:51)

Odp: Mroczne czasy

Dziś raczej nikt nie testuje uzbrojenia w warunkach bojowych, a już na pewno nie armie USA czy FR albo CHRL. Pytanie jest raczej, czy jest wola tych co pociągają za sznurki do wywołania konfliktu, bo powód zawsze się jakiś znajdzie. Zrobienie prowokacji w białych rękawiczkach jest dziecinnie łatwe.

Nam jedynie pozostają pobożne życzenia, żeby nie doszło do użycia broni jądrowej, bo wtedy przekonamy się na własnej skórze w skali globalnej, co to cierpienie, ból i łzy.

Co do Korei Północnej, to chodzi tam głównie o surowce:

https://businessinsider.com.pl/polityka … ny/wtkgy6w

Nikt nie będzie zrzucał atomówek na region, który można elsploatować górniczo. Ale aby się dobrać do tego trzeba obalić reżim KIM-ów.

8

Odp: Mroczne czasy

malgosia.wl napisał/a:

Dziś raczej nikt nie testuje uzbrojenia w warunkach bojowych, a już na pewno nie armie USA czy FR albo CHRL. Pytanie jest raczej, czy jest wola tych co pociągają za sznurki do wywołania konfliktu, bo powód zawsze się jakiś znajdzie. Zrobienie prowokacji w białych rękawiczkach jest dziecinnie łatwe.

Nie wiem kto ci takich rzeczy naopowiadał
http://i.imgur.com/jM50eV3.jpg
Plus utylizują starą amunicję.

Nam jedynie pozostają pobożne życzenia, żeby nie doszło do użycia broni jądrowej, bo wtedy przekonamy się na własnej skórze w skali globalnej, co to cierpienie, ból i łzy.

Broń atomowa nie musi od razu oznaczać apokalipsy rodem z Terminatora i zimy jądrowej. Jest wiele strategii jej użycia. Jak na Polskę spadnie jeden, dwa ładunki to nic wielkiego się nie stanie.

Co do Korei Północnej, to chodzi tam głównie o surowce:

https://businessinsider.com.pl/polityka … ny/wtkgy6w

Nikt nie będzie zrzucał atomówek na region, który można eksploatować górniczo. Ale aby się dobrać do tego trzeba obalić reżim KIM-ów.

O surowce akurat chodzi tam najmniej. Cały szkopuł w tym, że obalić reżim Kimów jest niezwykle trudno.

9 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2018-11-20 14:36:41)

Odp: Mroczne czasy

Więc twierdzisz Don Pedro, że jak wyparuje nagle od wybuchu jądrowego miasto wielkości Warszawy nic się nie stanie??? Podziwiam Twoją niefrasobliwość w wydawaniu osądów...

A to kawałek z dedykacją na pobudzenie wyobraźni:
https://www.youtube.com/watch?v=-vMBp6iUJzk

10

Odp: Mroczne czasy

Zaraz tam wyparuje...- Warszawa jest za duża, żeby ją taki Iskander rozwalił:
http://i.imgur.com/CJ1j2pd.png

Właśnie po to Polska kupuje Patrioty u Amerykanów, by Ruskie nie mogły nas szantażować.

11 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2018-11-22 10:05:28)

Odp: Mroczne czasy

Bomba Little Boy miała moc wybuchu równoważną 15–16 kilotonom trotylu . Była zaprojektowana jako „działo” wstrzeliwujące z jednego końca „lufy” rdzeń (pocisk) wykonany z wzbogaconego do około 80% uranu do pierścieni uranowych znajdujących się w drugim końcu tego działa. W wyniku połączenia wszystkich części uranu powstała masa nadkrytyczna (masa krytyczna dla uranu 235 wynosi ok. 45–50 kg), która pod wpływem inicjatora polonowo-berylowego (generującego pierwsze neutrony) ulegała spontanicznej, łańcuchowej reakcji rozszczepienia z wydzieleniem olbrzymiej ilości energii. Wystrzelenie rdzenia uranowego dokonywano przy użyciu kordytu, popularnego wówczas prochu nitrocelulozowego. Bomba ta nie zawierała żadnych kruszących materiałów wybuchowych (typu np. TNT), w porównaniu do implozyjnej bomby plutonowej Fat Man, ładunek rozszczepialny po pełnym złożeniu przyjmował kształt walca, a nie kuli.

A jak wyglądałoby użycie iskanderów? Rakiety te są przeznaczone do precyzyjnego atakowania kluczowych obiektów na terenie wroga, takich jak centra dowodzenia i komunikacji, lotniska, arsenały, stanowiska obrony przeciwlotniczej czy mosty. Mają więc podobne zadania, jak powszechnie znane i często wykorzystywane przez Amerykanów rakiety Tomahawk. Iskandery mają być jednak w znaczniej mierze odporne na obronę przeciwrakietową, a w przypadku rakiet 9M723K1 też nieporównywalnie szybsze.

Rakiety Iskander mogą przenosić głowice konwencjonalne o masie do 720-800kg. Ładunki te nie są więc bardzo duże, ale na ich relatywne zmniejszenie pozwolić miała bardzo dobra celność iskanderów, pozwalająca ma na trafianie w obiekty o wielkości 5-7 metrów. W przeszłości Rosjanie potrzebowali potężniejszych głowic, ponieważ rakiety spadały w większej odległości od celu. Ponadto iskandery prawdopodobnie są przystosowane do wyposażenia w głowice termojądrowe o mocy kilkuset kiloton (wystarczających do zrujnowania np. centrum Warszawy).

W wypadku ewentualnego konfliktu iskandery najprawdopodobniej zostałyby masowo odpalone na rozpoznane ważne obiekty wojskowe i wybiłyby "dziurę" w obronie kraju-celu, tak aby lotnictwo mogło atakować go dalej w znacznie bardziej bezpiecznych warunkach. Nawiasem mówiąc tylko idiota odpala dwa ładunki i czeka co będzie dalej.

Na koniec zagadka: ile osób zginie w Warszawie bezpośrednio od wybuchu iskandera wyposażonego w głowicę jądrową? A ile umrze w ciągu najbliższych 5-ciu lat na chorobę popromienną?

12

Odp: Mroczne czasy

Fajnie, że opisałaś zasadę działania bomby z Hiroszimy, ale w Iskanderze jest głowica termojądrowa.
Moc ustawiłem na 50 kT, bo Rosjanie tyle podają. Wybuch napowietrzny, by zminimalizować opad radioaktywny. Prognozowana liczba ofiar 104 tysiące. Z tymże rozwalenie stolicy to jest taki overkill, bo Rosjanie nie mieliby prawdopodobnie z kim rozmawiać o kapitulacji. Władze by się posypały, a kraj pogrążył w wojnie domowej. Dlatego też Rosjanie wybraliby inny cel, np. jakieś zgrupowanie wojsk, czy bazę. Ofiar byłoby kilka tysięcy, a efekt polityczny jeszcze lepszy. W tym momencie Polska nie jest w stanie czemuś takiemu przeciwdziałać (Na Patrioty przyjdzie jeszcze poczekać).  Oczywiście Iskander to przed wszystkim głowice konwencjonalne, którymi można rozwalić bazy paliwowe, elektrownie, rafinerie, etc. Napisałem o najgorszym możliwym scenariuszu.   Coś takiego nazywane jest deeskalacyjnym uderzeniem jądrowym. Polska po czymś takim kapituluje, wychodzi z NATO i Unii. 

TBJ to nie jedyny  problem z jakim możemy się zmierzyć. Jest jeszcze kwestia wojsk konwencjonalnych z wojskami pancernymi na czele, które są problemem dla całego europejskiego NATO, nie tylko dla nas. 
Dlatego tak śmieszy mnie ta gadanina o Rządzie Światowym i o polskich marionetkach robiących laskę Amerykanom. Nasze bezpieczeństwo zależy od dobrej woli Waszyngtonu.

13 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2018-11-26 13:17:57)

Odp: Mroczne czasy

Cieszę się że o tym napisałeś. Dlatego nasza sytuacja jest jak zwykle nie do pod pozazdroszczenia. Tylko usuniecie plutonu z głowic może nas uratować, ale ta technologia jest poza naszym zasięgiem.

14

Odp: Mroczne czasy

Może ci się to wydać dziwne, ale to dzięki atomowi Zimna Wojna nie przerodziła się w wojnę gorącą i to dzięki niemu Ziemianie mogą cieszyć się 73 latami względnego spokoju.

15 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2018-11-26 10:38:13)

Odp: Mroczne czasy

Oczywiście masz rację, ale zawsze była to równowaga chwiejna i incydentów z próbą użycia broni jądrowej było niemało. Równowaga sił powodowała, że nikt nie miał przewagi, bo zawsze pojawił się jakiś Kukliński lub Zacharski, który doprowadzał do równowagi sił po jednej lub po drugiej stronie.

Były również incydenty, w których z głowic nuklearnych znikał pluton i to jest najciekawsze.

Wydaje mi się, że Amerykanie nie zbudują tu żadnych baz, dla nich najlepiej gdyby Polska była słaba, bo wtedy FR może nas zaatakować i to jest dobry powód do rozpętania wojny.

Tu jeszcze ciekawostka:
https://www.koniec-swiata.org/iii-wojna … -raporcie/

16 Ostatnio edytowany przez Don Pedro (2018-11-30 18:05:10)

Odp: Mroczne czasy

Z tym Kuklińskim to już pojechałaś big_smile Bardzo kontrowersyjny osobnik, tak samo i jego "zasługi".  Zacharski natomiast wyolbrzymia swoje osiągnięcia.

Równowaga sił jest uregulowana prawnie w postaci 'New START" (Strategic Arms Reduction Treaty), a także innych traktatów. Założenie jest takie, że obie strony mogą się wzajemnie zniszczyć.
Limity obecnie obowiązującego:
Łączna liczba rozmieszczonych ICBM, SLBM, bombowców: 700
Łączna liczba rozmieszczonych i nierozmieszczonych ICBM, SLBM, bombowców: 800
Limit głowic: 1550*

* Samolot liczy się jako jedna głowica, ale może przenosić ich więcej. Traktat nie obejmuje broni taktycznej.
Szczegóły dot. rosyjskich sił jądrowych tutaj
Szczegóły dot. amerykańskich sił jądrowych tutaj

17 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2018-12-04 09:28:07)

Odp: Mroczne czasy

Komunikacja między nami leży- ja piszę jedno, ty to odczytujesz inaczej. Tak czasami bywa, więc aby uniknąć nieporozumień prostuję.

Napisałam jakiś Kukliński i Zacharski w sensie na przykład. Zawsze pojawiał się ktoś, kto burzył nierównowagę sił. Po wyczynach Zacharskiego USA musiała przezbroić swój system obrony, a to kosztowało ich grube miliardy. Nie wiemy, czy obecna celność Iskanderów to nie efekt wykradzionych wtedy technologii. Dla Amerykanów był to policzek. Podobnie dla Rosjan Kukliński -dlatego za zdradę był tylko jeden rodzaj kary i trzeba było mieć jaja aby tak postąpić. Świadomy był nuklearnego holokaustu, jakim może zakończyć się uderzenie ZSRR na Europę Zachodnią. To czy był czy nie był zdrajcą dla Polski -o tym możemy dywagować długo i nie dojdziemy do konsensusu.

Działania w warunkach arktycznych -kolejny zgrzyt. Warunki arktyczne lub polarne oznaczają po prostu działania w warunkach zimowych, a czy to się dzieje w Arktyce czy na Antarktydzie, to już jest mniej istotne. Przeciętny żołnierz nie przeżyje w warunkach arktycznych pięciu minut, zwłaszcza podczas burzy śnieżnej. Tu jeszcze ciekawy link o planach FR odnośnie Arktyki:

https://www.koniec-swiata.org/do-kogo-n … rnac-sila/

Linki New START, które zamieściłeś są bardzo ciekawe, wynika z nich to co napisałeś o równowadze sił, ale czy na pewno są realizowane przez obie strony tak jak to zostało ustalone w traktacie?

Ja mimo to nie czuję się bezpieczna, bo arsenał nuklearny jest stale rozwijany i doskonalony:

https://tech.wp.pl/najnowsza-bomba-nukl … 839932545a

Z opisu wynika, że można tego używać na przykład podczas działań wojennych w Polsce, bo są mniej szkodliwe od głowic konwencjonalnych, a ja nie chciałabym zostać królikiem doświadczalnym, Ty pewnie też nie... W Czarnobylu rąbnął ładunek małej mocy i skończyło się katastrofą ekologiczną i ewakuacją ludności, to samo w Fukushimie (10% tego co w Czernobylu)...

Promieniowanie radioaktywne jest bardzo wredne i to balast, który będziesz nosił do końca życia (skróconego życia), bo na dziś dzień nie ma technologii, aby się tego pozbyć z organizmu...

18 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2018-12-05 13:10:16)

Odp: Mroczne czasy

A tu wiadomość z ostatniej chwili w kontekście porozumień START:

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/rosja- … en/kvm03dh

Jakieś konkluzje?

19

Odp: Mroczne czasy

Tyle punktów do ustosunkowania się… - no, ale po kolei:

1) Równowaga polegała tylko i wyłącznie na tym, że obie strony mogły się wzajemnie zniszczyć. W czasach zimnej wojny zestrzelenie rakiety balistycznej było technicznie niemożliwe („tarczę Moskwy” pomijam). Do tego istniał traktat zakazujący budowy technologii antybalistycznych (Anti-Ballistic Missile Treaty z 1972)! Swoją drogą tenże został wypowiedziany przez Busha juniora. To bardzo ciekawy temat.
Ta równowaga w czasach zimnej wojny była unormowana szeregiem traktatów po to, by nie dopuścić do niekontrolowanego wyścigu zbrojeń i oczywiście do wojny jądrowej w przypadku, gdyby ktoś ze stron osiągnęła przewagę. Działalność szpiega nie mogła jej zaburzyć, bo po kryzysie kubańskim, w latach 70-tych wszystko się ustabilizowało i unormowało.
 
2) Zacharski zwerbował jednego (1) naukowca Hughes Aircraft Corporation Williama Bella. Coś tam od niego wyciągnął, ale bez przesady.  William Bell nie miał nieograniczonego dostępu do tajnych dokumentów. Mógł wynieść to co miał pod ręką w tej firmie, w której pracował.

3) Kukliński natomiast za pieniądze sprzedawał obcemu, wrogiemu wtedy mocarstwu dane, które pozwoliły lepiej zaprojektować uderzenia jądrowe na Polskę. W wojnie jądrowej zginęłoby kilka milionów Polaków więcej, bo Kukliński dostarczył plany mobilizacji i rozśrodkowania WP na wypadek wojny. Rosjanom natomiast nie zaszkodził w ogóle, bo nic o nich nie wiedział. Nie miał dostępu do planów Układu Warszawskiego.

https://i.imgur.com/c6FoL7d.png
Polska z naniesionymi uderzeniami jądrowymi USA, na podstawie odtajnionych informacji z 1959. Tutaj można o tym poczytać więcej.  Dzięki Kuklińskiemu przymierzyli lepiej.

4) O Arktyce nic nie pisałem ostatnio. Rosja jest zainteresowana tamtejszymi surowcami naturalnymi. Inna sprawa, czy będą mieli pieniądze i technologie na zagospodarowanie tych zasobów.

5) O New START więcej można poczytać tutaj
Oczywiście, że ten traktat jest przestrzegany. Ustalenia podlegają kontroli. Uzgodniono po 18 inspekcji. Zrealizowano już po 16, a pozostałe są planowane. Jeżdżą po tych bazach i sprawdzają czy wszystko jest ok.  Jeżeli już czegoś się spodziewać, to tego, że Rosjanie zawyżają swoje zdolności z uwagi na brak środków.

6) B61-12 to bomba taktyczna, a więc nie podlega pod New START. Tak nawiasem mówiąc to nowe bomby termojądrowe mają mniejszą moc, ale za to są zdecydowanie bardziej celne. Nie ma już głowic po kilkanaście i więcej megaton jak to było w czasach Zimnej Wojny. Teraz tylko max po kilkaset kiloton...
https://www.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_yGH8O8k9aWNOSKqOkDkEtSmp75RX684H.jpg
Opad radioaktywny będzie mniejszy i  oczywiście, że pokusa użycia będzie rosła, ale powiedzieć, że jest mniej szkodliwa od bomby konwencjonalnej to już nadużycie.
B61-12 i wcześniejsze to w ogóle bardzo ciekawa kwestia z uwagi na NATO Nuclear Sharing. Pisałem kilka postów wyżej coś o ruskich czołgach które nie sposób zatrzymać…

7) W Czarnobylu nie wybuchł żaden ładunek jądrowy!!! Spalił się reaktor z powodu głupoty jego obsługi oraz błędów konstrukcyjnych. Wybuchł tylko wodór. Fukushima za to pokazuje, że energetyka jądrowa jest bardzo bezpieczna.

20

Odp: Mroczne czasy

malgosia.wl napisał/a:

A tu wiadomość z ostatniej chwili w kontekście porozumień START:

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/rosja- … en/kvm03dh

Jakieś konkluzje?

President Trump in record speed with a 2.6 percent pay increase and a $716 billion national defense budget. This is the earliest the defense budget has been passed in the last 40 years.

21 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2018-12-07 11:28:26)

Odp: Mroczne czasy

'Psikro nie psiekonał mnie Pan' -tak kiedyś mówił Konsul w ambasadzie Amerykańskiej startującym po wizy Polakom. Tak samo jest z bezpieczeństwem energetyki jądrowej -ludzie do tej pory mieli więcej szczęścia niż rozumu. Niemcy, Japonia, Włochy, Szwecja i Szwajcaria  po doświadczeniach z Fukushimy podjęli decyzję o likwidacji energetyki jądrowej. Koszt Fukushimy dla Japonii szacuje się na 250-500 MILIARDÓW DOLARÓW.A to tylko było małe tsunami. O Czarnobylu nie wspomnę, ale warto się tam przejechać i zobaczyć, jak wygląda życie jak coś pójdzie nie tak...

Dlatego właśnie ludzkość stoi na rozdrożu, bo niedługo skończą się paliwa kopalne i będzie bryndza. Zamiast rozwijać technologię magazynowania i pozyskiwanie czystej energii elektrycznej wydajemy na patryiot-y, na 500 plus, budujemy pomniki, a za jakiś czas znajdziemy się w ciemnej DU..IE.

Reasumując nie jest dobrze, ale perspektywy są jeszcze gorsze. Jaką przyszłość zafundujemy tak naprawdę sami sobie? (bo kiedyś umrzemy i znowu za jakiś czas będziemy musieli się tu pojawić -inkarnować i co wtedy?) Jaki świat i przyszłość sobie sami zafundujemy? Ilu jest ludzi, którzy sobie z tego zdają sprawę?

O utylizacji arsenału jądrowego nawet nie wspomnę, a z taką niefrasobliwością go tworzymy, wystarczy tylko, że ktoś na kogoś krzywo spojrzy...

Te linki o szpiegach wacławm były ciekawe -po co je usunąłeś?

22 Ostatnio edytowany przez Don Pedro (2018-12-08 14:50:42)

Odp: Mroczne czasy

malgosia.wl napisał/a:

Niemcy, Japonia, Włochy, Szwecja i Szwajcaria

To bardzo ciekawe zważywszy, że Włochy nigdy nie miały żadnej EJ lol

Nowe reaktory jednak w Europie powstają i to mimo kretyńskich unijnych obostrzeń:

https://i.imgur.com/aJMYx0j.png

A to tylko było małe tsunami. O Czarnobylu nie wspomnę, ale warto się tam przejechać i zobaczyć, jak wygląda życie jak coś pójdzie nie tak...

Nie takie małe, jak rozwaliło wszystkie awaryjne generatory. Czarnobyl to przykład z dupy, bo ten typ reaktora nie był budowany nigdzie poza ZSRR.

Dlatego właśnie ludzkość stoi na rozdrożu, bo niedługo skończą się paliwa kopalne i będzie bryndza. Zamiast rozwijać technologię magazynowania i pozyskiwanie czystej energii elektrycznej wydajemy na patryiot-y, na 500 plus, budujemy pomniki, a za jakiś czas znajdziemy się w ciemnej DU..IE.

Nie da się rozwijać czegoś czego się nie ma. Nie mamy technologii pozyskiwania "czystej energii elektrycznej", a Twoje utyskiwanie na Patrioty jasno pokazuje, że cały mój trud pisania o bombach jądrowych był daremny.

Reasumując nie jest dobrze, ale perspektywy są jeszcze gorsze.

Perspektywy są takie, że musimy zbudować EJ, by sprostać narzuconym przez Unię Europejską limitom. Lepszego sposobu po prostu nie ma. Żal teraz, że solidaruchy wzięły w łapę i zaorały Żarnowiec.

23 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2018-12-10 15:26:14)

Odp: Mroczne czasy

Powierzchowność w ocenie sytuacji zawsze kończy się tak samo Panie Zwolenniku Jądrowego Holokaustu:

Reaktory jądrowe we Włoszech:
Elektrownia jądrowa Latina – Magnox, 1 reaktor 160 MWe, wyłączony w wyniku rozstrzygnięć w referendum dotyczącym energii jądrowej
Elektrownia jądrowa Caorso – reaktor BWR, (wyłączony; przyczyna jw.)
Elektrownia jądrowa Trino Vercellese – (wyłączony; przyczyna jw.)
Elektrownia jądrowa Alto Lazio – (wyłączony; przyczyna jw.) smile

Jak się chce kogoś do czegoś przekonać trzeba się zastanowić nad argumentami, a nie powtarzać oklepane schematy. Jeśli jesteś w stanie zagwarantować 100% bezpieczeństwo pozyskiwania energii elektrycznej z atomu to jestem za TWOIMI argumentami, w przeciwnym razie niestety, ale nie. Głupota ludzka i tsunami nie wyczerpuje listy zagrożeń dla energii jądrowej. Pozostałe składam na karb Twojej wyobraźni, jeśli takową posiadasz.

Patrioty nie są nam wcale potrzebne, Iskandery w Obwodzie Kaliningradzkim można zniszczyć przy pomocy precyzyjnej amunicji, Litwa i Polska mogą to zrobić bez problemu, kwestia namierzenia, co też nie jest takie trudne w dobie satelitów i systemów GPS:

https://www.defence24.pl/artyleria-czek … owe-wywiad

A wydawanie miliardów na kolejną drogą zabawkę to według mnie głupota.
Federacja Rosyjska doskonale zdaje sobie z tego sprawę i jeśliby uderzała na Polskę na na pewno nie z Obwodu Kaliningradzkiego, bo skazałaby Iskandery na zniszczenie, pomijam fakt, że nie bardzo wiem po co mięliby w ogóle to robić? Polska jest na tyle przewidywalna i rozgrywalna, że w zupełności wystarczy wywiad wojskowy, aby uzyskać zamierzone cele.

Szeroko pojęta technologia elektronowa w Polsce leży i kwiczy. Instytuty naukowe marnują pieniądze podatników na badania, które nie prowadzą tak na prawdę do naukowych przełomów. Dlatego jesteśmy jak to napisałam w CIEMNEJ DU..IE. Nikt nie nadaje kierunków rozwoju, nikt nad tym nie panuje, a środowisko naukowe żyje swoim życiem, pisząc rozprawy naukowe na debilne tematy i kształcąc coraz to bardziej opornych na wiedzę studentów. Marazm i zgrzytanie zębami!

W kontekście tego co napisałeś masz rację, jesteśmy za głupi jako naród żeby coś pożytecznego wymyślić (potrafimy tylko robić marsze na 11-ego listopada i machać flagami), jesteśmy skazani na technologie, które nie gwarantują bezpieczeństwa i prędzej czy później poniesiemy tego konsekwencje...

24 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2018-12-10 16:42:59)

Odp: Mroczne czasy

GENERAŁ SKRZYPCZAK i jego książka w dużym skrócie

Problematyka polska

występuje ona w poszczególnych częściach, rozdziałach i kontekstach książki. Autor ocenia przezornie i realistycznie, iż „obszarem potencjalnego starcia między NATO a Rosją będzie Polska…” oraz dodaje: „…Rosja ma świadomość tego, że jej wojska będą musiały iść przez Polskę w marszu na zachód. Wie też, że – jako państwo suwerenne – będziemy się bronić zawsze, niezależnie od tego, czy NATO nam pomoże czy nie. To zaś oznacza, że Rosjanie będą tu bezwzględnie niszczyć i palić wszystko, co stanie im na drodze…”;  zaś „kilka dodatkowych amerykańskich batalionów w Europie nie będzie straszakiem na Putina. Takimi działaniami budujemy tylko wiarę Polaków i innych narodów Europy Środkowo-Wschodniej w to, że Amerykanie w razie czego udzielą nam pomocy. Jeżeli jednak dojdzie do jakiegokolwiek konfliktu w Azji, to amerykańskie wojska będą potrzebne tam, a nie tutaj w Europie. Trump o tym wie, Putin też o tym wie”. Stwierdzenia te opublikowano na końcowej okładce książki. Taka jest też synteza jednego z głównych jej wątków dotyczących Polski. Również nasi decydenci wiedzą (zapewne) o tym i dlatego dość nerwowo i gorączkowo poszukują amerykańsko-natowskich gwarancji polskiego bezpieczeństwa, co w obecnych uwarunkowaniach i napięciach geostrategicznych jest zadaniem dość trudnym, wręcz niemożliwym („mission impossible”).
Główne motto Autora brzmi następująco: „w tej książce chcę przekazać czytelnikowi syntetyczne informacje o nowych kategoriach zagrożeń. Rozmawiamy o wizjach hipotetycznych wojen przyszłości, które będą prowadzone  przy użyciu najnowocześniejszej, niewyobrażalnie sprawnej i skutecznej technologii sterowanej już nie przez człowieka, lecz sztuczną inteligencję…” (str. 9). W tym kontekście warto zastanowić się nad ww. stwierdzeniem Autora, iż: „…Rosjanie będą tu bezwzględnie niszczyć i palić wszystko, co stanie im na drodze…”. Rzeczywiście, taka jest jedna z wielu ewentualności w ich marszu na Zachód przez Polskę w starym stylu. Ale nie zapominajmy również o innych możliwościach, jakie zapewniają najnowsze technologie, środki i metodologie prowadzenia współczesnych działań wojennych.
Przecież wojna hybrydowa i informacyjna już trwa od dłuższego czasu i dzieje się to „ponad polskimi głowami”, nie wymagając marszu przez nasze terytorium oraz niszczenia i palenia wszystkiego po drodze. Podobnie, zmasowany atak rakietowy i bombowy (itp.) na Zachód byłby chyba dużo bardziej skuteczny niż niegdysiejsza inwazja kawaleryjska (Napoleon), pancerna, artyleryjska, lotnicza, czy morska (Hitler), z wykorzystaniem wojsk lądowych, które obecnie mogą być szybko ekspediowane drogą powietrzną czy morską. Zresztą, agresor może też wykorzystać z łatwością milionowe rzesze wojowniczych i fundamentalistycznych muzułmanów, którzy już przeniknęli i przenikają nadal na Zachód. Niemniej jednak, niefortunne położnie Polski na I linii frontu między Rosją a NATO (jak kiedyś między Rosją a Niemcami) daje dużo do myślenia i do zrobienia w zakresie bezpieczeństwa naszego kraju w warunkach wojny hybrydowej i supernowoczesnego wyścigu zbrojeń.
Autor podaje wiele przykładów manipulacji informacyjnej i straszenia społeczeństwa polskiego. Klasycznym i klinicznym przykładem tego są „kaliningradzkie” iskandery. „…Każda informacja medialna o tym, że rakiety przyjechały do Kaliningradu natychmiast jest traktowana jako próba ataku na Polskę. Media przekazują informację opinii publicznej, a politycy ją komentują. Mówią, że Rosja chce nas najechać, że wojska rosyjskie tylko czekają, by uderzyć. Ewidentnie jest to manipulacja rosyjskiej propagandy. Celowe doprowadzanie do narodowej psychozy strachu…” (str. 33). Nie wydaje się jednak, aby priorytetowym i strategicznym celem Rosji (na dziś i na jutro) było dokonanie inwazji na Zachód. Póki co, wystarczy hybrydowe i informacyjne szachowanie i terroryzowanie UE i NATO, szczególnie USA.
Tymczasem, Rosja ma na głowie inne kłopoty – głównie na azjatyckim (+ Pacyfik) teatrze ewentualnych działań wojennych, na Bliskim i Środkowym Wschodzie itp. Za dużo owych teatrów być nie może; przekonał się o tym boleśnie ZSRR, rozszerzając fronty swego działania nieomalże na cały świat i przegrywając z kretesem. Rosja putinowska nie popełni raczej błędów radzieckich w tej mierze. Potwierdza to jednoznacznie Pan Generał, stwierdzając: „…Rosjanie mają obecnie zbyt dużo punktów zapalnych wokół siebie, żeby targnąć się na militarną wojnę z Polską czy z NATO…” (str. 39). Trzeba również zgodzić się z Autorem, kiedy stwierdza; „…dla mnie jest nie do przyjęcia, by nasi politycy byli pasem  transmisyjnym propagandy rosyjskiej. Zamiast tłumić nastroje paniki, wyszydzać, pokazywać, że my się ich nie boimy, mówią w mediach: „Rosja nam zagraża! Rosjanie maszerują”. Ludzie się boją. A żadnej wojny nie wygrywa się strachem, tylko przeciwdziałaniem. Zastanawiam się, czy Rosji chodzi o to, żeby Polaków tak wystraszyć, żeby się potem łatwiej poddali. Wydaje się, że tak…” (str. 36).
Pytanie rozmówczyni: „ Czyli przynajmniej na razie Rosjanom do niczego nie jest potrzebna interwencja militarna. Nie muszą używać twardej wojskowej siły? I odpowiedź Generała: „Na razie nie muszą, prowadzą wojnę hybrydową, której elementem jest wywoływanie kryzysów różnego typu: politycznych, ekonomicznych, komunikacyjnych, społecznych.” (str.40). I kolejne pytanie Pani Redaktor: „Gdzie Putin się zatrzyma? Na Odrze?” Odpowiedź: „Nie należy wykluczyć, że Putinowi się to śni. Uważa, że częścią imperium rosyjskiego są między innymi Węgry, Polska, Finlandia. Niewątpliwie zależy mu na tym, żeby odzyskać wpływy w Europie Środkowo-Wschodniej. Nawet bez zbrojnej konfrontacji, metodami pozamilitarnymi Rosja w Europie bardzo dużo już osiąga…” (str. 45).
Bezbronna Polska: ostatnie trzy rozdziały książki (str. 252 – 315) poświęcone są węzłowym aspektom sytuacji i obronności Polski we współczesnym  kontekście napięć międzynarodowych i supernowoczesnego wyścigu zbrojeń. Obraz, jaki wyłania się z rozważań Autora jest niebezpieczny i przygnębiający; „Polskie państwo nie jest przygotowane na takie zagrożenia, choć propagandowo jest gotowe na wszystko. Ale to jest lipa, oszukiwanie ludzi…; coraz bardziej nowoczesna, precyzyjna, o wielkiej sile rażenia broń będzie niszczyła wszystko – infrastrukturę drogową, elektrownie, fabryki itp. Ludzie nie wytrzymają długo bez prądu, wody, jedzenia.
Wyobraźmy sobie sytuację, że zniszczone zostały wodociągi. Skąd czerpać wodę? Przecież nie ma już studni na podwórkach. Rzeki są zanieczyszczone. Wojna to jeszcze spotęguje, a użycie broni masowego rażenia doprowadzi do ich całkowitego skażenia…; państwo powinno przede wszystkim przygotować system przetrwania narodu.  Zapewnić ludziom elementarne bezpieczeństwo. A tego nie robi…; ludzie muszą wiedzieć, jak należy się zachować w przypadku nalotu bombowego, ostrzału artyleryjskiego, użycia przez nieprzyjaciela broni masowego rażenia…” (str. 252–3–4). „To powinien być system. Jeśli go w porę nie zorganizujemy, powstanie chaos jeszcze większy niż we wrześniu 1939 r. Wtedy uciekinierzy w niekontrolowany sposób  zatłoczyli drogi i zablokowali działania wojsk. Teraz, w razie wybuchu wojny, będzie jeszcze gorzej, bo jest nas więcej…”; (str. 256).
I kolejny ważny aspekt: „u nas nie mówi się o zwycięstwie, mówi się o porażce. Mamy syndrom klęski, wciąż czcimy pamięć poległych bohaterów, upajamy się przeszłością, nie myśląc o przyszłości…;  nie inwestujemy w obronę cywilną, w infrastrukturę, taką jak schrony…; nie uczymy tego, jak ludzie mają się zachować na wypadek wybuchu wojny, jak mają chronić swoje dzieci. Ale skoro Polska nawet ze smogiem sobie nie może poradzić, to jak my mamy się przygotować do wojny?” (str. 258). Z kim wojować? „…Polska jest państwem frontowym, zawsze więc będzie terenem starć..”. W czasach Układu Warszawskiego „…Amerykanie zamierzali atakami jądrowymi zatrzymać Armię Czerwoną na terenie Polski. Teraz też są takie plany, jeżeli Putin uderzy…” (str. 270–1). Autor polemizuje zdecydowanie z koncepcjami A. Macierewicza, że „musimy mieć armię, która będzie w przyszłości zdolna sama obronić ojczyznę” i ocenia, że „to polityczna demagogia, bzdura, militarnie niemożliwa do zrealizowania nawet za 10 lat, zakładając, że na zbrojenia będziemy wydawać każdego roku pięć procent PKB…; mówienie, że Polska sama będzie zdolna odeprzeć agresję Rosji, jest tanim populizmem, którego żaden z naszych sojuszników nie traktuje poważnie. Na szczęście, bo najgorsze, co mogłoby się stać, to osamotnienie Polski w wyniku naszych własnych błędów politycznych…” (str. 272–3).
Co więcej, „…nie mamy obrony cywilnej. Nie istnieje. Dlatego ewakuacja w razie wojny ograniczyłaby się chyba tylko do ewakuacji polityków i ich rodzin, jak w 1939 r.” (str. 288). Pytanie: „na kogo może liczyć zwykły Kowalski, gdy wybuchnie wojna?”. Odpowiedź: „na nikogo, na siebie. Musimy mieć świadomość, że jeżeli wybuchnie wojna, przetoczy się przez Polskę jak walec. Tempo operacji będzie tak duże, że ludzie nie będą w stanie przeciwdziałać niebezpieczeństwu…” (str. 288). „Rosjanie identyfikują nasz kraj jako swojego potencjalnego wroga. Stosują więc u nas wszystkie narzędzia (nw.) wojny hybrydowej…; w Polsce są agenci z Rosji, to nie ulega wątpliwości. Nasze służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa mówią zaś, że wszystko jest w porządku. Wynika z tego, że są słabe, nieprzygotowane do walki z takim przeciwnikiem, jakim jest wywiad i kontrwywiad rosyjski. Tam pracują ludzie z ogromnym doświadczeniem, perfekcyjni w swojej robocie, a my mamy w służbach amatorów…” (str.308–9).

Kontekst globalny

Autor analizuje sprawy polskie  (i polsko-rosyjskie) w szerokim kontekście zagadnień regionalnych, eurazjatyckich i globalnych. Sprawia to, że nasza „polska wieś” nie jest zawieszona w jakiejś kosmicznej próżni geostrategicznej i zdana na pastwę losu lecz jest uzależniona ściśle od tego, co się dzieje wśród naszych przyjaciół i nieprzyjaciół. Naturalnie, niejako „wspólnym mianownikiem” i wiodącym wątkiem w tej materii jest nowa polityka i strategia Rosji wobec innych narodów i krajów. Arcyciekawe rozważania Autora na te tematy zajmują zdecydowaną większość jego książki. Podzielmy je na cztery odrębne grupy monotematyczne: 1. nowe elementy w teorii i w praktyce prowadzenia współczesnych wojen; 2. główne ogniska zapalne na geostrategicznej mapie świata; 3. rola wielkich mocarstw w polityce globalnej. 4. najnowsze rodzaje uzbrojenia i współczesny wyścig zbrojeń.
Ad. 1: „…w 2014 r. po raz pierwszy w świadomości publicznej pojawił się powszechnie termin „wojna hybrydowa”. Sama jej doktryna powstała dużo wcześniej, w momencie, gdy zaczął rozpadać się Związek Sowiecki…” (str.17). I dalej: „…konflikt z Gruzją w 2008 r. był pierwszą wojną, którą można nazwać hybrydową w pełnym zakresie. Zanim ten konflikt się rozpoczął, ówczesny prezydent Gruzji Saakaszwili obrał kurs na Zachód, zawarł sojusz ze Stanami Zjednoczonymi i postanowił wprowadzić swój kraj do NATO. Wywołało to irytację Kremla…;  „na przykładzie wojny w Gruzji widać, że elementem wojny hybrydowej jest interwencja wojskowa, ale to jest ostateczność. Ważna – a w moim przekonaniu najważniejsza – jest jednak wojna wywiadów. Wniosek jest taki: nie będzie miała szans jakakolwiek operacja nie militarna, ekspansja polityczno-ekonomiczna dopóty, dopóki potencjalny przeciwnik będzie dysponował silnym wywiadem i kontrwywiadem…” (str. 19 i 21). Nieco dalej Autor stwierdza jednoznacznie, że „Rosja jest imperium wywiadowczym”.
Nie wypracowano do tej pory jednoznacznej i precyzyjnej definicji wojny hybrydowej – znajduje się ona nadal „in statu nascendi”. Jednak w teorii i w praktyce militarnej występuje już 5 rodzajów owej definicji, a mianowicie: – stosowanie tradycyjnych metod prowadzenia wojny, działań nieregularnych, terroryzmu, sabotażu i metod kryminalnych na polu walki celem osiągnięcia korzyści politycznych i strategicznych; – połączenie elementów wojny nieregularnej, domowej, sztucznie wywołanego powstania i terroryzmu; – konflikt asymetryczny prowadzony w 3 dziedzinach: działania wojskowe, propaganda krajowa i propaganda zagraniczna; – kombinacja czterech rodzajów agresji: tradycyjnej, nieregularnej (nietradycyjnej), terrorystycznej i cybernetycznej; – współczesna odmiana partyzantki realizowanej przy pomocy nowoczesnych  technik wojskowych i metod informacyjnych. W każdej z tych definicji jest niemało racji oraz… braków. Np. ws. roli wywiadu i kontrwywiadu mającej kluczowe znaczenie w wojnie hybrydowej.
Co więcej, Autor stwierdza, nie bez racji, iż „…pozamilitarnym narzędziem oddziaływania Rosjan jest informacja (dodałbym do tego, iż również dezinformacja). Opanowali oni do perfekcji sztukę prowadzenia wojny informacyjnej. Zawsze byli w tym dobrzy, nigdy jednak ofensywa Rosjan w przestrzeni informacyjnej i propagandowej nie była tak wielkoobszarowa i intensywna…; Rosja z propagandą radzi sobie po mistrzowsku. Tak jak artyleria, czołgi i samoloty są narzędziami w wojnie konwencjonalnej, tak propaganda i informacja są narzędziami w wojnie informacyjnej. Ostrze tych narzędzi w rękach Rosji jest skierowane przeciwko NATO i UE. Tym sprawniej się ona nimi posługuje, że ani Sojusz ani Unia nadal nie mają środków, które mogłyby je skutecznie zwalczać. Nie mają też strategii. Sojusz posiada co prawda ośrodki, które wyłapują i identyfikują te zjawiska, ale nie są w stanie skutecznie walczyć z Rosją na froncie wojny informacyjnej” (str. 32).
Natomiast: „siłą propagandy rosyjskiej jest to, że posiada ona scentralizowany ośrodek decyzyjny i ma odpowiednie narzędzia. Dzięki temu dociera ze swoim przekazem do mediów i wpływowych polityków wszystkich państw zachodnich. Metoda zastraszania przez propagandę rosyjską powoduje, że media przechwytują informacje z Rosji i – często nieświadomie – straszą własne społeczeństwa” (str.32–33).Warto uzupełnić te stwierdzenia dość powszechnie znaną informacją, iż obiektem nasilających się ataków tego rodzaju (szczególnie dezinformacyjnych) w kontekście NATO, są – przede wszystkim – Stany Zjednoczone. Szanowny Autor nie poświęca jednak zbyt wiele uwagi temu wielkiemu mocarstwu, koncentrując się głównie na 2 innych – tzn. na Rosji i na Chinach. Trzeba by dodać do tego grona jeszcze Indie, Iran, Arabię Saudyjską, Japonię, Kanadę, Australię, Brazylię, Afrykę Południową i garstkę innych państw zdolnych do prowadzenia efektywnej wojny informacyjnej.
Jest ona jednak bardzo kosztowna – nawet nie wszystkich państw członkowskich NATO i UE stać na jej prowadzenie; nie mówiąc już o biednych krajach rozwijających się, stanowiących przecież większość lansowanej „wspólnoty międzynarodowej”. Te kraje są a priori skazane na przegraną w takiej wojnie. Kojarzenie elementów wojny konwencjonalnej, informacyjnej  i – w ogólności – supernowoczesnej staje się znamieniem i wyznacznikiem ewolucji miecza i tarczy w naszych czasach. Ich swoistym paradoksem jest również fakt, iż – niezależnie od znacznego potencjału do prowadzenia wojny informacyjnej – ww. państwa członkowskie NATO i UE uczestniczą równocześnie w wyścigu zbrojeń klasycznych (konwencjonalnych) oraz supernowoczesnych (także kosmicznych), rzec można – na wszelki wypadek, gdyby wojna hybrydowa i informacyjna miała nie przynieść im pożądanych rezultatów (zwycięstwa).
Ad. 2 : nasza cywilizacja dotarła obecnie w swym rozwoju do takiego etapu, że prawie każdy z trwających 50 konfliktów zbrojnych i ognisk zapalnych na kuli ziemskiej może stanowić zarzewie wybuchu kolejnej wielkiej zawieruchy światowej; tym bardziej, że stale doskonalone rodzaje uzbrojenia i strategie militarne zwiększają prawdopodobieństwo wybuchu wielkiej wojny przez przypadek (np. błąd człowieka, komputera, robota, sztucznej inteligencji itp.). Jeszcze przed obecną epoką wojen hybrydowych i informacyjnych, historia zanotowała wiele przypadków takiego ryzyka (np. kryzys kubański) itp., w których czasem tylko „cudem” udało się uniknąć katastrofy globalnej, szczególnie nuklearnej. Coraz głośniej mówi się też na świecie o dążeniach niektórych wpływowych ośrodków (np. New World Order, masoneria, wielka finansjera, kompleks wojskowo–przemysłowy i in.) zmierzających do radykalnego zmniejszenia liczby ludności Ziemi (o połowę?!). Celowi temu ma służyć produkowanie niezdrowej żywności, szkodliwych leków, pestycydów i herbicydów, skażenie środowiska naturalnego, zmiany klimatyczne itp. Już obecnie około 2 mld Ziemian (na ponad 7,7 mld ludności świata) cierpi z powodu chorób psychicznych (plus znane epidemie: AIDS/HIV, ebola, gruźlica, narkomania i wiele innych). To także są istotne elementy wojen hybrydowych, o których warto pamiętać. 
Ale ryzyko tego rodzaju nasila się obecnie coraz bardziej – w miarę jak szybkość i determinacja w działaniu staje się decydującym czynnikiem w dążeniu do wygranej (bądź przegranej) w konfrontacji z przeciwnikiem. Zwiększa się także prawdopodobieństwo ogarnięcia dużych obszarów kuli ziemskiej (a nawet całego świata) ogniem wojennym… w wyniku reakcji łańcuchowej czy efektu domina. Np. eskalacja konfliktów na Bliskim i Środkowym Wschodzie, wokół Półwyspu Koreańskiego, Afganistanu, Afryki Środkowej itp. może rozlać się na inne państwa, z których wiele ma własne zadawnione porachunki z ew. wojującymi stronami (np. Indie – Pakistan, Rosja – Ukraina, Sudan – Sudan Południowy, Palestyna – Izrael i in.).
W świetle tego, dokonana przez Autora prezentacja i analiza wybranych elementów napięcia i ognisk zapalnych na Ziemi jest niezwykle ciekawą i merytorycznie mocną stroną Jego dzieła. Uznałem za stosowne podanie Czytelnikom (poniżej) najbardziej wymownych i trafnych cytatów, zaczerpniętych z książki, które ilustrują dobitnie sedno palących problemów oraz celne oceny Autora odnoszące się do nich. Zacznijmy od sąsiadów Polski, tzn. od państw bałtyckich: Autor stwierdza, co następuje: „…NATO ma świadomość, że w sensie militarnym Rosja zagraża krajom bałtyckim. Jednak jeśli chodzi o Litwę, Łotwę i Estonię, to Putin prowadzi w stosunku do tych państw misterną grę, wobec której Sojusz jest bezradny. Wojna tam jest faktycznie możliwa, ale groźniejsza wydaje się pozamilitarna ingerencja…” (str. 48). Celna jest też ocena Autora ws. roli Polski w tym kontekście: mianowicie, na pytanie Pani Redaktor: „czy Polska powinna wysłać swoje wojska, gdyby Rosja zaatakowała państwa bałtyckie?”, Pan Generał odpowiada: „Nie. Dlatego, że Polska jest państwem frontowym. Nikt nie zabiera wojsk z frontu. Gdyby podjęto taką decyzję, to kto broniłby terytorium Polski, na które ten konflikt szybko mógłby się rozprzestrzenić?” (str.54). Zgoda z taką oceną!
W odróżnieniu od generała brytyjskiego, Richarda Shireffa, autora książki pt.: „2017 r.: wojna z Rosją”, generał  Waldemar Skrzypczak jest zdania,, że „taki scenariusz, jaki rysuje general Richard Shireff, jest oczywiście możliwy, nie można go wykluczyć. Powtórzę jednak, że ja skłaniam się raczej ku temu, że nie dojdzie do konfrontacji militarnej na terenie państw bałtyckich. Dojdzie tam raczej do konfrontacji polityczno–ekonomicznej. W konsekwencji tego, Putin odzyska w tym rejonie wpływy…” (str. 52–3). Racja – minął rok 2017 a rosyjskiej ingerencji zbrojnej w Pribałtice nie było. Może do niej nie dojdzie również w kolejnych latach?!
O wątku Pribałtiki w analizowanej książce napisałem syntetycznie powyżej; teraz pora na omówienie sedna motywów ukraińskich, skądinąd bardzo interesujących w ujęciu Autora, boć mających większe od Pribałtiki znaczenie dla bezpieczeństwa Polski. Pan Generał ocenia jednoznacznie i zdecydowanie: „…gdyby doszło do wojny na Ukrainie, Polska nie może sama, podobnie jak w przypadku ewentualnej agresji na kraje bałtyckie, wystąpić w jej obronie. Znowu mamy ten sam powód – nie wolno nam osłabiać swojego potencjału, musimy go chronić na wypadek, gdyby był potrzebny do obrony własnych granic…; ta wojna stworzyłaby też duży problem dla NATO. Sojusz nie ma podstaw prawnych do zbrojnej reakcji, ponieważ Ukraina nie jest jego członkiem. Jedyną instytucją, która może mieć wpływ na rozwój wydarzeń jest więc ONZ…” (str. 57). I konkretna prognoza Autora: „…jeśli tendencja (ekspansji ekonomicznej Chin w Azji, co uderza bezpośrednio w interesy USA) się utrzyma, dla Putina nie będzie lepszego czasu, by dokonać agresji na Ukrainę, rozbić jej armię i zająć wschodnią prorosyjską część.
Ewentualnie (Putin) będzie dążył do wywołania rewolty i obalenia prezydenta Petra Poroszenki. Następnie ustanowi tam pro kremlowski rząd. Przyjdzie mu to tym łatwiej, że Ukraińcy coraz mocniej dostrzegają brak poprawy swojej sytuacji społecznej i ekonomicznej. Tęsknią już za tym, co było. Taki rozwój wypadków będzie bardzo niebezpieczny również dla Polski…” (str. 57). I słuszna prognoza generalska: „…Rosjanie już panują wywiadowczo i gospodarczo nad Ukrainą. Nic się tam nie wydarzy bez zgody Putina. Tym krajem nadal rządzą oligarchowie, a głęboki kryzys gospodarczy niszczy go od środka. Niezależnie od tego, jaki będzie poziom pomocy z Europy czy ze Stanów Zjednoczonych, Ukrainie będzie trudno otrząsnąć się z tego chaosu. Wydaje się, że amerykańskie pieniądze niczego nie zmienią dopóty, dopóki nad Ukrainą będzie panowała Rosja, a tak teraz właśnie jest…” (str. 62).
I konkluzja z polskim wątkiem (uwaga!): „… Ukraina to naród liczący 42 miliony. W razie wojny, co najmniej kilka milionów uchodźców ruszy do Europy przez Polskę. Zresztą Putin będzie chciał, by jak najwięcej ludzi uciekło z Ukrainy, bo Europie stworzy to kolejny problem. „Wyczyści” też w ten sposób Ukrainę ze swoich wrogów” (str. 67). Pozwalam sobie dodać do tych trafnych stwierdzeń jeszcze jeden istotny element z ostatniego okresu: a mianowicie, plany utworzenia „Izraela bis” (Chazarii) na południowo–zachodniej Ukrainie. Wynika to z „tajnych” raportów i rozmów izraelsko–ukraińskich oraz z publikacji medialnych. Geneza sprawy sięga VIII wieku n.e., kiedy Chazarowie zamieszkujący na ww. terenach obecnej Ukrainy przeszli na judaizm. Wynika z tego, że europejscy (oraz, w znacznym stopniu, izraelscy i amerykańscy) Żydzi są, de facto, potomkami Chazarów. I element współczesny: mnożą się oceny, że Izrael nie przetrwa już długo z powodu presji islamskiej (arabskiej) – palestyńskiej, irańskiej i in. Opinie takie głosi, m.in. Henry Kissinger, a nawet… premier Benjamin Nethanyahu. Ludność Izraela trzeba będzie więc gdzieś przesiedlić, chyba głównie do Chazarii!? To zmieni zasadniczo układ sił w naszym regionie oraz rolę i miejsce Polski w nim. Sprawa zasługuje więc na naszą maksymalną uwagę i – zapewne – zostanie przeanalizowana w II wydaniu dzieła Pana Generała.
Półwysep Koreański: już 65 lat po zakończeniu wojny koreańskiej (w 1953 r.) brak jest traktatu pokojowego, zjednoczenia Korei i uspokojenia sytuacji na i wokół Półwyspu. Uzbrojony po zęby, jest on nadal wykorzystywany jako karta przetargowa i straszak w „pokerze” między supermocarstwami. 65 lat trwa klasyczna wojna hybrydowa przeciwko KRLD – z wykorzystaniem nawet najbardziej prymitywnych środków, jak np. balony propagandowe z ulotkami, gigantofony na granicy itp. Autor nie ma wątpliwości ws. traktowania KRLD, pisząc: „Korea Północna jest cynglem Chińczyków. Ich straszakiem na wszystkich w regionie, ale głównie na Amerykanów…;  Koreańczycy swoimi działaniami, straszeniem próbami kumulują na sobie uwagę Amerykanów. W tym czasie Chińczycy osiągają swoje cele ekonomiczne i prą dalej – na południe i na wschód Azji” (str. 106).
To trafna diagnoza, ale – dalibóg – niepełna. Bowiem, czy można powiedzieć, że Korea Południowa jest cynglem i niezatapialnym lotniskowcem Amerykanów przeciwko Chinom i Rosji na Dalekim Wschodzie? Chyba tak jest! Na szczęście, pojawiło się światełko w tunelu w postaci zbliżenia Korei Północnej i Południowej, zaprzestania prób rakietowo–nuklearnych i manewrów wojskowych, spotkań najwyższych przywódców obydwu krajów oraz bezprecedensowego kontaktu Kim Dzong Una i Donalda Trumpa w Singapurze (12 czerwca 2018 r.). To unikalna szansa, której nie wolno zmarnować!
Poza swym kluczowym położeniem strategicznym (między Rosją, Chinami, Japonią i… amerykańskimi bazami w Japonii i VII flotą Pacyfiku) – KRLD jest prawdziwą kopalnią 200 różnych minerałów i surowców strategicznych, m.in. złoto, węgiel, żelazo, miedź, cynk, magnezyt, wolfram i in. oraz 17 pierwiastków metali ziem rzadkich z grupy lantanowców (+ skand i itr). Wartość tych bogactw naturalnych wyceniania jest na około 10 bln USD. Jest więc o co walczyć! Ponadto, jest problem zjednoczenia Korei. Gdy tak się stanie, pojawi się duży rynek i potencjał produkcyjny – tak, jak w przypadku zjednoczenia Niemiec. Prognoza generalna: „…Korea jest zagrożeniem (dla USA i in.), a Chińczycy będą grać ta kartą tak długo, jak długo się da. Mogą na przykład dzięki temu spróbować odzyskać Tajwan. Wówczas podpalą ten lont, jakim jest Korea Północna…”; „wtedy wybuchnie wojna w tamtym regionie świata. Wszyscy się jej obawiają, bo mają świadomość, że potęga państwa chińskiego i jego armii zakłóci funkcjonowanie gospodarek Stanów Zjednoczonych, Japonii, Korei Południowej, Tajwanu…” (i in.). (Str. 107). Trzeba przyznać, że jest to tzw. „czarna prognoza”. Bardziej optymistyczną możliwością jest pokojowe uregulowanie problemu koreańskiego, jego denuklearyzacja, zjednoczenie i pomyślny rozwój połączonej Korei. Wedle mojego rozeznania, Chinom nie zależy na wojnie (z kimkolwiek) na Dalekim Wschodzie. Let us wait and see…
Poza tym, Autor omawia pokrótce problematykę Pakistanu („drugi cyngiel” Chin, także przeciwko Indiom), Afganistanu i Iranu (w kontekście ew. sojuszu: Chiny – Rosja – Iran, „którego celem ma być zdobycie globalnej przewagi…”) (str. 110). Pan Generał ostro krytykuje ONZ za jej nieudolność w obronie pokoju światowego. A na pytanie: „kto więc dziś stoi na straży światowego pokoju?”, odpowiada: „…Nikt. Nowy porządek świata powoli staje się rzeczywistością. Zachód został zepchnięty do roli regionalnego gracza. Skłócony, zwaśniony, pochłonięty własnymi małostkowymi wojenkami, do których prowadzenia popycha go zdegenerowana klasa polityczna nierozumiejąca tych zmian…”. Zaś „Stany Zjednoczone coraz bardziej przyjmują politykę izolacjonizmu i chowania się za Atlantykiem i Pacyfikiem, a NATO powoli ulega samorozwiązaniu, bo już nie ma do wykonania żadnej misji. Nie jest już nikomu do niczego potrzebne: politycznie osłabione przez Rosję, militarnie przez swoich pacyfistycznych polityków pełnych wiary w pokój…”. Zaś „Europa jest Chinom i jej sojusznikom potrzebna. Ale nie jako gracz globalny, konkurent, lecz co najwyżej podwykonawca. Tym bardziej, że część Europy już w trzeciej dekadzie XXI wieku przejdzie w ręce polityków z emigranckimi rodowodami. To początek końca długiej dominacji Zachodu ugruntowanej w naszej świadomości…” (str. 112/113).
Specjalny rozdział poświęcony jest Turcji. „Rosja i Turcja mają teraz wspólne interesy w regionie Bliskiego Wschodu. Rosjanie chcą tam odzyskać swoje wpływy i powoli je odzyskują. Doskonale to widać na przykładzie wojny w Syrii. Nie będzie tam pokoju bez Turcji i bez Rosji. Amerykanie mają więc kolejny problem…” (str.117). Zaś zwrot Turcji ku islamizacji za rządów Erdogana sprawia, że „…diagnozy (dla Zachodu) nie mogą być wesołe. Turcja jako państwo wyznaniowe będzie zasadniczo różniła się od reszty członków NATO. Sadzę, że zacznie mocniej stawiać żądania na forum Sojuszu, żeby zademonstrować swoją niezależność i siłę…; możliwe jest odejście Turcji z NATO…” (str. 119/120).
Kilka stron Autor poświęca też Syrii, Irakowi, Kurdystanowi i Izraelowi. Słuszna jest ocena, że „…wojna trwa (tam) od kilku lat i wchodzi w różne fazy. Nie ma już kalifatu ISIS, który w 2014 r. ulokował się na terytoriach Syrii i Iraku. Pomijam kwestię, że wyeksportował swoich wojowników do różnych państw na całym świecie i na razie organizuje się od nowa, ale na mniejszą skalę…” (str.128). Oraz: „…pozycja Izraela w rejonie zależy od tego, jakie wpływy będą tam mieli Amerykanie. Jeśli wycofają się za Atlantyk, na skutek nowych ustaleń po wojnie w Syrii, a z drugiej strony zostaną wypędzeni ekonomicznie przez Chińczyków, to Izrael będzie miał poważne problemy…” (str. 132). A czy państwo Izrael może zniknąć z mapy świata? „Niewykluczone. Już rozmawialiśmy o tym, że Turcja zbratała się z Rosją, że brak państwa kurdyjskiego oznacza porażkę Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, kolejną konsekwencją może być zniknięcie z mapy świata państwa Izrael…” (str. 133). Pan Generał nie jest osamotniony w ocenach tego rodzaju.
O uchodźcach: „…wygnańcy, którzy będą szukali nowej ziemi zaleją Europę, będą tu też oczekiwali pomocy humanitarnej. Potrzebne więc będą środki, by tę pomoc sfinansować, co osłabi gospodarkę Europy. Dla Putina same plusy…” (str. 136). „Imigranci… za cel stawiają sobie przejęcie władzy na poziomie samorządowym. To droga do przejęcia kontroli nad lokalną administracją i służbami porządkowymi. A dalej zostaje już tylko krok do przejęcia władzy i do marginalizacji wpływów dotychczasowych „właścicieli”. „…jeśli nie będzie planu Marshalla dla Bliskiego Wschodu, to liczmy się z tym, że Europę zaleje niespotykana dotąd fala uchodźców  z Bliskiego Wschodu i z Afryki. Wróży to nam, Europejczykom, katastrofę. Żadne mury nas nie uratują…” (str. 137/9).
Bardzo ciekawe i trafne są także oceny Pana Generała o konsekwencjach zmian klimatycznych, szczególnie ocieplenia klimatu, generujących wojny. Taki jest właśnie przypadek Syrii, w której „trzyletnia klęska suszy, która wywołała migracje na skalę regionu. Ludzie z syryjskich wiosek uciekali do miast, które szybko stały się przeludnione. Asad sobie z tym nie poradził. Ludzie bez pracy coraz bardziej ubożeli i ten moment wykorzystali terroryści. Zauważyli, że napięcia społeczne w Syrii to tykająca bomba zegarowa. Dali ludziom broń do ręki i zaczęła się wojna…” (str.142). Problem suszy odnosi się także do naszego regionu i kraju: „FAO, w swym raporcie ze stycznia 2016 r., ocenia, że Polska, Czechy i Dania są europejskimi krajami zagrożonymi głębokim deficytem wody…; zjawisko to dotyka polskie rolnictwo, które coraz dotkliwiej zaczyna odczuwać skutki globalnego ocieplenia…; z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że woda jest „towarem” o strategicznym znaczeniu… (str.143). Azji zagrażają powodzie, a Afryce – susze”. Spotęguje to jeszcze bardziej fale głodnych i bezsilnych uchodźców (dziesiątki milionów). „To, czego dziś doświadczamy w Europie, będzie tylko namiastką tego, co może nas czekać niebawem, o ile w porę bogate, rozwinięte cywilizacje nie podejmą działań zapobiegawczych. Izolacja, odgradzanie się płotami i uzbrojonymi policjantami jest drogą donikąd” (str.144–5). „Jedyną drogą jest odbudowa ekonomiczna państw zniszczonych wojną. Stworzenie uchodźcom warunków do życia…” (str. 148).
Tak to wyglądają, w ujęciu Pana Generała, wybrane (i chyba najważniejsze)  ogniska zapalne i przyczyny konfliktów zbrojnych na Ziemi. Trudno mieć pretensje do Szanownego Autora, że nie są to wszystkie spośród nich. Można by dodać, np., spory: Indie–Pakistan i Indie–Chiny (z Kaszmirem i Jammu w tle), tym bardziej, że te 3 mocarstwa dysponują niebagatelnym potencjałem rakietowo-nuklearnym. Co więcej, Chiny nie uznają włączenia obszaru Aksai – Chin do spornego Kaszmiru, ale starają się regulować pokojowo konflikty terytorialne z Indiami i z Pakistanem oraz z innymi sąsiadami (np. Rosja, Wietnam itp.). Dalej na Zachód – Iran ma ciągle na pieńku z Irakiem, Turcja z Kurdystanem, nie mówiąc już o kaukaskiej beczce prochu, np. wokół Górnego Karabachu, Gruzji, Abchazji i Osetii oraz o tlącym się konflikcie rosyjsko – ukraińskim wokół Krymu i in. Groźne mogą być także konsekwencje wojny w Jemenie,  „drzemiące wulkany” w Afryce Środkowej i Subsaharyjskiej oraz spory etiopsko-egipskie dot. podziału i zagospodarowania wód Nilu oraz wiele innych. Słowem, będziemy mieli z tym dość dużo roboty – aż do przysłowiowego „końca świata”.
Polityka supermocarstw: wątek Rosji i Putina przewija się „złotą nicią” (bez przesady) na kartach całej książki. Jest to chyba swoiste ulubione hobby Autora. I słusznie. Drugim takim wątkiem są Chiny (też słusznie); ale brakuje jeszcze kilku supermocarstw – państw i organizacji międzynarodowych do kompletu; a mianowicie: USA, Indie, ASEAN, BRICS, Unia Afrykańska, Organizacja Państw Ameryki Południowej i Środkowej itp. Podmioty te też odgrywają niebagatelną rolę supermocarstwową na arenie globalnej. O Unii Europejskiej Autor pisze niemało w swej książce, ale raczej w kategoriach schyłkowych i dekadenckich w odniesieniu do tego ugrupowania. Oceniając renesans wielkomocarstwowych ambicji Rosji, Autor pisze tak: „…Rosja jest silna również dlatego, że USA nie potrafią zbudować jednoznacznej strategii wobec jej zapędów. Po tym co robi albo raczej czego nie robi Donald Trump, widać wyraźnie, że Rosja wykorzystuje, mam nadzieje chwilowe, zdezorientowanie Stanów Zjednoczonych w polityce międzynarodowej. Ważny w tej układance jest jej sojusz z Chinami. Oba państwa wspierają się też w demonstrowaniu swej militarnej współpracy… (str.71).
I dalej: „…Putin chce utrzymać się jak najdłużej przy władzy i temu służą jego zapewnienia płynące do narodu. Ale przede wszystkim rozbudził mocarstwowe pragnienia Rosjan. Modernizuje i rozbudowuje siły zbrojne. Wdraża nowoczesne systemy rażenia…; nie chcę nikogo straszyć wojną. Na razie to polityka. Chcę jednak przestrzec, że brak strategii w relacjach USA – Rosja w przyszłości może być katastrofalny”. Szczególnie w aspekcie światowej inwazji ekonomicznej Chin oraz demograficznej erupcji Afryki i Azji, gdzie Rosja próbuje odgrywać rolę „regulującego ruchem” kierując go do Europy. Wszystko w jednym celu. Rozbić jedność Unii Europejskiej. Osłabić jej potencjał ekonomiczny”(str. 72–3). „Solą w oku Putina jest Unia Europejska. Robi więc wszystko, by zaprowadzić w niej destrukcję. W następnym kroku osłabi to NATO – głównego przeciwnika Rosji na świecie” (str. 72).
Jednak co będzie, kiedy Putina zabraknie? Faktem jest, iż jego polityka, władza (stanowisko) jest uzależnione od wojska i od bezpieki. Tych chyba nigdy nie zabraknie – ciągłość polityki i strategii rosyjskiej zostanie więc zapewniona. Póki co, współdziałanie w tym trójkącie władzy układa się sprawnie. Rosja umacnia swój potencjał oraz odzyskuje swe wpływy globalne i imperialne. Podobnie rzecz się ma z Donaldem Trumpem. Onże też jest uzależniony od wielkiego kapitału, od grup interesów, od uczonych i mediów oraz (także) od armii i bezpieki. So far, so good, powiadają w USA; ale D. Trump – to tylko marionetka w rękach rzeczywistych ośrodków władzy. Taki jest, zresztą, los panujących włodarzy praktycznie we wszystkich krajach świata. Fakt, że występują oni w telewizji i w innych mediach jeszcze nie świadczy, że sprawują rzeczywistą władzę. Przykre doświadczenia Johna F. Kennedyego (zabójstwo), Richarda Nixona (impeachment), Nikity Chruszczowa (usunięcie) oraz wielu innych są tego wymownym przykładem
Autor analizuje szczegółowo „nowy wyścig zbrojeń” z udziałem Rosji, co daje wiele do myślenia z uwzględnieniem jej aspiracji globalnych i imperialnych oraz zwiększenia potencjału zaczepnego armii rosyjskiej.. Zaznacza, m.in., iż utworzono 1.Armię Pancerną Gwardii, bardzo silnie uzbrojoną i doskonale wyszkoloną. „Stacjonuje ona w zachodniej części Rosji, co sygnalizuje, że jest przewidywana do działania na kierunku Europy Wschodniej. Jest więc bardzo niebezpieczna w przypadku ewentualnej agresji na Polskę – może dotrzeć nad Wisłę w ciągu dwóch – trzech dni. To związek operacyjny prawie dwukrotnie silniejszy od potencjału wojskowego całych polskich sil zbrojnych…” (str.77–8). I konkluzja: „…ostatnia doktryna wojenna Rosji została przyjęta pod koniec 2015 roku. Zmiana w stosunku do poprzedniej polega na tym, że sojusz północnoatlantycki został w niej wskazany palcem jako główne zagrożenie dla Rosji. Wcześniej Rosjanie mówili o tym w bardziej zawoalowany sposób…” (str. 80–1).
Drugie supermocarstwo analizowane przez Autora – to Chiny. Szczególnie Stany Zjednoczone niepokoją się coraz bardziej wzrostem potencjału ekonomicznego i militarnego ChRL oraz chińskiej ekspansji w świecie. „Chiny opanowały już Afrykę…; wkraczają też w tradycyjne strefy wpływów innych mocarstw, na przykład Amerykanów. Dlatego Trump mówi o nowej erze konkurencji… i przyznaje, ze zagrożeniem dla USA są Chiny i Rosja…; takie założenie zostało wpisane oficjalnie do amerykańskich dokumentów strategicznych. To swoiste novum…” (str. 93). W odpowiedzi na pytanie: „dla Chin wojna może być wentylem, gdy świat stanie się dla nich za mały, gdy przekroczą już barierę ekspansji ekonomicznej?, Autor stwierdza: „tak się stanie. Chodzi tylko o czas. Wydaje się, że to może zdarzyć się niebawem, jeśli dojdzie do konfrontacji Chin z Amerykanami. Albo wtedy, kiedy Chiny opanują już wszystko za wyjątkiem Europy. Oni chcą być jedynym globalnym graczem…” (str.94). „…Drzwi do Europy Chinom otworzy Rosja, która wobec trudnej sytuacji wewnętrznej potrzebuje chińskiego wsparcia gospodarczego.  Dlatego Putin dla Chin zrobi wszystko albo jeszcze więcej…” (str. 72).
Autor rozumuje więc podobnie do kilku sinologów, szczególnie amerykańskich, którzy prorokują nieuchronność wojny chińsko-amerykańskiej. Wcale nie musi tak być, bowiem obie strony mogą z łatwością realizować pokojowo swe cele i ambicje globalne. W dniu, kiedy piszę te słowa (09.11.2018 r.) odbyło się kolejne spotkanie (dialog strategiczny) z udziałem ministrów obrony i spraw zagranicznych Chin i USA. W tym samym dniu, Prezydent Xi Jinping przyjął sędziwego Henry Kissingera, promotora normalizacji stosunków amerykańsko–chińskich. Nie należy wykluczać spotkania Prezydentów USA i ChRL przy okazji konferencji G–20 w Argentynie (30.11. – 01.12.2018 r., Buenos Aires). Chińsko – amerykański dialog strategiczny trwa z powodzeniem od długiego czasu, potwierdzając, że wielka wojna nie leży w interesie obydwu stron. Każda z nich mogłaby stracić wszystko i nie zyskać niczego. Także medal współistnienia USA – ChRL ma dwie strony: pokojową i wojenną. Biorąc pod uwagę olbrzymi potencjał niszczycielski sił zbrojnych obydwu supermocarstw, można zakładać, że wojna byłaby dla nich całkowicie „nieopłacalna” oraz że przeważą skłonności pokojowe. Jak w okresie I „zimnej wojny”, również obecnie działa nieubłaganie mechanizm „równowagi strachu”.
Dyskusyjne są także rozważania Autora nt. rzekomych analogii pomiędzy sytuacją przedwojennych (pokryzysowych) Niemiec i  współczesnych Chin (też pokryzysowych). Czy historia może się powtórzyć?  „…Oczywiście, że może. Historia zatacza koła. Cyklicznie co kilka lat wybuchają kryzysy gospodarcze, które prowadzą świat na skraj wojny. Czy nastąpi tak głębokie tąpniecie jak przed I i II wojną światową? Tego nie wiemy. Na szczęście od przeszło 70 lat żyjemy w Europie bez wojny. Ale ta wojna cały czas się tli… na razie na froncie ekonomicznym…” (str. 97).  Obok starych supermocarstw, które „grają od lat we własną grę…, pojawili się nowi gracze, szczególnie Chiny, które wypierają starych z ich stref wpływów. To staje się przedmiotem sporów międzynarodowych… . Chińczycy bardzo umiejętnie prowadzą swoją politykę. Unikają zbrojnych konfrontacji. Wszyscy, za wyjątkiem Chińczyków padają ofiarami ataków terrorystycznych…” (str. 98).
Jednocześnie, „…zadłużenie Ameryki wobec Chin jest przeogromne. Na początku roku 2018 w rękach Pekinu znajdowało się 1,17 bln dolarów zagranicznego długu Stanów Zjednoczonych, co stanowiło 18,7 procent całkowitego zadłużenia USA…; jeśli konfrontacja militarna miałaby nastąpić, to w celu „…zatrzymania ekspansji ekonomicznej Chińczyków…” (str. 101). Tyle tylko, że „Trump nie ma żadnej strategii, jeśli chodzi o Państwo Środka. Wręcz przeciwnie, uznaje Chiny i Rosję za swoich głównych rywali na świecie. Chciałby pewnie – strasząc konfrontacją zbrojną z Koreą Północną – pokazać, że ma jednak coś do powiedzenia w regionie Azji i Pacyfiku. Ale wysłaniem tam kilku dodatkowych okrętów i większej liczby żołnierzy nic nie pokaże…” (str. 101).
Jak widać, rozważania Autora w kwestiach chińskich (na tle globalnym)  są ciekawe, oryginalne i – miejscami – nawet zbyt daleko idące, choć dają dużo do myślenia. Trafna jest wszakże ocena, że „Chiny unikają zbrojnych konfrontacji”, co implikuje, że metodami pokojowymi zmierzają oni do budowy nowego (wielobiegunowego) ładu światowego i wspólnej przyszłości dla wszystkich ludzi. Nie popełnią przy tym strategicznego błędu poprzedników (cesarzy rzymskich, Aleksandra Wielkiego, Czyngis Chana, Napoleona, Hitlera, przywódców amerykańskich, sowieckich i in.), którzy szli na świat zbyt szerokim frontem, jakiego później nie byli w stanie utrzymać; i przegrywali!
Supernowoczesne zbrojenia : kwestiom tym Autor poświęca trzy ostatnie części (III, IV i V) swej pracy; przy czym czyni to w sposób niezwykle kompetentny i bardzo interesujący, wręcz fascynujący, zwłaszcza że problematyka ta jest raczej mało znana w szerokich kręgach społecznych, przeciwko którym mogą być również wymierzone owe mordercze bronie. Zaczęło się to od pamiętnych „gwiezdnych wojen” wylansowanych przez  prezydenta Ronalda Reagana (w jego przemówieniu dnia 23 marca 1983 r.). Warto więc wiedzieć, co ludziom zagraża w naszych czasach i w niedalekiej przyszłości. Rozważania Autora stanowią jednoznaczne potwierdzenie, iż mamy do czynienia z nową – jakościowo – fazą odwiecznego wyścigu zbrojeń, który obecnie osiąga niewyobrażalne pułapy doskonałości technicznej i ogromny potencjał  rażenia śmiercionośnego.
Na początek, o ew. wojnie w kosmosie: „…będzie on teatrem działań wojennych…; kosmos jest już opanowany przez satelity, które mają ogromne możliwości…(technologiczne). Podczas wojny będą one (satelity) jednym z pierwszych celów ataku; szacuje się, że prawie bilion dolarów jest wart sprzęt różnego rodzaju rozmieszczony w kosmosie. Te gigantyczne kwoty będą rosły. Tam przeniesie się walka (str. 156). „…Wojsko od dawna interesowało się kosmosem. Od kilkunastu lat Amerykanie, Rosjanie, a teraz również Chińczycy prowadzą bardzo szeroko zakrojone prace nad nowymi technologiami, które wykorzystują do działań zbrojnych w kosmosie czy z kosmosu. Chodzi o rozwój broni laserowych, elektromagnetycznych, hipersonicznych bądź innych…” (str. 157). Łatwo wyobrazić sobie, jakie mogłyby być konsekwencje spalenia urządzeń elektrycznych na znacznym obszarze danego kraju i braku energii elektrycznej?  (Nota bene: w ostatnim czasie Waszyngton postanowił utworzyć specjalny rodzaj sił zbrojnych – wojska kosmiczne).
„Cywilne obszary komunikacyjne i informatyczne nie są zabezpieczone przed impulsem elektromagnetycznym…; trzeba będzie czekać na kataklizm, aby decydenci dostrzegli groźbę, która niesie ze sobą wykorzystanie impulsu elektromagnetycznego. Będzie to wojna bez wojny w dotychczasowym naszym rozumieniu…” (str. 159–160). Jeśli zaś chodzi o broń laserową, to „…bardzo zaawansowane prace zmierzają do stworzenia laserów wykorzystywanych do oślepiania i niszczenia przyrządów celowniczych i celowniczych przeciwnika, a nawet krótkotrwałego oślepiania pojedynczych żołnierzy…; to jest broń przyszłości. Obecnie główny wysiłek w rozwoju broni laserowej skierowany jest na opracowanie różnego rodzaju dział czy armat laserowych zdolnych zwalczać na trajektorii lotu rakiety balistyczne i manewrujące, samoloty, drony, pociski artyleryjskie, moździerzowe oraz satelity…” (str. 161). Zaś działanie broni hipersonicznej polega na tym, że rakiety i pociski przemieszczają się z prędkościami naddźwiękowymi i hiperdźwiękowymi…, czyli od około 6 tysięcy kilometrów na godzinę do 12 tysięcy km na godzinę i więcej…”; „rakiety i pociski hipersoniczne za nic będą miały nawet najnowsze generacje systemu obrony powietrznej i antyrakietowej Patriot, Meads czy rosyjskich S–500 (str. 162–3).
A wojenne statki kosmiczne? Będą to spore obiekty latające wynoszone w przestrzeń kosmiczną, z dużym poziomem autonomiczności, czyli możliwością długookresowego przebywania w kosmosie. Wyposażone zostaną w różnorodną broń, przede wszystkim laserową, która będzie służyła do walki z podobną bronią przeciwnika oraz do niszczenia satelitów rozpoznawczych i komunikacyjnych…” (str. 174). Sztuczna inteligencja i roboty wojenne – to tzw. bronie autonomiczne: „rozum, ludzki popełnia błędy…; sztuczna inteligencja będzie od nich wolna…; nie będzie miała w sobie ograniczeń wynikających z autorefleksji. Z czasem, sztuczna inteligencja stanie się sprawniejsza od ludzkiej…; sztuczna inteligencja przetrwa każdy kataklizm. Ludzka niekoniecznie.” „…Na wojnach nie przestrzegano umów i porozumień. Zatem produkcja, a w dalszej perspektywie  użycie broni autonomicznych nie będzie miało żadnych ograniczeń…” (str. 184–5).
Drony – ich produkcja i zastosowanie w latach 90–tych „… spowodowały prawdziwy przełom w wyścigu zbrojeń…; od małych rozpoznawczych po wielkie uzbrojone, jak amerykańskie predatory (tzn. drapieżniki) czy global hawki  (tzn. jastrzębie). Mogą przenosić np. pociski rakietowe ziemia–powietrze, co czyni z nich bezzałogowe maszyny do zabijania…” (str.186–7). Drony w tej chwili wchodzą dynamicznie do wszystkich przestrzeni działań militarnych. Są na lądzie, na wodzie, pod wodą, są w powietrzu i będą w kosmosie…”; drony mogą również być samobójcami. Wyposażone w materiał wybuchowy lub głowice wybuchową, mogą być używane jako kamikadze.” (str. 190).
Roboty bojowe? „Te technologie dopiero raczkują, ale żywotność robotów, dzięki najnowszym rozwiązaniom źródeł zasilania, będzie liczona już w dniach, a nie w godzinach. Dzięki temu ich działanie będzie możliwe bez ograniczeń w każdych warunkach terenowych i atmosferycznych…; ich inteligencja, sztuczna, ale samodoskonaląca się, będzie nasterowana czy zaprogramowana na zabijanie, na zniszczenie. Robot nie będzie brał jeńców. Tu alternatywy nie ma. Walczący z robotami człowiek będzie doskonale wiedział, co go czeka w tym starciu…; od zorganizowania oddziałów robotów, ich zaprogramowania i uzbrojenia będzie zależał wynik bitwy…” (str.209). 
Broń atomowa : „…właśnie dlatego, że to potworna broń, nie wydaje mi się, żeby globalni gracze pochopnie jej użyli. Nie wykluczam jednak, że w akcie desperacji terroryści lub inne organizacje przestępcze mogą wejść w posiadanie takiego rodzaju broni i użyć jej przeciwko swoim przeciwnikom. Jest jeszcze poważny problem nieprzewidzianych sytuacji. Od czasu zbudowania przez naukowców bomby atomowej użytej do złamania Japonii w II wojnie światowej, zaistniało co najmniej kilkanaście zdarzeń, które mogły skończyć się globalną katastrofą. Jeżeli nie zniszczeniem naszej cywilizacji, to na pewno zadaniem jej ciosów na dziesiątki lat (str. 222). I konkluzja: „Korea Północna bez zgody Chin nie zrobi nic. Tak samo jak Iran, który działa w triumwiracie z Chinami i Rosją. Na szczęście dla nas wszystkich Chinom naprawdę nie opłaca się globalna katastrofa. Nie widzę możliwości, by broni jądrowej jako pierwsi użyli Francuzi, Brytyjczycy, Amerykanie czy nawet Rosja. Dlatego wojna nuklearna, moim zdaniem, będzie wybrykiem jakiegoś państwa lub światowej organizacji terrorystycznej, nad którymi Chiny czy Amerykanie będą traciły kontrolę…” (str.224). (Nota bene: również Izrael jest w posiadaniu broni nuklearnej. Co się stanie, gdyby on wymknął się spod kontroli supermocarstw?).
Diagnoza Autora : „broń jądrowa była i nadal będzie narzędziem terroru politycznego, zastraszania potencjalnych przeciwników groźbą jej użycia…; współczesny terroryzm przyjmuje różne formy. Nie wyklucza zastosowania broni jądrowej…” (str. 226–7). „…Wojna globalna z użyciem broni jądrowej oznaczałaby koniec naszej cywilizacji. To będzie wojna na wyniszczenie. Żaden kontynent się nie uchroni przed jej skutkami, ponieważ ta wojna będzie miała zasięg globalny. Wymiana ciosów między atomowymi mocarstwami byłaby apokalipsą w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zagrożenie istnieje nawet przy obecnej strategii mocarstw…” (str. 229). Widmo tej wojny nadal krąży nad Europą i światem. Groźnie rozwija się na przykład konflikt Indii i Pakistanu o Kaszmir…” (str. 233).
Zasadne pytania : książka zawiera syntetyczną i pogłębioną (choć niepełną, ze zrozumiałych względów) analizę współczesnego supernowoczesnego wyścigu zbrojeń – z wykorzystaniem zdobyczy postępu  naukowo – technicznego w celach militarnych. W świetle arcyciekawych rozważań Autora w tej materii, nasuwają się co najmniej 2 pytania natury zasadniczej: 1. co mają robić te państwa (a jest ich przeważająca większość), których nie stać na taką, jak przedstawiono powyżej, modernizację sił zbrojnych? Kto i jak będzie bronił ich integralności terytorialnej oraz zapewni niezawodny system oraz gwarancje bezpieczeństwa i obronności? Obecny układ stosunków i organizacji międzynarodowych nie daje takich gwarancji. Niezbędna jest radykalna przebudowa tego ładu (nieładu)!; 2. Wszystkie kraje świata przeznaczają razem ogromne pieniądze (już prawie 2 bln USD rocznie) na siły zbrojne. Z tym wszakże, że są to raczej konwencjonalne siły zbrojne, czyli praktycznie bezwartościowe – w zderzeniu z supermocarstwami (państwami) dysponującymi ww. rodzajami supernowoczesnej broni. Po raz kolejny okazuje się, że – w ewolucji miecza i tarczy – wiele krajów wydaje dużo pieniędzy na nic, podczas gdy militarystyczna czołówka światowa zmierza zdecydowanie na przód. Oto jeden z najgroźniejszych i odwiecznych paradoksów naszej cywilizacji.
Uogólnienia końcowe: podjąłem świadome i duże ryzyko intelektualne starając się dokonać analizy i syntezy na 20 kilku stronach niniejszego opracowania  treści dzieła liczącego sobie 319 stron druku. Spośród nich wybrałem  informacje i oceny najważniejsze oraz mające największe znaczenie w naszych niespokojnych czasach i w przyszłości cywilizacji ludzkiej. Autora książki dotyczącej dość nietypowej materii znamionuje rzetelna wiedza, doskonały profesjonalizm, surowy realizm, przejrzystość stylu i głęboka troska o losy naszego narodu i państwa – w przypadku najgorszego. Są to oceny i tezy, z którymi nie sposób się nie zgodzić. Powodowało mną pragnienie udostępnienia Czytelnikom bogatych treści i informacji zawartych w książce w ujęciu syntetycznym. Współczesny zaganiany człowiek szybciej przeczyta nieco ponad 20 stron analizy niż 300 z górą stron książki.
Zawarty w niej dość obszerny i wysoce specjalistyczny materiał nie zawiera uchybień czy błędów merytorycznych, na które można by zwrócić uwagę i które można by poprawić. Jedyne potknięcie (raczej korekty niż Autora) zauważyłem na stronie 225 w kontekście katastrofy w Hiszpanii amerykańskiego bombowca B–52 z czterema bombami termojądrowymi na pokładzie (1966 r.). Na szczęście do wybuchu nie doszło, ale teren został skażony. I tu wkradł się błąd: „a co by się stało, gdyby te bomby wybuchły? Katastrofa na Półwyspie Apenińskim (?) zniszczyłaby i skaziła ten region na wiele lat, pozbawiła Hiszpanów i Portugalczyków warunków do życia…”.  Chodzi zapewne o Półwysep Iberyjski (Pirenejski), a nie Apeniński. Ale to drobiazg redakcyjny.
W konkluzji, szczerze gratuluję Panu Generałowi bardzo udanego i potrzebnego dzieła. Wierzę, że obudzi ono świadomość społeczną nie tylko w naszym kraju; że skłoni ludzi do zwielokrotnionych działań na rzecz pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego oraz do lepszego zrozumienia powagi sytuacji – w trosce o umacnianie obronności Polski i innych krajów. Jak wspomniałem powyżej, proponuję ponownie wydanie drugiej poprawionej i rozszerzonej edycji analizowanego dzieła, także w języku angielskim i rosyjskim. Gruntowna wiedza Pana Generała, lekkość pióra i siła przekonywania jego argumentów oraz ukazana w książce groza i powaga sytuacji międzynarodowej, a także niesamowity postęp naukowo-techniczny w zbrojeniach powinny stać się udziałem jeśli nie wszystkich, to prawie wszystkich obywateli Ziemi oraz mobilizować ich do walki o przetrwanie i o uratowanie życia na tej pięknej acz nieszczęsnej planecie.

25

Odp: Mroczne czasy

malgosia.wl napisał/a:

Powierzchowność w ocenie sytuacji zawsze kończy się tak samo Panie Zwolenniku Jądrowego Holokaustu:

Reaktory jądrowe we Włoszech:
Elektrownia jądrowa Latina – Magnox, 1 reaktor 160 MWe, wyłączony w wyniku rozstrzygnięć w referendum dotyczącym energii jądrowej
Elektrownia jądrowa Caorso – reaktor BWR, (wyłączony; przyczyna jw.)
Elektrownia jądrowa Trino Vercellese – (wyłączony; przyczyna jw.)
Elektrownia jądrowa Alto Lazio – (wyłączony; przyczyna jw.) smile

Nie sprawdziłem, że mieli jakieś elektrownie. Mój błąd.  O referendum wiedziałem. Cóż widać nie tylko w Polsce są kretyni.
Za to Japonia wraca do atomu big_smile

Nikt ci nie zagwarantuje "100% bezpieczeństwa" - to nonsens.
Elektrownie jądrowe są w Czechach, na Słowacji, Ukrainie, niedługo dołączy Białoruś. Jest duże prawdopodobieństwo, że masz bliżej do którejś z ww. państw, niż do tej planowanej w Żarnowcu, tylko o tym nie wiesz. 
W Polsce tsunami nie grozi, więc tylko bomba atomowa mogłaby tę elektrownię uszkodzić.

Nie ma nigdzie na świecie, w tajnym laboratorium ukradzionej kosmitom technologii darmowej energii, więc nie ma alternatywy dla atomu Polsce, jak węgiel nie pasuje, a gaz jest bee, bo od Putina. W tej sprawie jest polityczny konsensus wszystkich sił.

Patrioty nie są nam wcale potrzebne, Iskandery w Obwodzie Kaliningradzkim można zniszczyć przy pomocy precyzyjnej amunicji, Litwa i Polska mogą to zrobić bez problemu, kwestia namierzenia, co też nie jest takie trudne w dobie satelitów i systemów GPS:

https://www.defence24.pl/artyleria-czek … owe-wywiad

Przeczytała jeden artykuł i już jej się wydaje, że jest ekspertem od bezpieczeństwa smile Otóż dupa Marzenko.

A wydawanie miliardów na kolejną drogą zabawkę to według mnie głupota.
Federacja Rosyjska doskonale zdaje sobie z tego sprawę i jeśliby uderzała na Polskę na na pewno nie z Obwodu Kaliningradzkiego, bo skazałaby Iskandery na zniszczenie, pomijam fakt, że nie bardzo wiem po co mięliby w ogóle to robić? Polska jest na tyle przewidywalna lol i rozgrywalna, że w zupełności wystarczy wywiad wojskowy, aby uzyskać zamierzone cele.

Nie wiem czy jest sens tracić czas na nauczanie ciebie podstaw geopolityki, ale zadam ci jedno tylko pytanie: Jak wybuchnie wyczekiwana przez wszystkich na tym forum III Wojna Światowa, to po czyim trupie Rosja ruszy na Zachód?

Ale i tak pewnie powiesz, że zły rzont światowy kurła, a Rosja wporzo lol

Szeroko pojęta technologia elektronowa w Polsce leży i kwiczy. Instytuty naukowe marnują pieniądze podatników na badania, które nie prowadzą tak na prawdę do naukowych przełomów. Dlatego jesteśmy jak to napisałam w CIEMNEJ DU..IE. Nikt nie nadaje kierunków rozwoju, nikt nad tym nie panuje, a środowisko naukowe żyje swoim życiem, pisząc rozprawy naukowe na debilne tematy i kształcąc coraz to bardziej opornych na wiedzę studentów. Marazm i zgrzytanie zębami!

Sprawdź sobie gdzie jest polska nauka w światowych ratingach.

W kontekście tego co napisałeś masz rację, jesteśmy za głupi jako naród żeby coś pożytecznego wymyślić (potrafimy tylko robić marsze na 11-ego listopada i machać flagami), jesteśmy skazani na technologie, które nie gwarantują bezpieczeństwa i prędzej czy później poniesiemy tego konsekwencje...


Rysuje się jednak pewna nić porozumienia big_smile

26

Odp: Mroczne czasy

malgosia.wl napisał/a:

GENERAŁ SKRZYPCZAK i jego książka w dużym skrócie

Problematyka polska

Fajnie, że wkleiłaś sobie Panzergenerała, tyle tylko że jego wywody są w większości sprzeczne z Twoimi wywodami.

PS Sporo u niego dziegciu.

27 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2018-12-14 12:00:06)

Odp: Mroczne czasy

Nie wiem czy jest sens tracić czas na nauczanie ciebie podstaw geopolityki, ale zadam ci jedno tylko pytanie: Jak wybuchnie wyczekiwana przez wszystkich na tym forum III Wojna Światowa, to po czyim trupie Rosja ruszy na Zachód?

Po trupie Twoich Patriotów, generalnie rzecz ujmując (sprzętowych i ludzkich). Dlatego uważam,ze nie ma sensu ich kupować, bo wartość odstraszająca żadna w zetknięciu z potencjałem militarnym FR, w razie jakiegoś większego konfliktu. A jeśli chodzi o geopolitykę, to powinniśmy być neutrealni i przepuszczać wszystkich w obie strony jak chcą wojować ze sobą. Byle nie na naszym terytorium...

Don Pedro napisał/a:

Nie ma nigdzie na świecie, w tajnym laboratorium ukradzionej kosmitom technologii darmowej energii, więc nie ma alternatywy dla atomu Polsce, jak węgiel nie pasuje, a gaz jest bee, bo od Putina. W tej sprawie jest polityczny konsensus wszystkich sił.

Hejal napisał/a:

Okazało się, że moja wiedza techniczna została zbyt słabo stłumiona i skonfiskowano mi kilka przyrządów, które zmajstrowałem z nudów. Sądziłem, że skoro posiadam wiedzę niezbędną do stworzenia wzmacniacza fal mózgowych, dematerializatora (rozbijacza atomów) i rozsuwacza atomów (przydatne do przechodzenia przez ścianę do drugiego pokoju), to wolno mi je zbudować. A tu - niestety - przełożeni wszystko skonfiskowali.

Bo do technologi wolnej energii trzeba dorosnąć, a ludzie zachowują się jak małpa z brzytwą, więc jeszcze długo długo nie. Ale aby do tego dojść, trzeba wpierw stworzyć podstawy teoretyczne (jak to ma działać, na jakiej zasadzie). Chociaż zrobienie takiego urządzenia jest najprawdopodobniej banalne (nasz Hejal zmajstrował to metodą chałupniczą z ogólnie dostępnych materiałów), ale nie w takiej sytuacji:
https://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/a … nieje.html

Alternatywa zawsze istnieje -energetyka wiatrowa to najtańszy sposób pozyskiwania energii, a mamy kilkaset kilometrów linii brzegowej (nie dlatego że PIS tak uważa, tylko na morzu po prostu bardziej wieje niż na lądzie; ponadto przy wiatrach powyżej 120 km/h to co jest zainstalowane na lądzie pokrywa 1/4 zapotrzebowania), fotowoltaika (Chiny), elektrownie geotermalne (np. na Islandii) , elektrownie wodne (Norwegia), elektrownie słoneczne (Hiszpania). Problem pojawia się, aby spiąć to wszystko w jeden spójny system, zarządzany centralnie na poziomie całej Unii, a to już jest za trudne.

Gaz jest OK i nie ważne czy od Putina czy z Emiratów Arabskich (ten od Ahmeda jest droższy), ja używam tylko gazu, czy to w domu, czy w samochodzie. O spalaniu paliw kopalnych i biomasy (której co roku tony się marnują) nawet nie będę wspominała...

Ale i tak pewnie powiesz, że zły rzont światowy kurła, a Rosja wporzo

I jedni i drudzy są siebie warci, a Polak jak był głupi tak i jest nadal. Ale jak to kiedyś mawiano ABY POLSKA W SIŁĘ ROSŁA TRZEBA WODZA A NIE O...ŁA.

Fajnie, że wkleiłaś sobie Panzergenerała, tyle tylko że jego wywody są w większości sprzeczne z Twoimi wywodami.

Bo dobrze jest posłuchać, co inni mają do powiedzenia, ale nie oznacza to, że są wyrocznią i nieomylnym guru. Życie i tak zweryfikuje tezy jakie stawiamy. A wkleiłam, bo ktoś nareszcie opisał w dużym skrócie, na ile może liczyć obywatel jak dojdzie do działań wojennych -Umiesz liczyć licz na siebie!

Ale aby nie popadać w czarnowidztwo - w ciągu najbliższych kilku lat nic nie grozi Polsce ani ludziom w niej mieszkającym, konflikty na świecie może i wybuchną ale nie wywoła to III Wojny Światowej, bo ludzie w odpowiednim czasie pójdą po rozum do głowy, tak ja to odczuwam....

To o czym pisaliśmy to tylko gdybanie...

28

Odp: Mroczne czasy

malgosia.wl napisał/a:

Po trupie Twoich Patriotów, generalnie rzecz ujmując (sprzętowych i ludzkich). Dlatego uważam,ze nie ma sensu ich kupować, bo wartość odstraszająca żadna w zetknięciu z potencjałem militarnym FR, w razie jakiegoś większego konfliktu.

To głupie gadanie się skończy kiedy sobie uświadomisz, że tymi trupami mogą być Twoi najbliżsi i to Ty będziesz później ich grzebać. 

A jeśli chodzi o geopolitykę, to powinniśmy być neutrealni i przepuszczać wszystkich w obie strony jak chcą wojować ze sobą. Byle nie na naszym terytorium...

Dawno większej głupoty nie przeczytałem.  O tym, że przemarszowi wojsk  ZAWSZE towarzyszy gwałt i rabunek nie słyszałaś? Ukradną wszystko co się będzie dało i żadnej nie odpuszczą.
Ale to nie jest jeszcze najlepsze big_smile Według planistki Gosi najlepiej jest: "przepuszczać wszystkich w obie strony jak chcą wojować ze sobą". Znaczy to oczywiście, że wojnę trzeba będzie stoczyć na terytorium Polski. Po co narażać własną infrastrukturę na zniszczenie, jak frajerzy zapraszają?

Bo do technologi wolnej energii trzeba dorosnąć, a ludzie zachowują się jak małpa z brzytwą, więc jeszcze długo długo nie. Ale aby do tego dojść, trzeba wpierw stworzyć podstawy teoretyczne (jak to ma działać, na jakiej zasadzie).

No, czyli puki co trzeba zostać przy tym co mamy, byli np. energii atomowej.

Chociaż zrobienie takiego urządzenia jest najprawdopodobniej banalne (nasz Hejal zmajstrował to metodą chałupniczą z ogólnie dostępnych materiałów)

Jak jest banalne to to zrób.
PS przy okazji zmajstrowałabyś wojnę światową, ale co tam. 

Jak ma być banalnie prosto i chałupniczo, to uniwersytetów do tego nie potrzeba. Artykuł swoją drogą bardzo dobry i pokazuje gdzie jest polska nauka. Dodam tylko, że taki Uniwersytet Stanforda ma fundusze większe, niż się przeznacza rocznie na całą polską naukę wyższą i oni też puki co nic nie wymyślili.

Alternatywa zawsze istnieje -energetyka wiatrowa to najtańszy sposób pozyskiwania energii, a mamy kilkaset kilometrów linii brzegowej (nie dlatego że PIS tak uważa, tylko na morzu po prostu bardziej wieje niż na lądzie; ponadto przy wiatrach powyżej 120 km/h to co jest zainstalowane na lądzie pokrywa 1/4 zapotrzebowania), fotowoltaika (Chiny), elektrownie geotermalne (np. na Islandii) , elektrownie wodne (Norwegia), elektrownie słoneczne (Hiszpania). Problem pojawia się, aby spiąć to wszystko w jeden spójny system, zarządzany centralnie na poziomie całej Unii, a to już jest za trudne.

Fermy wiatrowe buduje się nad morzem przede wszystkim dlatego, że tam wieje w sposób przewidywalny. W Polsce na większości obszaru wieje za słabo, albo jest bezwietrznie. Dlatego wiatraki nie są dobrym rozwiązaniem.

fotowoltaika- w Polsce jest za małe nasłonecznienie.
elektrownie wodne - polskie rzeki mają za mało energii.
geotermia - temperatura wody jest za niska, by dało się wykorzystać to w energetyce. Można budować jednak kotłownie i to się robi.

Gaz jest OK i nie ważne czy od Putina czy z Emiratów Arabskich (ten od Ahmeda jest droższy), ja używam tylko gazu, czy to w domu, czy w samochodzie. O spalaniu paliw kopalnych i biomasy (której co roku tony się marnują) nawet nie będę wspominała...

O tym, że jest różnica między LNG, a LPG to ty wiedź. Także w kwestii ekologii. Cena nośników energii odgrywa tutaj jednak pewną rolę...


Ale aby nie popadać w czarnowidztwo - w ciągu najbliższych kilku lat nic nie grozi Polsce ani ludziom w niej mieszkającym, konflikty na świecie może i wybuchną ale nie wywoła to III Wojny Światowej, bo ludzie w odpowiednim czasie pójdą po rozum do głowy, tak ja to odczuwam....

Kilka lat to np. dwa lata. Napisałem już jak może wybuchnąć III WŚ.

29

Odp: Mroczne czasy

Dyskusja schodzi na niebezpieczne tory więc musimy ją niechybnie zakończyć.
MIŁO BYŁO POZNAĆ!