1 Ostatnio edytowany przez Silatan (2009-11-26 00:51:26)

Temat: Freedom Writers

I oto jest. Temat mający na celu zebranie Waszych tekstów. Opowiadań, sentencji, ogólnych przemyśleń.

Życzę Wam więc owocnej podróży wgłąb siebie samych.Życzę Przygody, a przede wszystkim, tego czego sami oczekujecie.

Działajmy !


Pozdrawiam.

2

Odp: Freedom Writers

Coś cicho w tym temacie. Choć więc miałam niczego nie zamieszczać, pozwolę sobie podzielić się z Wami odrobiną intymności jaką są myśli zawarte w słowach.

"być stoikiem.nie oddychać"

Szura nogą po wyjątkowo spranej, choć niegdyś czarnej ziemi.
Zawsze tak robi kiedy się denerwuje. Zawsze, kiedy chciałby coś powiedzieć i wie, że zaboli. Czekam w spokoju.

Wszystko jest dla ludzi. Wszystko przyjmujmy z pokorą i szacunkiem, jakby było największym darem od losu. Każdy cios jest drobiazgiem. Każdy dar –szczęściem.
Pewnie wiem, do czego zmierza. Chyba nie chcę o tym myśleć. Z jednej strony „prawie”, po drugiej, na czerwonym świetle, zamachało kogucim piórem - „chyba”.

Cisza. Szumi w głowie, a mimo to błądzę w przekonaniu o wietrznych wspomnieniach. Ulotnych niczym czarna wrona bez daru rozpoznania.

-Jesteś wariatką- odzywa się.

Odetchnęłam. Tylko tyle. Sprawił mi zawód. Sądziłam ,że stać go na więcej. Tyle rozmów, tyle poświęconego czasu. I tylko- wariatka.
Przegrał. Możliwa jest prawda o jego racji. Gdyby tylko przekazał zawarty tragizm, wywołał katharsis. Choć przez chwilę istniał jako koryfeusz.Gdyby tylko zechciał zagrać w najwspanialszym dramacie jakim jest życie...

Teraz to ja szuram, patrzę odważnie w zaszklone, chropowate szklanki.

Głęboki oddech.

Mój? Czy jego?

A jednak upadliśmy oboje.

//2006//

3

Odp: Freedom Writers

Front wyzwolenia mysli
Urodzilismy sie ponownie wsrod gaszczu innych narodzin jakby ustawieni w jednej lini startowej. Bieg z przeszkodami zwany zyciem juz od samego poczatku gesto zatawiony przeszkodami. na poczatku trening czyli wybory dokonywane za nas po to abysmy samodzielnie nauczyli sie ich dokonywac. W czasie tego treningu krztaltuje sie nasza kondycja odpornosc na stres sprawnosc fizyczna i tym podobne. Trening ma zazwyczaj luzny charakter ale punktem docelowym jest udzial w zawodach i prawdziwy wyscig.
W koncu po ciezkich trudach nastaje ten wzniosly moment kiedy stajemy na tej lini. Natsepuje przelomowy moment w naszym zyciu kiedy to zaczynami byc sami odpowiedzialni za nasze decyzje oraz posuniecia. Stajemy sie swiadomi.
Start. Ruszamy do boju energetycznie dynamicznie z pelnym zapalem rwiemy do przodu aby dotrzec do pierwszej przeszkody jak najszybciej zeby miec ja juz za soba a z tym musimy podjac decyzje czy ryzykujemy nieudane przejscie przeszkody zebyz zyskac kilka setnych sekundy nad rywalami czy poswiecic ten czas na poprwne przejscie przeszkody tak aby nie starcic punktow karnych.
Odczowamy stres przed podjeciem pierwszej a jakze waaznej decyzji. Moze ona zawazyc o wyniku calego spotkania. Coraz mniej czasu na zastanowienie przeszkoda juz przed nami a my nadal nie wiemy co wybrac. miesnie zaczynaja sie napinac, przypominamy sobie trening ale stresowa sytuacja nie pozwal nam podjac racjonalnej decyzji w koncu skok na zywiol. Udalo sie, Przebrnelismy przez pierwsza przeszkode troche trafem szcescia i nawt w dobrym czsie, bez starty punktow karnych. zadowoleni jestesmy z tego ze nie stracilismy punktow ale myslimy o tym jak ciezko bylo podjac decyzje ktorej w koncu koncow i tak nie podjelismy. Buduje sie w nas chec porawy siebie ale odcinek miedzy startem a pierwsza przeszkoda byl dluszy niz odcinek miedzy pierwsza pszeszkoda a druga. znowu mniej czasu a my nadal nie ustalilismy taktyki. Nie mozna sie zatrzymac i zastanowic bo to przecierz wyscig. Trenerzy moga tylko bacznie obserwowac ale sedziowie nie pozwalaja podczas zawodow na podpowiedzi gdyz to wbrew kulturze sportowej. Znowu pojawia sie to niemile uczucie napiecia w miesniach ktore nie dokonca znamy bo na treningu byla o tym mowa ale wydawalo sie to byc zbyt banalne zeby sie tym sczegolnie przejmowac. Skok. Nie udalo sie. Tym razem szczescie nas opuscilo. zbyt wczesne wybicie spowodowalo, ze opadajac zachaczylismy o przeszkode. Jednak nie poddajemy sie chcemy wytrzymac do konca wyscigu mimo bolu w miesniach i obtartej piety biegniemy. Pojawia sie teraz zwatpienie. ale mysl o zawiedzeniu trenerow ktorzy poswiecili nam tyle czasu nie pozwala nam stanac i mchnac rekom na reszte wyscigu. nagle uswiadamiamy sobie ze wcale nie chemy sie scigac bo to zwyczajnie bezsensu. Skok. W chwili rozterek niezwrocilismy nawet uwagi jak szybko i technicz\znie poprawnie przebrnelismy przez nastepna przeszkode. Znow odzyskujemy wiare w siebie i odstawiamy na bok mysl o jogingu tylko dla przyjemnosci. Teraz zastanawiamy sie jak to mozliwe ze bezmyslnie przeskoczylismy przeszkode. I w tym momencie przypomnielismy sobie wykald trenera o koncentracji. tak to jest to, takie klapki na oczy ktore pozwalaja nam nie widziec co jest po bokach i tym samym nie rospraszac naszej uwagi. Zakaldajac je wiemy ze przebrniemy do konca wysciugu z dobrym wynikiem tyle ze nie bedziemy w stanie nic widziec co jest po bokach ale to przeciez nie jest istotne bo to przeciez wyscig. W ostatniej chwili widzimy ze jeden z uczestnikow postanawia sie wylamac z wyscigu i widzimy jak zostaje w tyle koncac bieg bez zadnego wyniku. W koncu ostatnia prosta , najdluszy odcinek i ta magiczna biala linia zwana meta. nie mamy juz czucia w lydkach, slony posmak potu ociekajacego do ust wydaje sie nie istniec, odciski i obtarcia swoim krwawieniem przyspazaja juz tylko delikatnego ciepla dla stop toz zaraz koniec tuz tuz i w koncu ten moment, chwila dzikiej nieokielznanej roskoszy przekroczenia mety, podskoki radosci przytulenia z pozostalymi uczestnikami biegu. W koncu chwila wytchnienia opieramy sie rekoma o kolana opuszczamy glowe czujemy jak schodzi z nas cale napiecie, pot przewiany lekkim zefirem przyjemnie chlodzi nasz kark, skurcze w nogach puscily i pozostawily tylko przyjemne uczucie i nagle.. przychodza nam na mysl dwa pytania niemalze wtym samym momencie..po co my wlasciwie sie scigalismy i gdzie jest teraz ta osoba ktora zrezygnowala z wyscigu...?

4

Odp: Freedom Writers

moja strona www.lekkiepioro.za.pl, to nic takiego, po prostu lekkie wierszyki, żadnych głębokich przemyśleń smile

5 Ostatnio edytowany przez Silatan (2009-12-02 01:55:14)

Odp: Freedom Writers

pożegnanie

To nie ty
nie ja
nie on
nie oni
Tańczmy, tańczmy
Wiruj-życie
po ty
po ja
...
żegnaj życie

6

Odp: Freedom Writers

podnieść się

utoniemy w posoce
przyjacielić -od
cudze ,straci-my
nasze
nadzieje, wspomnienia
może kiedyś
za kolejnym razem
podnosząc
przypadkiem strącimy
okulary

sucha matematyka

obliczyć prawdopodobieństwo
utrudni homo homo
niewiadomo

bal u szatana
w roku
miesiącu
nocy bez dnia

tonę
raz dziennie po dwa

przed użyciem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą

spróbuj podnieść
-opiumowe życie

7 Ostatnio edytowany przez Silatan (2009-12-30 20:59:09)

Odp: Freedom Writers

Na sali rozpraw

Tańczymy na sali rozpraw ,uderzając tęczowymi skrzydełkami o życie. Spektakl podobny do zimowego balu pingwinów. Puszysty, kruchy i brutalny zarazem, kiedy ktoś, lub ty sam, mocniej potrącisz lub uderzysz o nieboskłon.

Oko przekazuje coraz więcej zachłannych obrazów. Wszystko niszczeje, upada i żyję w przekonaniu, że trudno będzie się podnieść. Patrząc w gwiazdy, zastanawiam się czy ta którą upolowałam, jest celnym strzałem.

-O widzisz? Mruga do mnie. Uśmiecha się.

Choć prawdopodobnie wszystko co ma miejsce ,miejsce mieć powinno, zawsze pozostaje  jedno pytanie. Zupełnie bezwartościowe, wprowadzające żałobę po utraceniu wiary .Układają tych kilka słów ,stawiając na końcu znak zapytania, które i ja powtarzam bezgłośnie. Kreślę ich kształt, czuję smak, słyszę brzmienie, a jednak nadal nie mogę ich schwytać.

-Muszę teraz przy niej być. Nim spadnie. Tam czeka na mnie Róża i Baranek...i krzesełko z którego muszę pilnować Wschodów i Zachodów Księżyca. Szkoda tylko, że zabiliśmy Księcia.

Ustał taniec, a ja nadal przebieram stopami, bezgłośnie unosząc się ku gwiazdom. I nikt, i nic dosięgnąć  mnie nie może.

-Nie zatrzymuj się.. uciekaj- powiedział kiedyś  Anioł

Trzymam się kurczowo tego ,co mówił oddając bezwładne ciało, do tęczowej bańki.

//2007//

8 Ostatnio edytowany przez Mixon (2009-12-02 13:25:24)

Odp: Freedom Writers

Katarakta ,juma aids I nne choroby to male przeziebienie w porownaniu do tego, na co cierpi nasza cala ludzkosc. Otoz wszyscy nie wiemy nic I tym bardziej nikt niewie wszystkiego. Zdominowalismy nasze mozgi mysla wspolczesna a mowiac krotko postepepem technologicznym nauce I badaniach naszego swita.bardzo duzo rzeczy udalo nam sie trafnie wyjasnic ale sa to tak male rzeczy ze nawet sami nie jestesmy w stanie sobie uswiadomic jak male i nie istotne te rzeczy sa. Posiedlismy ogromna wiedze w przeruznych kategoriach naukowych fizyki matemtyki biologii chemii I t p , posiedlismy ogromna wiedze na temat naszych wlasnych organizmow to jednak jaka ta wiedza ogromna by nie byla I na jak wiele pytan bysmy nie znalezli porawnych odpowiedzi to zawsze gdzies na koncu ukladanki brakoje nam jakiegos puzla czyli zawsze nakoncu pozostaje jakies pytanie bez logiczenej I racjonalnie potwiordzonej odpowiedzi. Caly bowiem czaas nie jestesmy do konca ogarnac I zrozumiec dzialan I zasad funkcjonowania nasych mozgow I kosmosu.

W zwiaku ztym ze nie jestesmy w stanie racjonalnie wytlumaczycwytlumaczyc jakiegos zagadnienia zaczelismy wysnowac domysly.Domyslow na jaki kolwiek temat hipotetycznie moze byc tyle ilu jest ludzi na swiecie. Dla tych wlasnie domyslow stworzylismy osobna dziedzine nauki zwana filozofia. Wtym momencie nasowa sie nasepujace pytanie.. ile tej tak zwanej filozofii jest zawarte wtym co powszechnie uznajemy za fakt.? Ile taki filozofijiii znajduje sie w powszechnie uzywanych regolach zasadach I naszej powzechnej wiedzy?

To chyba wazne pytanie bo przecierz filozofia to nic innego jak zbior takich pojec jak:jezeli’gdyby’ byc moze , prawdopdobnie czyli jednym slowem zbior domyslow ktory moze ale nie koniecznie musi  byc trafny.. Teraz,jezeli jakies fragmenty naszej rzeczywistosci mijaja sie z prawda to jakie jest prawdopodobienstwo ze nasze swiat podaza we wlasciwym kierunku?
Co bym chcial zasugerowac to to aby zbadac nasz swiat na wirus pod tytulem niewiedza w wiedzy I jak najszybciej znalezdz nan jakies lekarstwo. Bo jakze moglibysmy sie poczuc rosczarowani ze nakoncu naszej dlugiej mozolnej I wyboistej drogio jaka jest zycie nadal jestesmy w przyslowiowej dupie. A co gorsza moze sie okazac ze stacilismy swoja jedyna I niepowtazalna okazje na udowodnienie sobie I wszelikim silom wyzszym tego ze jestesmy w stanie godnie I porawnie gospodarowac naszym swiatem.

9

Odp: Freedom Writers

Mialbym mala prosbe do moderatorow. Czy byli by wstanie przepuscic te moja tFurcczosc przez jakiego worda albo cos bo ja nie mam polskich znakow i o.
(przy okazji bledy moze tez;) )

10

Odp: Freedom Writers

Jestesmy jak swiatlo? Co to jest  swatlo/? Czy swiatlo jest zywiolem? Jak by ogniem? Nie. Swiatlo jest swiatlem a my jestesmy ludzmi  I jak bardzo bysmy niechcieli to nie bedziemy w polowie tak szybcy jak ono.. Chcac nie chcac musimy zolwim tempem  poruszac sie  w kierunku ..no wlasnie, kierunku czego?. Kierunek jest obrany ale czy jest to wlasciwy kierunek tego tez nie wiemy.. Chcieli bysmy potrafic osiagnac predkosc switla ale nie nie wiemy w jakim kierunku z taka predkoscia chcieli bysmy sie przemiescic . Dlatego wlasnie jestesmy ludzmi ktorzy nie potrafia osiagac predkosci switla.

11

Odp: Freedom Writers

Nawet najszersze spojrzenie moze miec na swoich granicach klapki.
Pamietac musimy ze to czego sie uczymy niekoniecznie musi byc faktem.
System zaleznosci jest zbyt skomplikowany abysmy byli w stanie uporzadkowac wiedze na temat naszego zycia swita i wszechswiata nie wspominajac o jego zrozumieniu.
wniosek- doswiadczaj, kreuj i pozwol innym doswiadczac kreacji- natchnione

12

Odp: Freedom Writers

Zbierajmy te teksty może przez równy rok. Zobaczymy w jaki sposób nasze rozumienie będzie ewoluowało i co pod koniec przyszłego listopada wg naszego osądu będzie nadawało się do opublikowania.

Sam proces publikacji zakłada dalsze edycje, korekty, przygotowanie, skład etc, tak więc to wystarczająco dużo czasu na poprawienie niedociągnięć, na zamieszczenie nowych materiałów, na przemyślenie naszego wyrazu siebie. Pod koniec każdy zdecyduje, co ze swoich tekstów opublikowanych tutaj chciałby wydać, co dodać, zmienić a co usunąć.

Dynamiczny proces, tak jak i dynamicznie poszerza się nasze postrzeganie świata wokół.

13

Odp: Freedom Writers

Dlaczego uwierzyc jest nam latwiej politykom, ktorzy obiecuja utopijne zamiary niz w to ze wszechswit  nie jest caly tylko i wylacznie nasz. ?? Bo tak jest nam wygodniej. Bo jecze nie daj boze bedzie sie trzeba dostosowac . albo co gorsza zjednoczyc. kto wtedy bedzie rzadzil jak by przypadkiem sie okazalo ze tak naprawde rzadzenie nie istnieje i wszycy moga byc rowni. zadnych wojen, ani bogatych ani biednych? Takie z nas poprostu cwaniaki. Zamias tego wszystkiego udajemy niepokornych chociaz wszyscy jak jeden mamy doskonala swiadomosc co tak naprawde sie dzieje.  Banda prozniakow ot co.

14

Odp: Freedom Writers

Jeszce jedno zadanie przed nami wszyskimi. Dokopac sie do prawdy i wkoncu otworzyc nasze zaklepione celuloza oczy. Zobaczyc swiatlo zamiast cienia i cieszyc sie tym co mamy. Nienazekac nie skomlec tylko do przodu pelna geba. Na co poco komu jakies wojny glod i inne takie. Jest duzo innych sposobow na pokazanie siebie z najleprzej strony. Kochasc, Kochasc i jeszcze raz kochasc.

15 Ostatnio edytowany przez Mixon (2009-12-03 00:21:23)

Odp: Freedom Writers

Jescze raz a potem znowu przypatrz sie wlasnemu odbiciu w lustrze. Za kazdym razem dotrzezesz cos nowego i za kazdym kolejnym razem to sie bedzie powtarzac. Cala ludzkosc non stop przyglada sie sobie a stoi caly czas w miejscu. Gospodarka i rozwoj technologiczny owszem kwitnie, pieniadz zaczyna nabierac kosmicznej mocy a ludzie zaczynaja go niemalze czcic natomiast pod wzgledem duchowym nie poruszamy sie do przodu ani krzty. Wielu ludzi myli pojecie uduchowienia z fanatyzmem religijnym ( na ich ogromne niesczescie). Zalepieni doktrynami przeroznych glosicieli calkowicie zapominamy o pracy nad soba.
Tak wiec jak mamy sie sami sobie przygladac skoro sami sie nie widzimy a nasze lustro jest tylko makieta

16 Ostatnio edytowany przez Raptor (2009-12-08 18:07:51)

Odp: Freedom Writers

"Złudzenie istnienia..."

Nie ma obiektywnego istnienia, wszystko jest subiektywnym złudzeniem. Rzeczywistość jest wypadkową złudzeń wszystkich jej uczestników. Istnieje jedynie pierwotna Przyczyna warunków umożliwiających kreowanie złudzeń, która znajduje się poza rzeczywistością i nie ma do niej dostępu z wewnątrz. Uzyskanie zrozumienia Przyczyny oznacza koniec uczestnictwa w kreowaniu rzeczywistości i stanie się na powrót samą Przyczyną. Prawdopodobnie możliwość uzyskania zrozumienia Przyczyny jest tak samo prawdopodobna jak niemożność jego uzyskania i prawdopodobnie wynosi nieskończoność. Prawdopodobnie tego typu dualizm gwarantuje stabilność i odporność systemu na wszelkiego rodzaju przeładowania. Dualizm zdaje się być podstawową cechą zapewniającą stabilność systemu, na którym opiera się rzeczywistość generowana wypadkową złudzeń. Dualizm ten można zaobserwować w obrębie dowolnego przybliżenia dokonanego na systemie, co z kolei sugeruje (jak wiele innych dostrzegalnych cech systemu), że konstrukt ten stanowi idealną (nieskończoną) kompresję, czyli ma naturę zbliżoną do czegoś, co zwiemy potocznie fraktalem.

Co więcej, „istnienie” rzeczywistości jest w pełni uzależnione od występowania w jej obrębie obserwatora, który generuje swoją własną jej kopię, przechowuje ją oraz modyfikuje przez cały czas uczestnictwa w systemie. W ten sposób nieskończony system powiela się w nieskończonej ilości „kierunków”, a jednocześnie (prawdopodobnie) jego ciągłość uzależniona jest od ciągłości każdego obserwatora z osobna, oraz od ciągłości każdej wewnętrznej składowej  tegoż obserwatora (zagnieżdżonego obserwatora) itd. itd. Z kolei taki model sugeruje niezbędność występowania wszystkich obserwatorów jednocześnie, aby mogła „zaistnieć” całość. Nieciągłość w obrębie dowolnego obserwatora, wskutek rekurencji, powoduje zanik tegoż obserwatora, co następnie powoduje, wskutek dalszej rekurencji we wszystkich możliwych kierunkach, zanik całej konstrukcji rzeczywistości i powrót do punktu wyjściowego, czyli do Przyczyny.

Jak widać, jest to bardzo prosty i logicznie skonstruowany system smile
Niestety, nie znając pierwotnej Przyczyny, nie można ocenić celowości istnienia systemu. Nie można poznać Przyczyny, ponieważ jest się wyłącznie jej produktem.

~Raptor (6.12.2009)

...przepraszam wink

17

Odp: Freedom Writers

Z roznych powodow rozni ludzie roznie sie do siebie odnosza. Roznie to przez rozne osoby
jest rozrozniane.
Rozroznianie roznic miedzy roznicami powoduje poroznienia.
dlatego zroznicowanie rzeczywistosci materialnej i osobowej jest tak rozne od rzeczywistosci
duchowej i energetycznej. Roznica ta tak naprawde jest niewielka, bo do roznych cech
roznych przedmiotow, ludzi, badz zwierzat mozna przypisywac kazda nastepna roznice.
Rozrozniamy rozne roznice, zeby roznic bylo wiecej.
I to wlasnie ten system roznic doskonale wyjasnia nam, ze mimo niewielkich ale licznych
roznic...jestesmy wyjatkowi.

18

Odp: Freedom Writers

PO CO
Idac sobie ulica jak wiekszosc mi podobnych nie reaguje juz zloscia gdy widze kawalek niesprawiedlwosci stojacy gdzies miedzy mna a calym moim swiatem. Cele, ktore nie istnialy nagle zaczely swiecic w oczy mojego kota tak, ze one zdawaly sie byc duzo wezsze niz on sam. Znaczylo to o pewnej bardzo silnej iluzji zaszczepionej mi podczas glebszych stanow nieswiadomosci. Doskwieraly mi rowniez bole egzystencjalne ale one nie dawaly mi sie we znaki tak jak to, ze podczas mojej calkowitej fizycznej obecnosci prawda skrupulatnie nie trafiala do mojej glowy tylko po to zebym w zyciu nigdy nie zrozumial po co tak naprawde zyje?

19

Odp: Freedom Writers

SLUP
Ten slup nie byl ani telegraficzny ani ogloszeniowy.
To byl slup, ktorego kregoslup mial bardzo mocno osadzone kregi.
Jego struktura nie byla ogarnieta przez zadne urzadzenie pomocne czlowiekowi jak
naprzyklad komputer.
Kazdy skret calego slupa powodowal ogromna ilosc zgrzytow o przerazliwych acz
donosnych dzwiekach.
Praca jaka wykonywal wygladala na niezbyt warta kogokolwiek zachodu a mimo to
mozolnymi ruchami w halasie nieziemsko przypominajacym stado rozpedzonych
rowerzystow jadacych po slomkowym stole, calkiem niedlugo od polnocy nastepnego
dnia, po rannym grzybobraniu, wszyscy zlozyli w jego rece wszystkie swoje
nadzieje. Uwierzysz?!

20

Odp: Freedom Writers

NIC NIE WIEMY
Nakreslil pomierzyl zbudowal i bez wiekszych problemow powierzyl wszystko
najbardziej nieodpowiedzialnej osobie.
Wszechgeniusz ogluszony rodzicielska miloscia z calkowita wiara pozwala sobie
zostac unizonym przeciwnikiem swojego wlasnego potomka.
Czy chce pokazac mu swoja sile pokazujac mu jaki jest slaby i nieudolny wobec
celow, ktore sam sobie wyznaczyl? Nie, gdyz wiara ktora go obdarza jest
najprawdziwsza i tak naprawde, wbrew pozorom, ta nasza wolna wola badz
mozliwosc podejmowania wlasnych, niezaleznych decyzji jest zwykla iluzja, ktora
karmimy sie by poprawic wartosc naszych wlasnych ego.
Mimo to jak bardzo nie wiedzielibysmy, ze nic nie wiemy, to tak naprawde wiemy
coraz mniej

21

Odp: Freedom Writers

wiesz co? bo ja nie wiem
ja tez nie wiem, myslalem ze ty
jak ja mam wiedziec, jak wiedziales ty?!!
ja i tak tego nie wiem
a winny jestes ty.
wez w koncu dorosnij
bo bede zly.
niewiedzac czemu wnet sprawe se zdalem
ze gosc z ktorym gadam zwie siebie Panem
szybko pobieglem powiedziec koledze
ze tutaj tak oto jak wlasnie tam siedze
wiem wszystko o swiecie od poczatku do konca..
znam wszystich ludzi i historie slonca
opowiesc jest krotka ale tresciwa
moze miec rozne swej tresci ogniwa
puenta jest krotka lecz tez jest nieznana
chcesz wiedziec wiecej?
osczedzaj kolana.

22

Odp: Freedom Writers

Strzeżcie się pamięci, albowiem ona pasie obłędem.
Nie zawierzajcie nadziei – pyszni się, a łże.
Porzućcie uśmiech i radostki – to one was wydadzą.
Nie chwalcie darów, nie chlubcie trunków – otrują was i zgładzą.

Strzeżcie się ładu i spokoju, bo one są zapowiedzią chaosu.
Bójcie się poranka, gdyż za nim kroczą ciemności nocy.
Nie wierzcie powietrzu – udusi was, gdy zaśniecie.
Nie ufajcie słońcu – w jego płomieniach spłoniecie.

Zapomnijcie o jutrze – ono mija właśnie dziś.
Wyrzeknijcie się życia… i tak nie pozwoli wam żyć.

23 Ostatnio edytowany przez Silatan (2009-12-30 20:58:34)

Odp: Freedom Writers

List

Za Waszą miłość
Uśmiech i łzę

Za uścisk
Wyciągniętą dłoń i grymas
Na twarzach

Innych-
-za wojny, głód
Nieszczęście

Każdego z ludzi za to,
że jesteście niecałkiem

-a jednak nic nie określa Nas ostatecznie
nie pozwala zaszufladkować, ponieważ
Zawsze znajdziecie kogoś kto w Was uwierzy

każdego dnia
Tworzymy na nowo
Naszą rzeczywistość

Przyjaciele…
Więc pozdrawiam (Ciebie i Ciebie)
Z dalekiej przestrzeni
Choć w rzeczywistości to tylko
Jeden krok do drugiego
Człowieka ?!

Zastanówmy się więc wspólnie
Co oznaczają słowa wykreślone
Przez:

Wielkich Proroków
Wielkich Kapłanów
Wielkich Cesarzy
Wielkich Królów

ale… powiedz mi Przyjacielu
Gdzie schowałeś słowa wypowiedziane przez
Ciebie
?
Czy udało Ci się zachować, choć jeden gest?
I dlaczego
Nie dostrzegamy już
Wielkości w Nas samych?

//2009//

24

Odp: Freedom Writers

Już rozlano
  Boski trunek.
Beczce życia
  Odpadł kurek.
Trochę mięty,
Szczypta goryczy,
  Dwie uncje strachu.

Pierwszy łyk
  Z grubą pianą.
Pusty żołąd
  Na głowie stanął.
Orzeźwienie…
Smak…
Pragnienie!…
  Boski trunek znów rozlano.

Oto toast
  – Wszyscy wstali…
Za tych wszystkich,
Co zalani.


"uczta uczt"

25

Odp: Freedom Writers

opowiadanie Varn Croena:

Była już noc. Ciemność przemieszała wszystkie kolory i kształty w jedną bezkształtną masę. Poświata księżyca rozlewała się tworząc fantastyczne kształty obrazy pobudzające wyobraźnie. Było wyjątkowo cicho i spokojnie. W oddali tylko szemrały odgłosy owadów tworząc swoistą pieśń. To go uspokajało. Jak zwykle, o tej porze stał w oknie patrząc na ciemne bezchmurne niebo. Ciepły letni wiatr otulał go i muskał po policzkach. Wpatrzony w gwiazdy podziwiał ich niezwykłą jasność i piękno. Zawsze niezauważalnie uśmiechał się gdy migały do niego. Zamknął oczy i wciągnął świeże powietrze. Uwielbiał takie wyjątkowe wieczory. Sprawiały mu niezwykłą przyjemność, których doznawał nieczęsto. Zwykle wtedy przychodziły przekazy.
Otworzył szerzej okno i położył się na wersalce.
Zamknął oczy … szybował między gwiazdami …


* * *

Tego roku było piękne i słoneczne lato. Słońce już było wysoko i Tomek postanowił po śniadaniu jak zawsze wybrać się na rowerową wycieczkę po lesie. Uwielbiał spędzać wakacje u dziadków. Choć miał dopiero 7 lat był niezwykle samodzielny, co próbował udowadniać na wszelkie sposoby, przez co wszyscy mieli z nim wiele kłopotów. Ciągle przepadał w znane tylko dla siebie swoje tajemnicze kryjówki. Wszyscy dorośli wiedzieli że okolica jest cicha i spokojna, więc nie obawiali się o podróże swojego malucha. Nie wiedzieli jednak jak daleko odjeżdżał na swoim małym żółtym rowerku.   
   
    Kończył w pośpiechu śniadanie, kątem ucha słuchał grającego w oddali radia. Trzeszczało ze starości i nie wiele w ogóle było słychać. Docierały tylko strzępy porwanej informacji … „największy radioteleskop … średnica nieruchomego zwierciadła … Arecibo … północna część wyspy Puerto Rico … w roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym czwartym …sygnał” Cóż za dziwnie brzmiące nazwy. Kanapki z białym serem i świerzym soczystym szczypiorkiem w wykonaniu babci, smakowały mu wyjątkowo. „M13 … gwiazdozbiór Herkulesa … długo trzeba będzie czekać na odpowiedź” – zbyt bardzo był skupiony na smaku pysznego śniadania by wsłuchiwać się w niewyraźne i niezrozumiałe słowa.
    Przejęty jak najszybszym skończeniem śniadania połykał szybko kęs za kęsem. Był przecież umówiony dzisiaj ze swoim kolegą Grześkiem. Nie mógł się spóźnić.
- A gdzież to się tak spieszysz dzisiaj Tomciu ? – zapytała babcia, ze swym ciepłym uśmiechem na twarzy – tak szybko i wszystko zjadłeś ? No, no … jak nigdy. Pogoda dziś będzie mój wnusiu.
    Wybiegł szybko do ogrodu. Zewsząd otoczyła go wręcz buchająca dookoła zieleń. Ogromny orzech rosnący nieopodal domu roztaczał miły cień przed palącym tego dnia słońcem. Rosnące w grządkach warzywa, doglądane przez wprawne ręce wyglądały na bardzo zadbane tworząc wzorzysty dywan. Nieopodal biegały wszechobecne i ciekawskie kury, dziobiące i szukające czegoś wiecznie w ziemi.
- Dzień dobry dziadku – krzyknął już z daleka – idę pojeździć na rowerze.
- Witaj Tomciu – odrzekł dziadek, robiący porządki w domku gospodarczym – czy dzisiaj wybierzemy się razem na poszukiwania skarbów ? Może tym razem uda nam się je odnaleźć ? Ostatnio byliśmy bardzo blisko.
- Dobrze dziadku, jak tylko wrócę – odrzekł maluch.
    Tomek uwielbiał swojego dziadka. Chętnie słuchał wszystkich jego „niestworzonych” opowieści, nawet wtedy kiedy babcia kiwając głową mówiła do niego: „staryś i głupiś Józek”. Nie rozumiał o co jej chodzi. Przecież jego dziadek znał tyle historii, a część z nich przeżył osobiście. Wiele razy zamęczał dziadka aby ten przed zaśnięciem opowiadał mu kilka. Najczęściej wtedy dziadek nagle usypiał w najciekawszym momencie. A pozostawało jeszcze tyle pytań bez odpowiedzi …
    Wyciągnął z szopy swój wysłużony rowerek. Choć był w bardzo kiepskim stanie, uwielbiał jeździć właśnie na nim. Wyobrażał sobie wtedy że rozpędzony, unosi się nad ziemią i szybuje w przestworzach. Tym razem też tak zaplanował.
    Z Grześkiem spotkali się przy siatce. Był od niego młodszy o rok czasu i mieszkał obok. Dzieliła ich jedynie ta siatka, ale i na nią mieli sposób. W najgłębszych krzakach porzeczki Tomek swego czasu, rozciął ją nożycami do blachy tworząc idealne tajne przejście znane tylko im obu. Tak przynajmniej było do pewnego czasu. Skończyło się na niezłej awanturze i solidnej karze.
- Cześć, to jak jedziemy ? – zapytał.
- Cześć Tomek, niestety, dzisiaj nie mogę – odrzekł smutnym głosem Grzesiek – muszę iść z mamą na rynek po zakupy, obiecałem jej pomóc…
- No dobrze … - posmutniał – to może po obiedzie ? – zapytał z nadzieją w głosie.
- Zobaczymy. Na razie muszę już iść. Na razie, cześć – odpowiedział kolega, odwrócił się pobiegł w stronę drzwi swego domu.
- Cześć … - odrzekł ze smutkiem Tomek – w takim razie sam pojadę.

    Pędził przed siebie na rowerku ile miał tylko sił w nogach. Postanowił trochę zmienić plany i pojechać do swojej kryjówki nad rzeką przepływającą nieopodal lasu. Było to znacznie dalej i dlatego musiał jechać szybciej, tak aby nikt z domowników nie zorientował się jak daleko się oddala. Nigdy nie czuł się samotny, choć wyróżniał się tym że nie bawił się z rówieśnikami. Wolał swoje gry i zabawy. Szczególną radość sprawiał mu zielony, śpiewający las. Spokojnie szumiący, wydawał mu się niezwykle pięknym miejscem. Przyjeżdżał szczególnie w miejsce gdzie rosły same brzozy. Tuż nieopodal niewielkiej plaży, częściowo pozarastanej przez dziką róże. Tam też miał swój schowek. Pod starym dębem na urwisku, pod odsłoniętymi korzeniami ukrył małą metalową skrzyneczkę. Trzymał w niej różne swoje dziecinne „skarby”, a także różne niedozwolone „zdobycze” z domu. Takimi zabronionymi przedmiotami były na przykład zapałki, które wynosił swojej babci z kuchni po jednej sztuce dla niepoznaki. Uzbierało mu się siedem. Między innymi cennymi łupami był też zwędzony wujkowi jeden pognieciony w czasie transportu papieros. Wujek Stefan palił najbardziej mocne z mocnych papierosów. Słyszał taką opinię wiele razy z ust dorosłych. Wiele razy pytali się go kiedy to w końcu rzuci. Bardzo intrygowało Tomka na czym polega tajemnica „mocnych” i postanowił samemu spróbować. W końcu wiedział że inaczej się tego nie dowie, jak sam nie sprawdzi. Wiele razy widział jak się zapala papierosa … ale to nie było takie proste. Paskudnie szczypiący oczy i płuca dym wysączył się powoli. Zassał odrobinę powietrza i zakrztusił się. Jak można coś takiego w ogóle robić ? Przecież tego w ogóle nie da się wdychać. Zakrztusił się a oczy zaszły mu łzami. Poczuł że wciągnął za dużo dymu z papierosa i zaczął się dusić. Zdążył tylko zgasić papierosa i zakopać go w miałkim piasku. Był na siebie zły. Co go podkusiło do tego aby spróbować tego papierosa? Nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Myśli tylko kłębiły mu się w głowie. Robiło mu się słabo i niedobrze. Usiadł więc na ziemi. Z wolna wszystko przed jego oczami robiło się niebieskie. Czuł że odpływa, tracąc przytomność upadł bezwiednie.

„Twoim zadaniem jest badanie i obserwacja … pamiętaj … pełną świadomość odzyskasz z czasem … dla bezpieczeństwa … dla wspólnego bezpieczeństwa, wywoła je za każdym razem silny bodziec … znasz to miejsce … byłeś już tam kilka razy, w razie problemów pamiętaj o Euskal - Erria … jak dobrze wiesz … mieszkańcy są nieprzewidywalni … wiąże się to z ich poziomem rozwoju … ale zgodnie z prawem koalicji … musimy sprawować kontrolę … kontrolę bez ingerencji … wszystkie twoje wrażenia i spostrzeżenia będą jak zawsze bardzo cenne … obiekt do implantacji … gotowy …”

Zieleń mieszała się z błękitem tworząc nadzwyczajne kształty i fale. W głowie jak echo rozchodziły się dziwne słowa. Nie usłyszał ich tutaj … to musiało być bardzo dawno. Tylko kiedy … i co oznaczają. Próbował otworzyć oczy, ale za każdym razem cały obraz zlewał się w całość tworząc wielobarwną plamę kolorów. Czuł że leży. Nie wiedział tylko jak długo …
Bał się … jak wyda się co zrobił i gdzie był będzie kolejna awantura w domu. Po omacku podniósł się na kolanach rękoma szukając ramy roweru. Wszystko było rozmyte i bezkształtne a jednak udało mu się wstać opierając się na kierownicy. Nic nie słyszał. W głowie miał jeszcze echo dziwnych słów. W pewnym momencie zrozumiał że zna ten głos… nie pamięta jednak szczegółów. Odkrycie tego dodało mu siły. Powoli, idąc noga za nogą próbował wyjść z lasu. Las wydawał mu się jakiś inny. Rozejrzał się uważnie. W oczach migały mu jeszcze błękitno fioletowe smugi. Zamknął oczy. Poczuł jak otaczające drzewa, rośliny dodają mu energii.
Wyjechał z lasu … pozostała jeszcze połowa drogi do domu. Postanowił wsiąść na rower … Zaczął jechać … błękitne smugi zlały się z fioletowymi zasłaniając cały widok. Czuł że jedzie na wyczucie. W ogóle nie kontrolował swojego ciała. Nie wiedział gdzie jest i dokąd jedzie.
Gdy otworzył oczy ujrzał znajomą zieloną furtkę, skrzypiącą melodyjnie przy otwieraniu. Jak tu trafił ? Nic nie potrafił sobie przypomnieć. Co za dziwne zdarzenie.
Rozejrzał się po domu i stwierdził że nikt go nie szukał. Resztką sił rzucił rower na stertę żółtego piachu leżącego pod ścianą domu i wszedł do kuchni, gdzie krzątała się babcia.
- Och, a cóż to? Miałeś iść pojeździć na rowerze ? Coś się stało? – zapytała mocno zdziwionym głosem babcia.
- Nie … nic takiego … źle się czuje, musze położyć się na wersalce …
Zielony aksamitny materiał wydawał się go otulać swym chłodem w ten nadzwyczaj parny dzień. Robiło mu się coraz lepiej. Obejmowało go uczucie błogości. Ostatkiem świadomości powiedział: - babciu, bardzo chce mi się spać …
   
Od tamtych wydarzeń minęło już wiele dni, a w pamięci chłopca pozostały nadal wszystkie odczucia. Wiedział o nich i o sobie już więcej. Rodzice i dziadkowie byli mocno zadziwieni całym zdarzeniem. Z opowiadań już tylko wiedział że przespał wtedy cały dzień aby obudzić się dopiero następnego ranka. Zaniepokojeni rodzice mieli już wezwać lekarza. Obawiali się że może są to jakieś skutki uboczne przechodzonej wcześniej choroby. Po przebudzeniu, szybko zostały rozwiane ich wątpliwości, gdyż gdy się obudził, był w pełni sił i energii.     Zmieniło się jednak jego podejście do otoczenia oraz zabawy. Często siedział i bawił się w piaskownicy w „zalesianie pustyni”. Na ogromnej pryzmie żółtego piachu sadzał wykopane z innych miejsc ogrodu różne rośliny. Podlewał je i pielęgnował. Obserwował potem uważnie każdy nowy zielony listek. Cieszył się, kiedy widział jak jałowy piasek zaczyna się zielenić. Czuł że tak trzeba. Że to ważne.
Spojrzał z góry na biegające w różne strony mrówki. Wszystkie były zajęte swoją pracą i nie zwracały uwagi na otoczenie. Dla nich to był tylko nic nie znaczący piach. I taki też mógłby dla nich pozostać. To tak jak ludzie … pomyślał.
    W myślach, oczami wyobraźni, zobaczył Ziemię. Z oddali wyglądała tak krucho i niepozornie a ludzie byli tacy bezbronni w swojej niewiedzy. Zachwycała jednak bujnością życia i energii. Mieniła się tysiącami barw jak diament na tle czarnej i pustej przestrzeni.
Coraz częściej jego duch błądził pozostawiając ciało gdzieś daleko za sobą.

    Od tamtych wydarzeń upłynęło dużo czasu. Po dzieciństwie, które szybko się skończyło, dla Tomka nastąpił trudny okres dorastania. Smutek i cierpienie wypełniło życie młodego chłopca. Rodzice nie rozumiejąc swojego dziecka stosowali wobec niego metody terroru i zastraszenia. Każdy sprzeciw, lub działanie nie po ich myśli karali bardzo dotkliwym biciem. Wiele razy mocno pobity zamykał się w łazience i patrzył na swoje trzęsące się ręce, czerwone od uderzeń rzemieni. Całe ciało płonęło zlewając się jeden ból.
    Nie rozumiał tego. Nie wiedział skąd w ludziach tyle zła. Wiele razy słyszał że jest uparty i jest kłamcą. Że nie przynosi dobrych stopni w szkole. Że zamiast się uczyć bazgroli jakieś obrazki w zeszytach. Że nie tak siedzi, nie tak je. Że nie tak odpowiada. Że słucha nie takiej muzyki.
    To wszystko z czasem stawało się ponad jego siły. Zastanawiał się jaki jest w tym cel aby to wszystko znosił. Dlaczego ? To pytanie nie dawało mu spokoju. Myślał o odejściu. Aby tylko przerwać ten straszny koszmar. Myślał o Euskal – Erria. Wiedział jednak że to ostateczne rozwiązanie, które zaprzepaści całe zadanie. Ostatkiem sił postanowił że się nie podda. Nie zejdzie z obranej drogi. Skoro ma przez to przejść – przejdzie zatem.
    Tomek zmieniał się coraz bardziej. Z każdym kolejnym dniem, miesiącem, rokiem. Stał się coraz bardziej zamknięty. Otoczony wiecznie książkami, stronił od wszelkich kontaktów z ludźmi. Był zbyt pochłonięty zdobywaniem cennej wiedzy. Rodzice naśmiewali się z jego zainteresowań. Wiele razy próbował im tłumaczyć, rozmawiać. Spotykał się jednak z obojętnością i pogardą. Wyśmiewali i grozili szpitalem psychiatrycznym. Nie mogli znęcać się fizycznie, upokarzali na każdym kroku gnębiąc psychicznie.
    Któregoś dnia w końcu zrozumiał. Oni byli słabi. Pochłonięci emocjami nie panowali nad sobą. To właśnie dlatego to wszystko go spotkało. Słabi ludzie są najbardziej agresywni. Jak wiele jeszcze czasu potrzeba ludzkości aby się zmieniła…

Gdy skończył dwadzieścia jeden lat, pewnego dnia postanowił odejść z domu.
Zdecydował w końcu aby się uwolnić.
Odszedł nieodwracając się za siebie.
Odszedł aby szukać diamentów wśród ludzi…


* * *

    Patrzył się w dal na zachodzące za wydmami słońce. Długie cienie ludzi i wielbłądów snuły się po ziemi. Tysiące odcieni koloru czerwonego malowało pustynię w piękny obraz.
To wyjątkowy czas kiedy na Ac-Cadra al Kubra jest trochę chłodniej i znośniej do oddychania. Przeogromna przestrzeń i wszechogarniająca cisza zmusza do milczenia i zadumy.
Urodzeni tu Tuaregowie od zawsze z wielkim szacunkiem odnosili się do największej na tej planecie piaszczystej krainy, która potrafi być tak samo łaskawa jak i śmiercionośna. Jeden z nich, przewodnik o imieniu Tukkurt, usiadł na pobliskiej wydmie i zapatrzony w dal zaczął cicho nucić melodyjną, starą pieśń …Płynące z ust słowa w niezwykły sposób zatrzymywały czas … który na krótką chwilę przestawał istnieć …
Niezmiennie od tylu setek tysięcy lat …
Tak bardzo przypominało mu to rodzinne strony.
Poczuł po raz pierwszy … że …uzyskał w pełni swoją samoświadomość. Przekazy były regularne. Wiedział po co i dlaczego znalazł się właśnie tutaj, na tej Ziemi i w tej czasoprzestrzeni.
    Nie wiedział tylko ile czasu mu jeszcze pozostało … jak skończy się historia, która nadal się pisze i kiedy wróci … do domu.

26 Ostatnio edytowany przez Magnetronic (2010-01-12 22:09:42)

Odp: Freedom Writers

„Jedność”

Gdy w pośpiechu idziesz,
Zastanów się choć czasem,
Czy wszystko to co robisz,
Nie umknie kiedyś z czasem.
Rozejrzyj się wokoło,
Zrozumiesz wtedy jedność,
Zapomnianą i stłumioną
Ale przecież wieczną.

Więc by znaleźć głębszy sens,
Otwórz się na wszystko,
By poczuć w sobie tą
Pradawną oczywistość.

By znaleźć głębszy sens,
Zrozum życia wielkość,
By poczuć w sobie tą
Pradawną piękną jedność.

Gdy umysł masz otwarty,
Nowy cel jest blisko,
Poświęcenia warty.
Pieniądze to nie wszystko!
Bądź nauczycielem,
i uczniem zarazem.
Zostań przyjacielem,
raźniej zawsze razem.

(Magnetronic, luty 2009)

27 Ostatnio edytowany przez tacjanna (2010-01-12 22:28:35)

Odp: Freedom Writers

cudowny wiersz Magneo.. naprawde az sie wzruszyłam smile masz talent młody człowieku smile dziękuje..

28

Odp: Freedom Writers

Ładne Magnetronic, aż się o muzykę prosi - chyba, że jest już jakaś...?

29

Odp: Freedom Writers

nie ma.. jeszcze nie ma wink

30

Odp: Freedom Writers

Cytat:

Miałeś kiedyś wrażenie... że nie jesteś pewien, czy jeszcze śpisz, czy już się obudziłeś?