541 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2024-05-22 15:08:28)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Antares napisał/a:

Obecne próby modyfikacji DNA są bardzo prymitywne, stąd wykorzystując inżynierię genetyczną, rzeczywiście może się stać tak, jak Hejal sugeruje: czyli rozwalimy organizm. Nie ma przypadku w tym, że operacje związane z modyfikacją genów są bardzo ostrożne, i robi się głównie badania na zwierzętach - od wielu lat.

Zwłaszcza podczas ostatniej pandemi bardzo ostrożnie zmodyfikowano kod genetyczny połowy społeczeństwa w Polsce i 3/4 na świecie (druga połowa się nie dała). Mamy obecnie wykwit chorób serca (zakrzepica) i nowotworów nowego typu, których lekarze dotąd nie widzieli. O dziwnych zgonach pozornie zdrowych ludzi nie wspomnę. Ciekawe jak będzie z płodnością młodego pokolenia, bo tu też prognozuję niespodzianki. Ciekawe jak szybko ludzie się zorientują, że zostali OSZUKANI i SAKLECZENI oraz że ich zdrowie jest zagrożone? Według mnie element wyparcia spowoduje, że będą udawać, że nic się nie dzieje, zamiast rozliczyć tych, którzy są za to odpowiedzialni.

Antares napisał/a:

Nazwa nazwą. Inne określenie na to drganie to oczywiście struny, a fizyczna teoria opisująca je nazywa się teorią strun. Przypomina mi to wojny na Ziemi o to, czy bóg powinien się nazywać Allahem, czy inaczej.

Teoria 'hiperstrun' jest błędna, wiec opieranie na niej wniosków też będzie błędne. Dopóki nie określimy praw i zależności świata astralnego ze światem fizycznym, nasza nauka będzie kulawa i będzie tłumaczyła tylko fragmenty rzeczywistości, a nie całość i nieznane będą przyczyny tego, dlaczego coś działa tak, a nie inaczej. Ale są tacy co przynajmniej próbowali to zrobić ( i nie mam tu na myśli fizyki kwantowej). Twoje próby są też chybione Antares. Piszesz dużo, ale nic z tego nie wynika. Nie tworzy to żadnej spójnej całości, która mogłaby coś wyjaśnić ponad to, co jest już wiadome.

Antares napisał/a:

Tak widzą geny naukowcy: że to alfabet literek A C D G, i wszystkie działają rozłącznie, jak komputerowy kod binarny. Podaję niżej cytat z ww. channelingu, który podważa taką współczesną naukową interpretację kodów DNA, które są traktowane, jak wspominałem wyżej, w sposób linearny i jednowymiarowy. Całą ideą ww. przekazu jest sugestia, że wszystko obecnie wskazuje na to (łącznie z fiaskiem licznych badań nad DNA w ostatnich dekadach), że tak nie jest, tzn. DNA ma naturę wielowymiarową, co prowadzi do nieliniowych vs. liniowych powiązań między kodami.

To tak jakbyśmy próbowali użyć rachunku prawdopodobieństwa do określenia jakie numery padną w LOTTO. To nie to narzędzie. Bez znajomości kolejnych poziomów rzeczywistości nie odkryjemy, jak działa nasz poziom i dlaczego działa tak, a nie inaczej.

542

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

malgosia.wl napisał/a:

Dopóki nie określimy praw i zależności świata astralnego ze światem fizycznym

Właśnie to próbujemy robić m.in. na tym forum. smile

malgosia.wl napisał/a:

nasza nauka będzie kulawa

Będzie i tak zawsze niepełna.

Czy powinno to nas zatrzymywać?
Nie! smile

malgosia.wl napisał/a:

i będzie tłumaczyła tylko fragmenty rzeczywistości

Wszystko, co do tej pory zostało przekazane ludzkości, tłumaczy tylko fragmenty rzeczywistości.

malgosia.wl napisał/a:

nieznane będą przyczyny tego, dlaczego coś działa tak

Ok. W jaki sposób i dlaczego ćwiczenia kung fu czy wu shu miałyby wydłużać wiek?
wink

malgosia.wl napisał/a:

Ale są tacy co przynajmniej próbowali to zrobić ( i nie mam tu na myśli fizyki kwantowej).

Ty próbujesz to od długiego czasu zrobić. smile

malgosia.wl napisał/a:

Twoje próby są też chybione Antares.

yikes

Ale bezwzględnie chybione, czy tylko tak troszeczkę...?

Mam nadzieję, że powiesz, że to drugie... Ale tak na wszelki wypadek jednak przygotowałem się na to pierwsze (wyliczyłem to statystycznie na bazie poprzednich twoich odpowiedzi). smile

malgosia.wl napisał/a:

Nie tworzy to żadnej spójnej całości, która mogłaby coś wyjaśnić ponad to, co jest już wiadome.

Jest spójne. Tyle, że nie wszyscy uważali na wszystkich lekcjach. tongue
Co do tego, czy wszystko jest wiadome - nie, nie jest. Po prostu niektórzy nie przyjmują tego, co jest niewiadome, i kwitują to stwierdzeniami, że to twierdzenie czy ta teoria na pewno jest błędna.

malgosia.wl napisał/a:

Teoria 'hiperstrun' jest błędna

Udowodnij. Wyjaśnij też alternatywną teorię.
smile

malgosia.wl napisał/a:

wiec opieranie na niej wniosków też będzie błędne.

Chyba, że błędne jest założenie, że jest błędne - wówczas wyciąganie odwrotnych wniosków będzie jeszcze bardziej błędne.
smile


Antares napisał/a:

Próbowanie tworzenia obrazu po przeczytaniu dokładnych instrukcji w książce i oczekiwanie, że stworzy się dzieło, wskazuje na kompletną nieznajomość zagadnienia - nie ma tu reguł dla każdego pojedynczego przypadku smile

Dlatego trzeba myśleć niezależnie, samemu składać fakty, a nie wyłącznie bazować na schematach i rytuałach. Czy od razu pierwsze próby będą doskonałe? Prawdopodobieństwo jest takie, jak np. to, że świadome życie materialne na Ziemi powstało samoistnie. smile

malgosia.wl napisał/a:

To tak jakbyśmy próbowali użyć rachunku prawdopodobieństwa do określenia jakie numery padną w LOTTO.

To prawda, że nauka działa na ślepo.

Kiedy naukowcy długo brną w ślepą uliczkę, co przydarzyło się np. Mandelejewowi - temu od układu pierwiastków - to otrzymują w końcu sen, który im podpowiada, jak mają rozwiązać tą zagadkę, nad którą ślęczą. smile Takie sny przydarzały się, jak wspominałem, ogromnej ilości naukowców, w tym także Einstein przyznawał się, że jego rozwiązanie tego, co teraz nazywamy teorią względności, pochodziła ze snu.

Przed Mandelejewem nikt nie wiedział, jak taki układ stworzyć. Nie wiedział nawet, czy w ogóle można coś takiego stworzyć, i czy to ma sens.

Brakowało odpowiedniej perspektywy. Teraz pytanie brzmi:

Jak zdobyć perspektywę?

smile

Ludzie dzisiaj są uczeni na idiotów. Mają myśleć w bardzo zawężonym polu widzenia. Są "specjalistami". Mają nie łączyć faktów. Dla odmiany, mają innych nie zauważać, np. w teorii ewolucji Darwina, w której jak wspominałem aż roi się od nielogiczności. Ludzie myślą schematycznie - to, czego nauczy się ich, to powtarzają. Dlatego nauka jest religią. big_smile

Ale aby dojść do szerszych wniosków, jak sugerujesz, potrzebne jest szerokie spojrzenie na wszystko. Okazuje się, że najbardziej wszechstronne spojrzenie, które jest dostępne powszechnie (czyli w formie fizycznej, a nie niefizycznej) było przekazywane przez ludzi starożytnych. Są oczywiście również tacy, którzy nie uczą się przez wiedzę pisaną, ale np. przez praktykę umysłową (choćby ww. sny, albo inne stany umysłu). Do wyboru do koloru, co kto woli... Ja staram się stosować wszystkie, by pójść na skróty. smile

malgosia.wl napisał/a:

To nie to narzędzie.

A które to "to" narzędzie?

malgosia.wl napisał/a:

Piszesz dużo

Staram się smile

malgosia.wl napisał/a:

ale nic z tego nie wynika.

Bo dopiero zacząłem się rozpisywać... Uzbrój się w cierpliwość, następny odcinek już niedługo. smile Niektóre odcinki zostały zablokowane przez głównego reżysera - nie ma on ciała fizycznego, to znaczy jest niewcielony, gdyby ktoś chciał się na nim zemścić za to... Ale potajemnie staram się wycwanić i coś jeszcze czasem tu dorzucać ekstra, np. poprzednich wcieleń, by pokazać szerszy obraz. wink

Małgosia, żyjesz w swoim zamkniętym światku teorii tego, co jest prawdziwe, a co nie jest, co potwierdzają twoje wypowiedzi, gdzie stwierdzasz np. że coś nie ma bezpośredniego związku itp. Jest to powszechny światek narzucony społeczeństwu, które wierzy, że materia tak, jak ją rozumieją, jest głównym punktem odniesienia do rzeczywistości. Taki sposób rozumienia wszechświata jest relatywnie nowy, podstawą myślenia o wszystkim jest założenie, że materia jest taka jak ją postrzegasz zmysłami fizycznymi. Istnieją jednak alternatywy: podstawą istnienia (egzystencji) nie jest materia, jest coś, co się wciela w materię. To jest podstawa - punkt odniesienia, który każe myśleć w określony sposób o materii (czyli o molekułach, w tym DNA - o szczegółach dotyczących DNA pisałem wcześniej). Ale aby się mogło wcielić, musi istnieć związek między świadomością, energią (inaczej: światłem) i wpływem na materię - ożywioną, inaczej organiczną (czyli w szczególności na DNA, które jest zapisem programu, według którego ta materia ma się rozwijać). Trzeba oczywiście dobrze zrozumieć te związki, żeby wyciągnąć prawidłowe wnioski. smile W przeciwnym razie:

malgosia.wl napisał/a:

Bez znajomości kolejnych poziomów rzeczywistości nie odkryjemy, jak działa nasz poziom

Świadomość i percepcja tych poziomów jest bezpośrednią informacją o szerszej rzeczywistości.

Cytat dotyczący osób, które przeżyły ponad 100 lat - i jakie mają rady dla tych, co mają również taką ambicję smile

pani Jeanne Calment (...) uważała, że przed 120. urodzinami warto rzucić palenie, jeśli zależy nam na długim życiu. Sama tak właśnie zrobiła, i przeżyła jeszcze 2 lata, schodząc z tego świata w 1997 r. Jej pozostałe sposoby na długowieczność to oliwa z oliwek, porto i czekolada w codziennej diecie.

(...) pani Kane Tanaka z Japonii ma 119 lat i mieszka w domu spokojnej starości, gdzie umila sobie czas łamigłówkami i grami planszowymi. Pija bardzo niezdrowe napoje gazowane i również codziennie raczy się czekoladą. Jest przekonana, że kluczem do długiego życia jest utrzymywanie bystrości umysłu (...)

Hiszpański szewc Saturnino Garcia, który zmarł w styczniu 2022 r. w sędziwym wieku 112 lat, również wyznawał przewagę umysłu nad materią i swoje długie, szczęśliwe lata przypisywał tej właśnie teorii.

Nie ćwiczyli po za tym niczego. Tak więc powstaje pytanie: czego jeszcze nie wiemy o rzeczywistości, a w szczególności o organizmie ludzkim? smile

Chcę powiedzieć, że DNA człowieka jest ściśle kontrolowane - tak samo, jak nasze wcielenia. Nie ma przypadków: jeśli jakieś DNA jest zaplanowane, to znaczy, że zostało dokładnie w taki sposób ZAPROJEKTOWANE. smile

Można je przeprojektować, czyli używając skrótu myślowego, zmienić swoją przyszłość. smile

543 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2024-05-27 15:32:56)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Antares napisał/a:

Ok. W jaki sposób i dlaczego ćwiczenia kung fu czy wu shu miałyby wydłużać wiek?

Bo odwracają procesy starzenia się szkieletu. Cała reszta to pochodna tych funkcji. W jodze też stoisz w statycznych pozycjach i trenujesz szkielet. Myślałam, że sam do tego dojdziesz, ale nie jesteś jeszcze gotowy i jeszcze długo, długo nie. Dostałeś pod nos ode mnie wszystkie informacje, aby to samodzielnie odkryć, ale tego nie zrobiłeś. Więcej nie będziemy rozmawiać o kung fu/wu shu, bo to nie ma sensu. Metoda prób i błędów jest długa i bolesna, ja taką przeszłam, więc przetarłam jakoby ścieżkę. Niekorzystanie z doświadczeń innych i odkrywanie samodzielnie rzeczy dawno przez innych odkrytych to głupota i strata czasu.

Ponadto pytanie, które zadałeś śwadczy o całkowitym braku refleksji nad tym co mówią i piszą inni. Po 542 wpisach w temacie NIEŚMIERTELNOŚĆ. PRAWDA CZY FIKCJA powinieneś zadawać inne pytania, a odpowiedź na to które zadałeś, powinieneś już dawno odkryć samodzielnie. Kręcisz się wokół własnego ogona i nic z tego nadal nie wynika.

Antares napisał/a:

Nie ćwiczyli po za tym niczego. Tak więc powstaje pytanie: czego jeszcze nie wiemy o rzeczywistości, a w szczególności o organizmie ludzkim

Dlatego przeżyli TYLKO 120 lat i wyglądali przed śmiercią tak, a nie inaczej (pani Jeanne Calment fajczyła papierosy jak lokomotywa). Ich szkielety miały najprawdopodobniej zaawansowaną osteoporozę i wymagali opieki osób trzecich. smile Ci którzy dożywają 150 lat robią 20 km po górach codziennie.


Teoria superstrun – wersja teorii strun, która łączy ją z supersymetrią. Wersja teorii superstrun, M-teoria, jest jedną z proponowanych teorii wszystkiego. M-teoria przewiduje, że teoria superstrun opisuje tylko część rzeczywistości.

Teoria superstrun mieści w sobie wszystkie symetrie modelu standardowego i GUT. Jest to także najbardziej obiecująca kwantowa teoria grawitacji, ponieważ jako pierwsza w historii fizyki poddaje się kwantowej renormalizacji.

Michio Kaku próbował wyjaśnić strukturę Wszechświata z perspektywy teorii superstrun w następujący sposób:

Struna heterotyczna jest zamkniętą struną z dwoma typami drgań, zgodnie i przeciwnie do kierunku ruchu wskazówek zegara, które są traktowane oddzielnie. Drgania zgodne z kierunkiem ruchu wskazówek zegara odbywają się w dziesięciowymiarowej przestrzeni, natomiast drgania w przeciwnym kierunku wypełniają dwudziestosześciowymiarową przestrzeń, w której szesnaście wymiarów uległo kompaktyfikacji (w oryginalnej, pięciowymiarowej przestrzeni Kaluzy piąty wymiar był skompaktyfikowany przez zwinięcie do okręgu).

Struny
W starszych teoriach cząstki traktowane są jako punkty w przestrzeni. W teorii superstrun cząstki są strunami mającymi rozmiary zbliżone do długości Plancka (około 10-35m), które wibrują z pewnymi ściśle określonymi częstotliwościami. Struny te cechuje supersymetria. Każdy rodzaj drgań określa wystąpienie innej cząstki elementarnej.

Podobnie jak w innych teoriach kwantowych, fundamentalne siły przenoszone są poprzez odpowiednie cząstki. Przykładem może być grawiton, który przenosi siłę grawitacji. Grawitonowi odpowiada struna drgająca z amplitudą równą zero. Struny w ramach tej teorii są obiektami rozciągłymi (niepunktowymi) i dlatego teoria superstrun nie jest teorią pola.

Liczba wymiarów
Czasoprzestrzeń, w której żyjemy, ma cztery normalne wymiary (3 przestrzenne i czas) i teoria fizyczna musi brać to pod uwagę. Jednak w teorii strun wewnętrzna spójność narzuca liczbę wymiarów 10 lub 26. Pozorny konflikt pomiędzy obserwacją i teorią zostaje rozwiązany, dzięki temu, że długości pozostałych wymiarów są bardzo małej wielkości (10-35 m), zwanej długością Plancka, wobec tego ich nie dostrzegamy.

Badania zanikania siły grawitacji wraz z odległością powinny dać inne wyniki niż dla przypadku 4 wymiarów, co jest efektem związanym z założeniem, że grawitacja jako jedyne oddziaływanie w modelu rozchodzi się we wszystkich dostępnych wymiarach. Zakładając więc, że udałoby się zaobserwować proces rozpadu pewnego obiektu, to bilansując tę część energii, która jest emitowana dzięki oddziaływaniom grawitacyjnym, powinniśmy zaobserwować odstępstwo od przypadku 4-wymiarowego.

Przypuszczalnym doświadczeniem mogącym umożliwić takie pomiary byłoby tworzenie mikroskopijnych czarnych dziur, których parowanie przez promieniowanie Hawkinga mogłoby zostać zaobserwowane w laboratorium. Sam proces tworzenia takich obiektów jak mikroskopijne czarne dziury zależy od liczby dostępnych wymiarów i powinien być znacznie łatwiejszy dla przestrzeni ponad 4-wymiarowej.

Renormalizacja
Rozwój fizyki doprowadził do powstania kilku kwantowych teorii pola. Każda z nich daje jednak w odpowiedzi nieskończone wartości parametrów, takich jak ładunki elementarne czy masy cząstek, co czyni te wyniki dyskusyjnymi.

Dzięki wynalezieniu matematycznej techniki renormalizacji udało się zrozumieć pochodzenie tych nieskończoności i wyeliminować je dla pewnej klasy modeli. Modele te są nazwane renormalizowalnymi i zalicza się do nich m.in. teorię sił elektromagnetycznych oraz silnych i słabych oddziaływań jądrowych.

Techniki kwantowania pól nie dają się jednak zastosować wprost do równań grawitacji wynikających z ogólnej teorii względności, co oznacza, że kwantowa teoria grawitacji musi mieć inną postać niż dzisiejsze teorie. Brak unifikacji wszystkich sił oznacza, że współczesna fizyka nie może poprawnie opisać zjawisk zachodzących w czarnej dziurze albo w chwili Wielkiego Wybuchu.

Wersje teorii superstrun
Jakiś czas temu problem stanowiło istnienie pięciu niezależnych teorii superstrun. Przed powstaniem M-teorii (1995) istniało pięć teorii superstrun:

typ I
typ IIA
typ IIB
heterozyjna E(8)xE(8) (lub HE)
heterozyjna SO(32) (lub HO)
M-teoria przewiduje, że każda z tych teorii stanowi szczególny jej przypadek.

Krytyka
Do krytyków teorii superstrun należą między innymi Roger Penrose, Sheldon Lee Glashow oraz Krzysztof Meissner, który po kilkunastu latach pracy nad nią wycofał się, rozczarowany brakiem postępów.

Od samego początku nie brakowało zawziętych krytyków strun, i nie zaprzeczę, że byli uzbrojeni w arsenał trafnych argumentów. Dwa problemy wydają się szczególnie dotkliwe i prawdopodobne, że nigdy nie doczekają się rozwiązania.

Pierwszy jest związany z jeszcze jedną wyjątkową właściwością strun, o której wcześniej nie wspomniałem, a o której być może słyszałeś. Mianowicie, struny już w czasach Nambu i Susskinda sprawowały się najlepiej gdy posiadały znacznie więcej swobody niż dawała im nasza czterowymiarowa czasoprzestrzeń. Nie owijając w bawełnę, koncepcja pozbywała się wszelkich matematycznych anomalii dopiero gdy rozważało się jej funkcjonowanie w… 26 wymiarach!

Wiedz, że sam zamysł dodatkowych wymiarów wcale nie należał do fizycznych nowinek. Już wiele dekad wcześniej Theodor Kaluza proponował Einsteinowi dokooptowanie kolejnego wymiaru przestrzennego w celu połączenia grawitacji z elektromagnetyzmem. Różnica sprowadzała się do tego, że wtedy dodatkowy wymiar miał być “większy” i obejmować pozostałe cztery, zaś według strunowców, 22 wymiary powinny pozostawać zwinięte do rozmiarów mikroskopowych. Poza tym, Kaluza mówił o pięciu wymiarach, a nie o totalnie zwariowanej liczbie 25 wymiarów przestrzennych i jednym czasowym… To mogło ostudzić zapał, nie tylko wśród konserwatywnych uczonych. Podobno sam Richard Feynman traktował struny z przymrużeniem oka, a kolegów zajmujących się tym tematem lubił irytować pytaniami typu: “a w ilu wymiarach dzisiaj żyjemy”? Ostatecznie noblista nie wykluczał poprawności równań Schwarza i Greena, ale stał na stanowisku, że równie dobre rezultaty może w przyszłości przynieść inna, mniej ekstrawagancka teoria.

Drugi defekt teorii strun dotyczy jej weryfikowalności. Fizyka, jako nauka ściśle empiryczna, domaga się doświadczeń i obserwacji. Przeprowadzenie eksperymentu pozwalającego na bezpośrednie uchwycenie struny możemy w zasadzie uznać za niemożliwe z bardzo prozaicznego powodu. Mówimy o bardzo małych strukturach. Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo małych; ocierających się o najmniejszą wielkość mającą sens fizyczny, czyli długość Plancka, wynoszącą 10-35 metra, lub jeśli wolisz, kwintyliardową część milimetra.

Gdybyśmy zbudowali model atomu rozmiarów Ziemi, to w tej skali pojedynczy proton osiągnąłby wielkość zbliżoną do Piramidy Cheopsa, a struna wciąż pozostawałaby znacznie mniejsza od jądra atomu! Nie zbudujemy wystarczająco czułego mikroskopu, bo wielkość elektronu, nie mówiąc o długości fali świetlnej, nigdy nie pozwoli na zarejestrowanie tak drobnego obiektu. (Na marginesie, z tej samej przyczyny cudne ilustracje przedstawiające iskrzące kolorami struny, należy traktować wyłącznie jako barwne popisy grafików. Z racji swoich gabarytów struna sama w sobie nie może świecić ani posiadać koloru. Wspominam tak, na wszelki wypadek).

Budowa materii według teorii strun
Co bardziej nietypowe, słabym punktem teorii strun okazało się również jej bogactwo – co wbrew pozorom, nie jest zbyt pożądanym stanem rzeczy w fizyce. W kolejnych latach naukowcy zauważyli, że ich koncepcja stała się tak piękna i elastyczna, iż daje się ją stosować aż na pięć różnych sposobów. Innymi słowy, odnaleziono pięć równie poprawnych wariacji teorii prowadzącej do zunifikowania praw przyrody. Ostatecznie poradzono sobie z tą klęską urodzaju, poprzez sformułowanie wzbudzającej ciarki M-Teorii. Ale to materiał na osobną odsłonę tego cyklu.

Jak wyłuskać prawdę?
Pisząc powyższy tekst uświadomiłem sobie, że struny będą niebawem obchodzić okrągłą, pięćdziesiątą rocznicę urodzin. Już pół wieku minęło od ukucia przez młodego Gabriele Veneziano – obecnie sędziwego profesora Collège de France – pierwotnych równań teorii, mającej początkowo opisywać silne oddziaływanie jądrowe. Mimo upływu całej epoki i wielu usprawnień, teoretyków wciąż nękają te same utrapienia. Pojawia się pytanie, czy brak szans na bezpośrednią detekcję powinien przekreślić hipotezę? A może w bliżej nieokreślonej przyszłości znajdziemy dostatecznie zadowalające dowody pośrednie?

Moim zdaniem największe osiągnięcie strunowców stanowi sama próba obalenia paradygmatu punktowych cząstek, jako podstawowego składnika wszechświata. Z wielu powodów, już przed wiekami w umyśle człowieka zarysował się obraz atomu o kształcie kulistym, składającego się z punktów bądź mniejszych kulek. Teoretycy strun zwrócili uwagę na banalny fakt: to co z daleka wydaje się punktem, w przybliżeniu wcale nim być nie musi. Ta idea ma szansę przetrwać, nawet jeżeli cała reszta teorii znów wyląduje w koszu. Co by nie mówić, wprowadzenie krzywych i pulsujących pętli, nadaje fizyce trudną do zdefiniowania elegancję. Jest coś pociągającego w myśli, że na fundamentalnym poziomie rzeczywistości wszystko toczy się w rytm kosmicznej symfonii.

W niemal każdym opracowaniu, jak również w tym cyklu artykułów, nieustannie pojawia się nazwa teorii strun. Jednak z punktu widzenia czystej metodologii fizyki taki tytuł wydaje się co najmniej dyskusyjny. Teoria to taki opis zagadnienia, który już przeszedł pomyślnie jakąś formę weryfikacji i stanowi jego najlepsze wyjaśnienie, zgodnie z aktualnym stanem wiedzy. Jakby na to nie spojrzeć, struny to dla fizyki hipoteza – przypuszczenie, niestety wciąż dalekie od przetestowania.


Lubisz łamigłówki więc sam oceń co z tego jest prawdą, a co nie. Co da się wykorzystać w praktyce, a co nie. Sami autorzy tego nie wiedzą. pomimo, że odwalili kawał roboty.

544

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

malgosia.wl napisał/a:

Dlatego przeżyli TYLKO 120 lat i wyglądali przed śmiercią tak, a nie inaczej. Ich szkielety miały najprawdopodobniej zaawansowaną osteoporozę i wymagali opieki osób trzecich. smile Ci którzy dożywają 150 lat robią 20 km po górach codziennie.

A ci, co robią "tylko" 10km dziennie? tongue Zainspirowałaś mnie, przeprowadzam się w góry, takie lekkie, bym mógł robić nie 20km, a nawet 30km dziennie - aż się zastanawiam, ile przeżyję. smile Może 180 lat? Jak dojdę do 175, to będę robił 40 km, by dobić do 200 lat. Przed 200-ką przerzucam się na 50km dziennie, itd., a kiedy zabraknie mi godzin w dobie, to przeprowadzę się w jeszcze lżejsze góry, by nawet więcej kilometrów robić dziennie smile

Małgosia, ile sobie założyłaś lat, że przeżyjesz (inaczej mówiąc, ile robisz kilometrów w górach), skoro tak przekonujesz, że trzeba się skupiać na praktyce, praktyce i praktyce? tongue

malgosia.wl napisał/a:

pani Jeanne Calment fajczyła papierosy jak lokomotywa

To dopiero sekret długowieczności: palisz, pijesz, balangujesz ile wlezie, a żyjesz dłużej niż ci frajerzy, którzy codziennie muszą po górach zap*****, żeby tylko szkielet im się nie rozwalił przedwcześnie. big_smile

malgosia.wl napisał/a:

Bo odwracają procesy starzenia się szkieletu.

Między "odwracają procesy starzenia się" a "utrzymują szkielet w stanie sprężystości" jest różnica - kluczowa. smile Odwraca się procesy CAŁEGO organizmu, szkielet nie jest odizolowaną od reszty częścią. To podstawowa zasada taoistycznej medycyny.

Taka sugestia: zamiast skupiać się na jednej części, jak współczesna medycyna, warto poszerzyć perspektywę.

Żeby nie było: uważam, że to co robisz, rzeczywiście jest doskonałą metodą na poprawę działania organizmu, i to holistycznie, a nie, że przeciętny obywatel sobie połyka 10 pigułek codziennie rano, każda na co innego, i wierzy, że w ten sposób - drogą przez żołądek - będzie super zdrowy. smile Na organizm wpływa oczywiście szereg innych czynników, a także fizjologia, która z kolei zależy od następnych czynników, no i energia (zwana także chi) - czynnik najbardziej ignorowany w naszym materialistycznym XXI wieku. wink

malgosia.wl napisał/a:

Metoda prób i błędów jest długa i bolesna, ja taką przeszłam, więc przetarłam jakoby ścieżkę. Niekorzystanie z doświadczeń innych i odkrywanie samodzielnie rzeczy dawno przez innych odkrytych to głupota i strata czasu.

Bo iść na ślepo, jak sugerowałaś w poprzednim poście, nie warto. To co opisujesz, to była właśnie droga na ślepo...

Zauważ jedną rzecz: niektórzy od razu sobie odpuszczają takie tematy. Z góry zakładają, że nic nie odkryją.

Takich ludzi jest 99,99999...%. A ponieważ ani sąsiad, ani pan Jasiu z warzywniaka, ani pani Basia z biedronki, ani nikt z twoich znajomych z liceum, ani nikt z rodziny nie odkrył tajemnicy życia, to przeciętny człowiek myśli sobie, że nie można nic takiego odkryć, i że może, kiedyś, pewnego dnia, odkryją to za nas naukowi pracownicy medyczni, i wspaniałomyślnie podzielą się z tym wszystkimi, a rasa ludzka będzie już tylko się mnożyć, ale nikt nie będzie już umierał. big_smile To znaczy, nekrologi wyjdą z użycia, natomiast nie będzie potrzebny już nikomu 800+ a taki kraj jak Polska już nigdy nie będzie miała w żadnym roku mniej ludzi - zawsze więcej smile

Nie licz na to. Te informacje nie będą podane na tacy. Są ukryte.

Poszerzając perspektywę, unikamy wielu pułapek, otrzymujemy "mapę" na miarę naszych możliwości tu na tej planecie, omijamy większość prób i błędów, a dodatkowo wiedzę o wszechświecie POZA światem fizycznym otrzymujemy EKSTRA. Wiemy, że ludziki na tej planecie są zarządzane - wyobraź sobie, że jutro zostanie podana oficjalnie dla mas informacja o możliwości uzyskania nieśmiertelności we wszystkich głównych mediach smile Doprowadziłoby to do zagłady tej planety w krótkim czasie. wink Dlatego ta informacja będzie przez najbliższe tysiące lat NIEDOSTĘPNA dla mas - tzn. ona jest, tyle, że ukryta. Jak pisałem w ostatnim poście, istoty zarządzające Ziemią miały cel w tym, by szyfrować informacje tylko dla niektórych (w tym w monumentalnych obiektach, które są starsze, niż kilka cywilizacji razem wziętych! to dopiero inwestycja: tworzyć budowlę, która przetrwa nie tylko najbliższe pokolenie, nie tylko całą cywilizację, ale jeszcze kilka następnych!) - tych, którzy je odczytają... a wszystko wskazuje na to, że są na Ziemi tacy, którzy już je odczytali, a część z nich z ukrycia sobie rządzi tym światem - i stawia straże wokół takich obiektów jak piramidy w Gizie czy zigguraty na terenie starożytnej Mezopotamii. Po to, byśmy nie odczytali przypadkiem tych znaków, a oni sekret zachowali dla siebie. Nie różnią się oni od NASA, filtrując i cenzurując zdjęcia i dowody, zachowując wiele informacji dla siebie, nie ujawniając ich nawet światkowi naukowemu, o czym jakiś czas temu pisałem: https://kosmita.ofp.pl/forum/viewtopic.php?pid=19209#p19209

Jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość? Moim zdaniem, patrząc z dystansu na to, co się działo i dzieje obecnie, w pierwszej kolejności medycyna będzie troszeczkę wydłużać życie: o 5-10 lat, potem o 20, potem stopniowo coraz więcej. Do tego czasu gospodarka będzie musiała się ustabilizować, podobnie polityka. To, że tak nie jest, oznacza tyle, że istoty, które zarządzają wcieleniami oraz Ziemią, nie zdecydowały się na ten krok JESZCZE. Ale kiedyś się zdecydują. Ale my tego wszystkiego możemy się łatwo domyśleć, bo wiemy znacznie więcej, choćby mamy w posiadaniu tak rewolucyjną informację, że ktoś zarządza tą planetą i wcieleniami z ukrycia, która prowadzi do ogromnej ilości konsekwencji, upraszcza wiele spraw, z automatu pozwala na odrzucenie wiele błędnych hipotez itd. Przeciętny kowalski tego nie wie, dlatego wydaje mu się, że medycyna może osiągnąć wkrótce przełom wszechczasów i uczynić go jeśli nie nieśmiertelnym, to przynajmniej długowiecznym - ale jak wspomniałem, najwyraźniej tak się nie stanie. Zostaje więc liczenie na siebie - czyli... swój własny umysł, bo to umysł poszukuje, i znajduje.
Jeśli umysł sam się oszukuje, to tak jak piszesz, pozostaje metoda prób i błędów, lub szukanie gotowych rozwiązań na tacy - a czemu ich nie będzie, już wyjaśniłem wielokrotnie w tych około 500 postach, i robię to po raz kolejny. tongue

malgosia.wl napisał/a:

Po 542 wpisach w temacie NIEŚMIERTELNOŚĆ. PRAWDA CZY FIKCJA powinieneś zadawać inne pytania, a odpowiedź na to które zadałeś, powinieneś już dawno odkryć samodzielnie.

Po ponad 500 postach w tym temacie piszę o podstawach, i widzę, że nawet te są ignorowane. smile Część tylko czyta oczywiście, praktycznie nie ma feedbacku, więc piszę i wklejam (głównie na podstawie źródeł i cytatów), to, co znajdę przy okazji. A że głównie ty się tu jeszcze wypowiadasz, to nie dziw się, że tak to tu wygląda, przyjrzyj się swoim wypowiedziom w tym temacie. smile Wiesz, ja tam mogę pogadać nawet o podstawach, mnie osobiście bawi ta przepechanka, którą tu prowadzisz, zawsze jestem ciekaw jaki na poczekaniu argument sobie wymyślisz czy doszukasz w wikipedii smile Na przykład to:

malgosia.wl napisał/a:

Do krytyków teorii superstrun należą między innymi Roger Penrose, Sheldon Lee Glashow oraz Krzysztof Meissner, który po kilkunastu latach pracy nad nią wycofał się, rozczarowany brakiem postępów.

Czy ta wklejka z wikipedii ma mnie do czegoś przekonać, zwłaszcza informacja o tym, że są przeciwnicy? wink Roger Penrose ma jeszcze bardziej odlotowe teorie, które mało kto w środowisku naukowym popiera, taki heretyk naukowy. Mogłaś przynajmniej to wstawić w cytat, skoro to wklejałaś. tongue Nie ma czegoś takiego jak "plumkające" bąbelki, jakoby głównych przeciwnikow teorii strun na ringu fizyki kwantowej, Hejal robił sobie jaja w tej książce. wink Sorry, ale nie mogłem się powstrzymać. tongue

To, że nie ma jeszcze dowodów popierających teorię strun, choć matematycznie się ona zgadza, o niczym nie świadczy - było mnóstwo teorii naukowych, które dopiero znalazły zastosowanie, odzwierciedlenie, lub potwierdzenie, dziesiątki albo setki lat po ich sformułowaniu. I na odwrót: teorie, które były powszechnie akceptowane, okazały się w gruncie rzeczy błędne. Nie jestem obrońcą teorii strun, jednak między jednoznacznym twierdzeniem, że jest błędna a brakiem jednoznacznych dowodów jest diametralna różnica... jak pisałaś, traciłaś czas, i nadal go tracisz - bo twój własny umysł cię oszukuje. tongue

Teoria strun jest jedną z kilku, żadna nie jest jednoznacznie obowiązująca na tym polu, jednak dzisiaj już nikt w zasadzie nie podważa faktu, że nasza rzeczywistość jest wielowymiarowa - i każdy naukowiec jest świadomy tego, że 99% wszechświata (w tym zatem ludzkiego organizmu) NIE postrzegamy. To jest bardzo ważna informacja - bo jeśli wiesz, że twoje komórki mają podstawę poza tym, co widzisz fizycznie, to znaczy, że szukanie odpowiedzi tylko w materii jest drogą po omacku. wink

malgosia.wl napisał/a:

Co da się wykorzystać w praktyce, a co nie. Sami autorzy tego nie wiedzą. pomimo, że odwalili kawał roboty.

Nie wiem, czemu zakładasz z góry, że fizycy teoretyczni, na których powołujesz się w odniesieniu do tego artykułu, dążą do praktycznego zastosowania swojej wiedzy? smile Nie ten adres. Oni tworzą sobie teorie, za to im się płaci i to jest ich fascynacja, i głównie to ich interesuje. Niech praktyczne konsekwencje tych informacji inni znajdują... Nasza nauka jest podzielona i ograniczona, nie warto za bardzo się do niej przyklejać, ale warto korzystać z ich odkryć, jeśli się da i jeśli mają sens. Większość naukowców nie dba o to, wielu jest wręcz obłąkańczo zafascynowanych robieniem kolejnych eksperymentów np. z modyfikacjami DNA, bez szerszej refleksji, na którą nie mają czasu... ale my możemy spojrzeć szerzej na wszystko, jeśli się na to zdecydujemy - lub tkwić w takiej samej perspektywie, jak reszta ludzi na tej planecie. wink

Jak pisałem, jest różnica między kimś, kto wie, że ta planeta jest zarządzana, a przeciętnym kowalskim, w tym akademikiem. Ci ludzie błądzą po omacku, w labiryncie teorii... naukowcy są inteligentnymi idiotami, o czym już też wielokrotnie w tym temacie pisałem - specjalistami z bardzo zawężonym polem widzenia: strategia specjalizacji (wąskiego pola widzenia - eksperstwa w jednym temacie) czy zawężania się do jednego elementu organizmu nie sprawdza się w praktyce. Tak się dzieli i rządzi społeczeństwem. tongue Dlatego sugeruję odwrotny kierunek od długiego czasu tutaj...

malgosia.wl napisał/a:

Lubisz łamigłówki więc sam oceń co z tego jest prawdą, a co nie.

Łamigłówki same w sobie w ogóle mnie nie interesują, tylko perspektywa. Perspektywę można poszerzać na różne sposoby, jednym z tych sposobów jest zdobywanie informacji w możliwie szeroki sposób, i bez sztucznego ograniczania się. Jeśli nie zdobędziesz żadnych informacji o otaczającym cię świecie w jakiś sensowny sposób, to...

malgosia.wl napisał/a:

Kręcisz się wokół własnego ogona i nic z tego nadal nie wynika.

To jest to, co mniej więcej ciągle robisz w tym temacie.

Oczywiście nie da się przewidzieć wszystkiego - nie masz gwarancji, że jeśli wyruszysz przez las pełen drzew, gdzieś po drodze nie utkniesz. Wiele wypraw przez dżungle musiało się kończyć dramatycznie. Jednak jeśli sugerujesz, że po tych przepychankach na tym forum (zajrzyj do pierwszych postów - dla większości pytanie brzmi i tak "czy" jest to fikcja) powinnaś mieć tu na tacy proste rozwiązanie przy pomocy, być może, prostego, ujednoliconego wzoru, to pomyśl, o ile powinniśmy pójść do przodu w ogóle z innymi kwestiami, które Hejal zapewne próbował tu zainicjować już dobre kilkanaście lat temu big_smile Jak podliczysz swoje posty na tym forum, to wyjdzie, że głównie w tym wątku się ostatnio wypowiadasz. A jak się podsumuje twoje tezy z tego wątku, to moim zdaniem, wybacz, naprawdę zostaje niewiele... W kółko ci odpowiadam te same argumenty, które w większości ignorujesz czy zamiatasz pod dywan, i w dodatku jeszcze oburzasz się, a piszesz/wklejasz same bzdurki, w ogóle bez podstawowej wiedzy w temacie. wink Tak więc wolę już wklejać te cytaty, a nuż kogoś zainspirują. smile

545 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2024-05-28 14:07:24)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Zagalopowałeś się i to bardzo. Nie będziemy więcej dyskutować, bo szkoda mojego czasu. Nie mamy o czym i po co. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale jedyną osobą zainspirowaną przez Ciebie jest Krykers. Ja niestety nie. Napisałabym Ci dlaczego, ale nie chce mi się.



Jak zwiększysz ilość dioptrii, to daj znać. Twoja 'szeroka' perspektywa jest dla mnie za płytka.

546

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

malgosia.wl napisał/a:

Zagalopowałeś się i to bardzo. Nie będziemy więcej dyskutować, bo szkoda mojego czasu. Nie mamy o czym i po co. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale jedyną osobą zainspirowaną przez Ciebie jest Krykers. Ja niestety nie. Napisałabym Ci dlaczego, ale nie chce mi się.



Jak zwiększysz ilość dioptrii, to daj znać. Twoja 'szeroka' perspektywa jest dla mnie za płytka.

Ok.

Krykers jest tym, który jeszcze w ogóle wypowiada się w tym forum, ale wiem, że ludzie widząc te ciągłe przepychanki i ataki osobiste, które ciągle tu robisz, twierdzą, że po prostu nie chce im się czytać tego tematu. Zastanawiałem się za każdym razem, czy zostawiać twoje "głębokie" czepianie się czasem słówek wink ale dochodzę do wniosku, że faktycznie niektórzy mogą też nie zrozumieć o co mi chodziło. Zrobisz oczywiście co uważasz, ale przynajmniej warto się skupiać na merytoryce, a ta za każdym razem ucieka, zamyka się tylko w tekstach takich jak - z ostatnich wypowiedzi:

Napisałabym Ci dlaczego, ale nie chce mi się.

Napisałaś już wielokrotnie. smile

sam oceń co z tego jest prawdą, a co nie

Twoje próby są też chybione Antares.

to nie są chanelingi, tylko bajki z mchu i paproci, nie mające z chanelingami nic wspólnego, ani nic wspólnego z użyteczną wiedzą, mającą zastosowanie w życiu. Światło wpływa na DNA, brawo, cieszymy się wszyscy, ale co tak na prawdę z tego wynika? Jakie sa mechanizmy wpływu i co się zmienia w naszym DNA? Próbujesz wyjaśnić zależności przy pomocy ziemskich pojęć.

Kolejna bzdura .. Nie ma się czym podniecać i szkoda czasu na czytanie takich "PRZEKAZÓW"

odpowiedź na to które zadałeś, powinieneś już dawno odkryć samodzielnie

I masa innych.

Gdyby iść za twoimi wskazówkami, to od dzisiaj czytamy 3 książki, przede wszystkim Billa Meiera, i poznajemy je na wylot, taka to głęboka perspektywa wynika z dotychczasowych wypowiedzi wink A reszta to:

Kolejna bzdura

Po prostu jesteś urażona tym, że sama się zdemaskowałaś. tongue To prawda, że szkoda czasu na to.

547 Ostatnio edytowany przez Antares (2024-05-30 20:51:27)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Analogie między współczesną bio-chemią a starożytną alchemią (symboliczną nauką mówiącą o transformacji ciała, posługującej się istniejącymi w rzeczywistości "pierwiastkami"), pozwalające dokładnie zrozumieć, co jest celem alchemika wewnętrznego:

Sól wg. alchemii oznacza element ciężki, ziemski. Wg. chemii sól to roztwór, który zamiast lekkiego pierwiastka wodoru, przyjmuje w to miejsce cięższy pierwiastek siarki (siarka, podobnie jak sól, jest jednym z kilku głównych symboli alchemicznych).

Podstawą alchemii jest energia lekka (yang) oraz dostarczanie jej w celu uenergetycznienia organizmu, który normalnie funkcjonuje głównie dzięki energii pobieranej z materialnego, tzn. "ciężkiego" pożywienia (yin). Oba te elementy muszą się równoważyć, i rzeczywiście jak m. in. sugerowała wcześniej Małgosia, jednym z elementów, który do tego miał prowadzić, była odpowiednia, dostosowana dieta. Poniżej cytat z Neijing ("Kanon medycyny chińskiej Żółtego Cesarza"), tzn. głównego taoistycznego tekstu medycznego napisanego kilka tysięcy lat temu:

Yang qi ciała jest jak słońce. Kiedy słońce na ziemi gaśnie, wszystko wycofuje się ze swej aktywności. Słońce to najwyższe yang. Yang qi - niebiańska energia słońca - otacza całą ziemię. Podobnie dzieje się w ludzkim ciele. Yang qi krąży wokół jego centrum i ma za zadanie chronić organizm.

Oczywiście, dzisiaj używany termin na tą otaczającą "siłę" człowieka to "aura". Jest to ta część przyziemnej energii yang, która ma charakter "elektronowy", w przeciwieństwie do protonów, które im więcej ich jest w atomie, tym są te pierwiastki i cząsteczki (w organizmie) na nich oparte - cięższe. Ponieważ współczesny człowiek głównie opiera swój sposób pozyskiwania energii na przetworzonym pokarmie ziemskim (naturalne przetworzone najbardziej pożywienie to oczywiście mięso, białko zwierzęce, a najmniej przetworzone - to rośliny przede wszystkim bazujące na zjawisku fotosyntezy - czyli pobierające bezpośrednio ze światła (energia yang) słonecznego energię).

Elektrony, i zrozumienie ich, są bardzo ważnym elementem materii oraz zrozumienia procesów życiowych. Jest to podstawa tego, że w ogóle jakiekolwiek procesy życiowe zachodzą w organizmach (czyli w cząsteczkach, na które składa się organizm):

Atomy i cząsteczki dzielą się na aniony i kationy. Aniony to te, które - używając terminologii taoistycznej - mają naturę yang, gdyż mają więcej elektronów (elementów dostarczających energii), zaś kationy - to te, które mają naturę yin. Krążą one w organizmie, a elektrony przerzucane są od jednej cząsteczki do drugiej. Ilość energii dostępnej dla organizmu determinuje to, jak te wszystkie procesy i reakcje chemiczne mogą działać. Człowiek sam z siebie ma ograniczoną naturalnie zdolność do absorpcji energii bezpośrednio ze słońca (światła słonecznego) - głównie dlatego, bo jej nie postrzega (nie ma rozwiniętych zmysłów energii - tzn. poziomu energetycznego). Gdybyście zaczęli postrzegać ten poziom energii, szybko stwierdzilibyście, że prawdopodobnie w organizmie macie jej bardzo duży niedobór, tak jak w zasadzie wszyscy inni ludzie na tej planecie. Wystawianie się na słońce jest naturalnym sposobem na absorpcję energii słonecznej w pewnej, ograniczonej części (zmienia się wówczas także fizjologia organizmu) - jednak głównie na poziomie fizycznym, tzn. częstotliwościach materii. Na wyższych poziomach człowiek w zasadzie "śpi", tzn. nie funkcjonuje poza absolutnym minimum, tak jak zresztą "śpi" (tzn. nie jest świadomy) podczas faktycznego snu.

Problemem na Ziemi jest przede wszystkim dostarczanie energii yang, bo materii jest wokół mnóstwo, i nasz sposób żywienia i cały styl życia opiera się przede wszystkim od paru tysięcy lat na pozyskiwaniu energii yin (mniejsza teraz o to, dlaczego tak się stało).

Poniżej Geb - ziemia, czyli materia, oraz Nut - energia kosmiczna (poza planetami występuje przede wszystkim próźnia, którą w kosmosie podróżuje światło - równie niezbędne dla życia, jak materia), w postaci upersonifikowanych bóstw, w rzeczywistości są to po prostu zjawiska występujące we wszechświecie, które stanowią podstawę m.in. atmosfery ziemskiej, a z kolei atmosfera ziemska to medium dla przepływu energii - światła słonecznego - niezbędnego dla procesów życiowych, interakcji z komórkami organizmów żywych, i możliwości funkcjonowania DNA w komórkach - a także zmiany jego potencjalnego działania.

https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse2.mm.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP.1uIAziYy9rJkIUPWxeg18AHaFf%26pid%3DApi&f=1&ipt=d51690ba869a6a7d5e74bbb4c0c186441732740de998057333224184d087a5c6&ipo=images

Materia i energia nie są w stanie stałym: obie ciągle się przemieniają jedna w drugą. Jednak pewne poziomy energetyczne (w tym - świadomości) są poza naszym zasięgiem... jeśli tego sami nie zmienimy.

malgosia.wl napisał/a:

Bez znajomości kolejnych poziomów rzeczywistości nie odkryjemy, jak działa nasz poziom

Kolejny cytat z ww. kanonu medycyny chińskiej...:

Yang qi przekształca jing (esencję), by odżywić shen (ducha) i harmonizujące z nimi ying qi

W tym cytacie chodzi o transformację energii w lższejszą, subtelniejszą, bardziej wysublimowaną. "Odżywianie" to metafora. Chodzi o stworzenie pomostu między czymś, co nazwałbym energią życia (pochodzącą z kosmosu), a materią (organizmem ziemskim). Generalnie, te dwa czynniki są rozłączne, i działają wspólnie jedynie wtedy, gdy stworzy się "medium" - łącznik - między nimi, tak jak to metaforycznie opisywały starożytne kosmologie. Przykładem jest ww. kosmologia egipska, ale w innych kosmologiach są dokładnie te same, metaforycznie przedstawione, zjawiska planetarne i kosmiczne - będące częścią Drzewa Życia (metafory dla kosmosu - wielopoziomowego wszechświata, w którym materia, którą opisują nam naukowcy, stanowi zaledwie ten najniższy szczebel). Organizm ludzki (wielowymiarowy, czyli biorąc pod uwagę także energię) posiada, na wzór makrokosmosu, również własne Drzewo Życia - odpowiednik, który pozwala na transformację ciężkiego "ołowiu" (materii) w świetliste złoto (energii bardzo wysokiego poziomu).

Shen, czyli duch człowieka, może mieć silniejszy lub słabszy kontakt z organizmem (przede wszystkim układem nerwowym i mózgiem) człowieka - jest dostawcą świadomości oraz zdolności psychicznych i parapsychicznych, a także związany z szyszynką i produkcją tzw. "hormonu młodości". U większości ludzi jest on uśpiony i nie wpływa na organizm. Taoiści w swoich starych tekstach opisywali sposoby, w jakie można go uaktywniać. Cały układ składa się z trzech elementów, powiązanych strukturą, którą nazywali potrójnym ogrzewaczem w medycynie chińskiej, albo inaczej, używając taoistycznej alchemicznej terminologii, tzw. trzema skarbami: jing (esencja), qi (energia) i shen (duch), opisanych ww. cytacie, każdy z nich mający swój odpowiednik w organizmie na poziomie energetycznym i powiązany w tym samym miejscu z określonym gruczołem, produkującym - za pomocą energii (powodującym przepływ elektronów j.w. na poziomie fizycznym) - odpowiednie hormony, które są odpowiedzialne za utrzymywanie organizmu w odpowiednim stanie. Organizm człowieka jest bardzo złożonym systemem, który można włączać, wyłączać i przełączać w różne stany, w zależności od różnych czynników, m.in. tego ile ma dostarczane energii, które części energetyczne (j.w.) są stymulowane, które mają więcej energii itd.

[Fosforan, będący częścią kwasu DNA] wykazuje bardzo dobre przewodnictwo elektryczne (σ = 4,7 S/m). Wynika ono z szybkich przeskoków protonu między sąsiednimi cząsteczkami, natomiast zwykle występujący ruch jonów w polu elektrycznym jest pomijalny z powodu bardzo dużej lepkości
(...) Kwas fosforowy oraz jego sole i estry pełnią ważną rolę buforową w płynach ustrojowych, energetyczną (bezwodnikowe wiązania wysokoenergetyczne, np. w ATP i fosfokreatynie) oraz regulatorową

Tutaj cytat Plejadian:

Jesteście podatni na
telepatyczny wpływ, a wasi twórcy mogą wysyłać do was energię pod postacią częstotliwości, która
dosłownie zmienia wasze DNA. Setki tysięcy lat temu przeprowadzali oni nad wami eksperymenty.
“Kim są owi twórcy?" – zapytacie. W końcu dotrzemy do tej części opowieści. Przypominamy wam, że
rozwijacie w sobie historię, którą wam opowiadamy. Rozwija się ona także w wielu cyklach czasu.
Ludzie, którzy żyli blisko Ziemi i rozumieli żeńską esencję, wierzyli, że Bóg obecny jest we
wszystkich rzeczach. Nie mieli jednego Boga, gdyż myśleli abstrakcyjnie. Żyjąc blisko Ziemi, rozumieli
rośliny i zwierzęta. Ich cykle czasu znaczone były przesileniami słonecznymi i równo-nocami,
ponieważ zwracali uwagę na Niebo. Nie mieli gazet; odczytywali świat przeżywając swoje życie.
Stawiało ono więcej wyzwań, a jednak pod wieloma względami było prostsze, ludzie zaś nie starali się
tak bardzo gromadzić dóbr materialnych. Żyli w społecznościach, ponieważ potrzebowali się
nawzajem. Zapamiętywali rodowody, a wielkie znaczenie miała ustnie przekazywana historia. Ludzie
obdarzeni byli dzięki temu bardzo dobrą pamięcią.

(...)

Słońce i Księżyc niosą
częstotliwości, które modulują was w pewien sposób, wpływając na wyraz DNA w komórkach
waszego ciała, w tempie, w jakim powiększa się wasza świadomość.

(...)
waszej biologicznej struktury, oraz wielowymiarowe DNA, które łączy was z poszerzoną tożsamością,
zostały zaprojektowane tak, by rozwinąć się w waszym wnętrzu, niczym nasienie rośliny lub kwiatu,
które podporządkowuje się wzorcowi swego rozwoju i nie musi się zastanawiać czy potrafi dokończyć
ów cykl.

(...)

Wasz kod DNA złożony jest z kolejnych warstw, dzięki czemu możecie rozwijać się w naturalny
sposób.

(...)

zaufać własnej biologii oraz temu, że promienie słońca, komety, planety, gwiazdy, wiatr,
woda, powietrze i eter są zakodowane i celowo zaprojektowane, podobnie jak nasienie pomidora i
wasze DNA.

Warto powyższe informacje zestawić z ukrytymi staraniami za naszymi plecami, mając nas za ciemniaków, którzy nie widzą, co się dzieje:

https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse3.mm.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP.ztQtwhXLyhGHeoZy4JWafgAAAA%26pid%3DApi&f=1&ipt=df3052c18a30c681396e8a30c060cdab6e76e05db76cfc7a1e432d5ac195452b&ipo=images

Ostatecznym celem jest, jak wspomniałem na początku (będę się trzymał bardziej opisowego, i adekwatnego do zrozumienia, języka alchemicznego), zwiększenie energii yang, by m.in. aura człowieka była silniejsza, organizm dzięki temu bardziej odporny, a przede wszystkim, DNA mogło funkcjonować sprawniej ze względu na dodatkową ilość energii (co prowadzi do wzrostu ilości elektronów w cząsteczkach składających się na organizm oraz powiązanych substancji) przepływających przez komórki w ciele. Wg. tego, co mi wiadomo, sama energia słoneczna nie wystarczy do transformacji organizmu (mogę się mylić), ale te procesy z pewnością można wspomagać poprzez świadome starania, by uaktywniać określone części energii (nie - fizyczności, traktowanej jako coś odizolowanego) organizmu. Gdybyście nie mieli energii w organizmie, to wszystkie procesy życiowe by w nim ustały w ułamku sekundy. Natomiast gdyby energia została, a ciało fizyczne zostało porzucone (zdematerializowało się) - nadal byście egzystowali, tyle, że na innym poziomie. Wydaje się, że różnica jest wyraźna: życie pochodzi z energii (nie materii), która to odpowiada za procesy życiowe również w fizycznym organizmie.

548 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2024-06-03 14:47:52)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

To nie są przekazy od Plejadian, tylko radosna twórczość Ziemian. Plejadianie wyraźnie określili, przez kogo będą przekazywać swoją wiedzę. Billy Meier jeszcze nie umarł, więc następcy póki co są mało prawdopodobni. Jakbyś był zaawansowaną cywilizacją, to wybrałbyś jedną wysoko rozwiniętą osobę, czy kilku mniej rozgarniętych do przekazywania wiedzy? Ci mniej rozgarnięci zawsze coś przekręcą, albo dodadzą w dobrej wierze od siebie. Znasz zabawę w głuchy telefon? Ta wiedza, którą tu wklejasz to właśnie efekt 'głuchego telefonu', a nie bezpośrednia wiedza pochodząca od kosmitów. Nie tworzy spójnej całości, bo ktoś ją powtarzał wielokrotnie i nie jest tym, czym była pierwotnie. Dlatego nic z niej tak na prawdę nie wynika. Jak pogadasz bezpośrednio z jakimś kosmitą, to daj znać...

Poza tym Plejadianie tak jak Hejal odżegnują się od dyskusji o Bogu, bo uważają religię za czynnik wsteczny hamujący postęp i rozwój na Ziemi.

Tu masz pełno takich bzdur:
https://lubimyczytac.pl/ksiazki/t/plejadianie
To nie są przekazy od Plejadian, tylko twórczość, która ma zaciemnić obraz, dlaczego nie wyskakuje książka Guido Moosbrugger - UFO z Plejad? Niedługo zniknie z internetu...

549

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Antares napisał/a:

Cały program życia przeciętnego człowieka też jest obliczony na kilkadziesiąt lat - od pierwszych lat życia, po wiek osiągnięcia tzw. dorosłości (w sumie dość arbitralnie przez polityków wybrany), i cały system socjalistyczny (praca, emerytura, renta itd.).

Pomyślcie, co by się stało, gdyby średni czas życia człowieka był dłuższy. Np. o 50 lat więcej. System ekonomiczny by nie utrzymał takiego obciążenia...

Wygląda na to, że życie człowieka i jego długość są precyzyjnie obliczone.

Antares napisał/a:

Tu wspomniałem dlaczego wszystko wskazuje na to, że DNA jest projektem, a nie powstało samoistnie:
https://kosmita.ofp.pl/forum/viewtopic.php?pid=19282#p19282

A skoro jest projektem, to oznacza, że ktoś świadomie zdecydował, że życie człowieka kończy się po kilkudziesięciu latach, choć istnieją na Ziemi organizmy, które żyją wiecznie.

Głównym problemem wg. aktualnego oficjalnego stanowiska przeciwko życiu wiecznemu jest ograniczona ilość podziałów komórek w DNA w ciągu ich życia.

W skrócie: aby się odnawiać, komórki dokonują podziału - za każdym razem jednak ma to pewien efekt uboczny (skracanie się telomerów - jak przeszukacie forum, to pisałem kiedyś więcej szczegółów na ten temat), który w pewnym momencie powoduje, że mechanizm staje się coraz mniej sprawny. Gdy komórki nie mogą się odnawiać, degenerują się. My ten efekt nazywamy "procesem starzenia", ale obiektywnie rzecz biorąc, po prostu procesy organizmu zostały tak zaprojektowane, by ten się po jakimś czasie właśnie degenerował.
I co więcej, robił to stopniowo - by człowiek się do tego faktu psychicznie przyzwyczajał. Mogło to być przecież zupełnie inaczej zaprojektowane, np. tak, że hormony nie wpływałyby na psychikę starca inaczej niż na psychikę np. 30-latka - niby oczywisty fakt, ale czemu mało kto o tym w ogóle myśli???
A jednak tak właśnie jest: wszystkie te elementy (DNA, hormony, fizyka, psychika człowieka) są ze sobą w jakiś sposób zaprojektowane w sposób spójny.

Kluczowym słowem w tym krótkim podsumowaniu z czego wynikają tzw. procesy starzenia się, nie jest wyraz "degenerował" ani "skracały". Tak to mają widzieć nasi współcześni naukowcy - skupiają się, tak jak zresztą współczesna medycyna, na objawach (czyli ostatecznych efektach), i próbują na ich podstawie dedukować co jest prawdą a co nie.
Kluczem do zrozumienia tego, co się tu dzieje na tej planecie, jest dokładne zrozumienie tego, co się kryje pod frazą zaprojektowany. To oznacza, że ktoś miał taką intencję, by życie człowieka było właśnie takiej długości, i tak wyglądało.

Zauważcie, że w przypadku człowieka nawet dzieci mogą mieć już dzieci. Nastolatkom wydaje się, że są dorośli, ale w rzeczywistości to nadal dzieciaki, a  nawet w wieku 70 lat ludzie nadal są dziećmi - pod względem psychologicznym. (Psychicznie są natomiast zależni od fizjologii, to znaczy, że ich psychika zależy w dużej mierze od hormonów, a zatem także od ww. procesów starzenia się - to znaczy, psychika starców została również zaprojektowana, zmienia się zgodnie z przebiegem programu w DNA - inne hormony w innych proporcjach się aktywizują/deaktywizują). Tak krótki jest ten czas życia homo sapiens.

Są to kluczowe informacje. Dlaczego? Bo pozwalają od razu odrzucić masę przypuszczeń i zrozumieć z czego wynika, ale przede wszystkim z czego NIE wynika długość życia organizmu. Czyli znaleźć kluczowe czynniki, odpowiedzialne za życie na Ziemi - zarazem w ogóle, i w szczególnych przypadkach.

To, że istnieją organizmy, które są wieczne (żyją same z siebie nieskończenie długo), prowadzi do kolejnych wniosków, i oznacza co najmniej 2 rzeczy:

- Po pierwsze, oczywiście, ograniczona ilość odnowień komórek nie jest przeszkodą, by organizm mógł się wiecznie regenerować. To, że u człowieka zwykle ten proces wygląda inaczej, NIE jest dowodem, że mógłby być sprawniejszy.

- Po drugie, ktoś owe wiecznie żyjące organizmy tutaj na tej planecie umieścił (zaprojektował i stworzył) - oczywiście nie po to, by sobie teraz gdzieś tam żyły, i nikt o nich się nie dowiedział - przeciwnie, jest to kolejna z informacji pozostawiona dla ludzi, byśmy czytali w owej "księdze natury" i wyciągnęli odpowiednie wnioski.

Innymi słowy, temat nieśmiertelności nieprzypadkowo pojawił się na tej planecie - zarówno w starożytnych przekazach, księgach wiedzy, w tym medycznych, alchemicznych i innych (wg. tych, co je spisywali, przekazanych przez "bogów"), w tradycjach np. egipskich, jak i bezpośrednio w postaci żyjących dowodów. Czyli podsumowując jeszcze raz:

Antares napisał/a:

1. DNA zostało na Ziemi najpierw zaprojektowane
2. Człowiek i jego DNA zostało zaprojektowane w taki sposób, by jego życie trwało średnio ok. 80 lat
3. Cały program jego życia (wcielenia), w tym kwestia starzenia się organizmu (...) został tak zaprojektowany, by człowiek się w te krótkie ramy życia fizycznego wcisnął
4. W tym krótkim czasie życia nie ma on świadomości i pamięci tego, co było przed jego narodzeniem. Nie ma też świadomości ani percepcji rzeczywistości wibracji - widzi jedynie wąskie spektrum światła (częstotliwości) odnoszące się do fizycznej materii.
5. To wąskie postrzeganie i utrata pamięci musiała zostać ustalona już w momencie, gdy zaprojektowano DNA.

Materia jest energią. Ciało astralne jest energią. Oba się kontaktują ze sobą. Po prostu egzystują na innych częstotliwościach (tzw. poziomach). I zmysły działają dzięki częstotliwościom (np. dotyk odbiera inną częstotliwość, węch - inną, słuch - jeszcze inną). Ciało astralne MUSI wchodzić w jakiś sposób w interakcję z ciałem fizycznym. Nie tylko nasze ciało astralne - ale również inne istoty (czyli, innymi słowy, możemy być manipulowani na poziomie, którego nie jesteśmy świadomi - i tak jest, to znaczy, w ten sposób zarządza się i planuje wcielenia). W jaki sposób to się dokładniej odbywa?

Gdy porzucamy ciało fizyczne - chwilowo (stan OBE, czyli stan poza ciałem) lub całkowicie (co następuje gwałtownie, z sekundy na sekundę - co świadczy o tym, że jest to KONTROLOWANY proces tzw. "umierania", a realnie, po prostu odcinania się od ciała fizycznego) - przestajemy wówczas odbierać FIZYCZNE zmysły - to znaczy te, które zależą od fizycznych częstotliwości. Co zostaje? Częstotliwości niefizyczne, czlyi astralne, mentalne i wyższe.

Dopóki jednak jesteśmy w ciele fizycznym, generalnie dominują one w naszej percepcji rzeczywistości. I z jakiegoś powodu ktoś nas wcisnął w te ciała. Ten kontekst jest kluczowy do zrozumienia, w jakiej rzeczywistości się tu znajdujemy. Reszta to nasze ZALOŻENIA - zwykle błędne.

Dlaczego ktoś jednak nas uwięził w takim systemie, w którym właśnie tak to działa - czyli, że jednak energia wciela się w inną postać energii (fizyczną)?

Oraz dlaczego zablokował pamięć.

Odpowiadałem na to pytanie tutaj: https://kosmita.ofp.pl/forum/viewtopic.php?pid=19470#p19470

Tu masz pełno takich bzdur:
https://lubimyczytac.pl/ksiazki/t/plejadianie
To nie są przekazy od Plejadian, tylko twórczość, która ma zaciemnić obraz, dlaczego nie wyskakuje książka Guido Moosbrugger - UFO z Plejad? Niedługo zniknie z internetu...

To prawda, że wielu się podaje za Plejadian. Już się wyrażałaś na temat tego, co uważasz za bzdurę. wink Kryteria oceny, które sugerowałaś, jednak są zupełnie nieprzydatne.

malgosia.wl napisał/a:

To nie są przekazy od Plejadian, tylko radosna twórczość Ziemian. Plejadianie wyraźnie określili, przez kogo będą przekazywać swoją wiedzę. Billy Meier jeszcze nie umarł, więc następcy póki co są mało prawdopodobni.

Pisałaś już o tym. Jeszcze raz zatem: Billy'ego Meiera w żadnym wypadku nie traktuję jako punkt odniesienia, czytałem jego książkę "Ufo z Plejad" raz, wertowałem potem parę razy, i tyle. Nie uznaję jej za prawdę objawioną. wink Już o tym pisaliśmy wyżej.

Jakbyś był zaawansowaną cywilizacją, to wybrałbyś jedną wysoko rozwiniętą osobę, czy kilku mniej rozgarniętych do przekazywania wiedzy?

Kilku. wink

Ci mniej rozgarnięci zawsze coś przekręcą, albo dodadzą w dobrej wierze od siebie.

Czy właśnie tego nie robisz? tongue

Znasz zabawę w głuchy telefon? Ta wiedza, którą tu wklejasz to właśnie efekt 'głuchego telefonu', a nie bezpośrednia wiedza pochodząca od kosmitów. Nie tworzy spójnej całości, bo ktoś ją powtarzał wielokrotnie i nie jest tym, czym była pierwotnie. Dlatego nic z niej tak na prawdę nie wynika. Jak pogadasz bezpośrednio z jakimś kosmitą, to daj znać...

Jest spójna. Jeśli nie jest, możesz wskazać miejsca, w których nie jest. wink To, co opisujesz jako wiedzę spójną, zwykle nie jest nawet wiedzą, i nie ma tam wiele na szukanie niespójności - to zwykle niezwiązane ze sobą fragmenty. Zamykasz dyskusje w niepopartych twierdzeniach. Ja osobiście już znam twoje zdanie na te wszystkie tematy, dopytywałem też nie raz o szczegóły - jeśli tylko do mnie to piszesz, to faktycznie tak jak sugerowałaś wyżej, tracisz tylko czas. A twoje odnoszenie się wyłącznie do moich wypowiedzi właśnie na to wskazuje... Przejrzyj swoje ostatnie posty ile w nich w ogóle jest czegoś, co nie podpada pod tą kategorię.

Żebyś zatem nie musiała pisać w kółko tego samego: moim zdaniem masz bardzo nikłą wiedzę na większość tematów, które komentujesz. Nie obrażaj się, po prostu to widać, wielokrotnie wpadałaś, w tym wątku w szczególności.

Poglądy, które tu ciągle podkreślasz i cytujesz w odniesieniu do tego, co wklejam, są jedynie poglądami, nie są natomiast prawdami objawionymi, a tak to prezentujesz. wink

Poza tym Plejadianie tak jak Hejal odżegnują się od dyskusji o Bogu, bo uważają religię za czynnik wsteczny hamujący postęp i rozwój na Ziemi.

Kłótnia o nazwę Allacha nie ma żadnego sensu. tongue Obniżanie poziomu forum, o którym piszesz, to właśnie takie dyskusje jak ta, które nieustannie inicjujesz. smile Widzę, że ostatnio robisz tu jakąś kampanię antymarketingową pod moimi wypowiedziami wink I wygląda na to, że to jest ostatnio jedyne co masz do napisania.

Osobiście widzę bardzo wiele powiązań, ale ciężko je zawrzeć nawet w długich postach, i na to staram się na tym forum, czyli miejscu, które czyta wiele osób (nie tylko ty), właśnie wskazać.

550 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2024-06-04 14:41:08)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Antares napisał/a:

Jest spójna. Jeśli nie jest, możesz wskazać miejsca, w których nie jest. wink To, co opisujesz jako wiedzę spójną, zwykle nie jest nawet wiedzą, i nie ma tam wiele na szukanie niespójności - to zwykle niezwiązane ze sobą fragmenty. Zamykasz dyskusje w niepopartych twierdzeniach. Ja osobiście już znam twoje zdanie na te wszystkie tematy, dopytywałem też nie raz o szczegóły - jeśli tylko do mnie to piszesz, to faktycznie tak jak sugerowałaś wyżej, tracisz tylko czas. A twoje odnoszenie się wyłącznie do moich wypowiedzi właśnie na to wskazuje... Przejrzyj swoje ostatnie posty ile w nich w ogóle jest czegoś, co nie podpada pod tą kategorię.

Bardziej szczegółowo nie można już pisać, chyba że ktoś ma problemy z rozumieniem słowa pisanego. Albo jego emocje przesłaniają mu obraz tego co jest napisane. Emocje to bardzo zły doradca, najgorszy jaki może być. Ale jeśli nie stać Cię na nic innego, to trudno.

Antares napisał/a:

W skrócie: aby się odnawiać, komórki dokonują podziału - za każdym razem jednak ma to pewien efekt uboczny (skracanie się telomerów - jak przeszukacie forum, to pisałem kiedyś więcej szczegółów na ten temat), który w pewnym momencie powoduje, że mechanizm staje się coraz mniej sprawny. Gdy komórki nie mogą się odnawiać, degenerują się. My ten efekt nazywamy ‘procesem starzenia’, ale obiektywnie rzecz biorąc, po prostu procesy organizmu zostały tak zaprojektowane, by ten się po jakimś czasie właśnie degenerował.
I co więcej, robił to stopniowo - by człowiek się do tego faktu psychicznie przyzwyczajał. Mogło to być przecież zupełnie inaczej zaprojektowane, np. tak, że hormony nie wpływałyby na psychikę starca inaczej niż na psychikę np. 30-latka - niby oczywisty fakt, ale czemu mało kto o tym w ogóle myśli???
A jednak tak właśnie jest: wszystkie te elementy (DNA, hormony, fizyka, psychika człowieka) są ze sobą w jakiś sposób zaprojektowane w sposób spójny.

No to jedziemy szczegółowo.
Komórki mają naturalny mechanizm do odnawiania się, tylko trzeba im stworzyć warunki., aby mogły to robić. Moja ciocia, która dożyła 96 lat maiła skórę twarzy bez żadnych zmarszczek i do końca wyprostowaną sylwetkę, nigdy nie umyła twarzy ciepłą wodą, zawsze lodowato zimną. DNA degraduje się w temperaturze 36,6 C, jak obniży się temperaturę do 36,0 C lub 35,0 C procesy znacząco zwalniają. Głodówka połączona z ćwiczeniami fizycznymi usuwa z organizmu stare i zwyrodniałe komórki, a na ich miejsce powstają młode i zdrowe. Ten proces można ciągnąć bardzo długo (jak długo, każdy może się sam przekonać). Oddychanie czystym powietrzem jest też bardzo ważne, palenie przyspiesz procesy starzenia znacząco. Przez ludzkie płuca przechodzi dziennie około kilku kilogramów tlenu, z którego pobierane są swobodne elektrony potrzebne do procesów metabolicznych. Jeżeli ktoś mieszka w dużym mieście, takim jak np. Warszawa czy Kraków, to od urodzenia skazany jest na oddychanie smogiem. Jego energetyka jest mocno zaburzona i czasami może gadać bzdury i emocje biorą górę nad zdrowym rozsądkiem.

Podsuwanie wiedzy pod nos jest mało wychowawcze, bo druga strona nie wykazuje zaangażowania w proces zdobywania wiedzy i uważa, że wiedza jej się należy tylko dlatego, że istnieje, a tak nie jest. Nasz świat jest tak skonstruowany, żeby się wyslilać, aby coś zdobyć, bo to prowadzi do rozwoju. Bezwładność to element wpisany w nasze życie, w nasz wymiar i aby coś osiągnąć, trzeba wykonać pracę. smile

Tak samo jak symetria wszechświata w teorii strun to bzdura. Wystarczy popatrzeć na człowieka, to, że ma dwie ręce i nogi nie oznacza, że są one symetryczne, prawa ręka jest częściej używana, niż lewa, prawa półkula mózgowa spełnia zupełnie inne funkcje niż lewa, prawe płuco ma inną ilość płatów niż lewe, serce nie jest umiejscowione centralnie, tak samo śledziona, wątroba i trzustka. Energia też krązy po ciele po asymetrycznych merydianach. Naśz świat absolutnie nie jest symetryczny, liście na drzewach nie są symetryczna, gałęzie nie są symetryczne, bo to gwarantuje największą powierzchnię do fotosyntezy. Galaktyki nie są symetryczne tylko spiralne, układ słoneczny też nie jest symetryczny. Lądy na ziemi nie są symetryczne wględem równika. Raczej powiedziałabym, ze struktura naszego świata jest bardziej fraktalna niż symetryczna. Korale czasu to też fraktal a nie struktura symetryczna. Kule w lotto też pozornie są takie same, ale za każdym razem wypadają inne numery i nie ma tutaj żadnej logiki, albo jest, ale opiera się na zupełnie czym innym. A teoria strun zakłada symetrię, bo Platon, Arystoteles i inni tak uważali. Opieranie wiedzy na tego typu teoriach, które tak na prawdę są tylko wstępem do odkrywania nieznanego, niesprawdzoną hipotezą, mającą luki jest ślepym zaułkiem. Co wynika z teori strun? Czy możemy w sposób jednoznaczny wytłumaczyć grawitację? Jeśli tak to dlaczego jeszcze nie stworzyliśmy napędu antygrawitacyjnego, bo teoria strun ma tłumaczyć wszystko, co nas otacza?

551 Ostatnio edytowany przez Antares (2024-06-04 10:12:55)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

malgosia.wl napisał/a:

Pisanie nie na temat jest złamaniem regulaminu Forum

No to mamy pierwszą kandydatkę smile

malgosia.wl napisał/a:

Nie pisz następnych, daj się dobrze wyśmiać z tego powyżej... smile

Myślałem, że jesteś trollem wink Ale teraz myślę, że sama odpowiadasz na swoje pytania:

malgosia.wl napisał/a:

energetyka jest mocno zaburzona i czasami może gadać bzdury i emocje biorą górę nad zdrowym rozsądkiem.

Pewnie jeszcze uważasz, że twoje złośliwości to szczyt mądrości.
wink

Te rzeczy, które opisujesz wyżej, to rytuały. One mają pewien kontekst na tej planecie, i biorą się z pewnych zasad działania środowiska, organizmu, energetyki itd.

Można zauważyć w historii ludzkości taki schemat: ci, którzy szukają (to znaczy nie zakładają, że już znaleźli), mogą nie znaleźć, jednak ci, którzy nie szukają, praktycznie nigdy nie znajdują. Te historyczne postacie, które wpłynęły na ludzkość (w zaplanowany przez istoty pozaziemskie sposób, o czym już pisałem, to znaczy urodzili się w danym wcieleniu by zmienić bieg rozwoju ludzkości), zawsze były praktycznie zainteresowane jakimś tematem. Kto nie bada, zamyka się w swoim ogródku. wink

Ci, co zakładają, że już znaleźli, zwykle innym mówią, co mają myśleć i jak mają myśleć. wink Jeśli jesteś naprawdę taka pewna swojej wiedzy (w co jednak wątpię), możesz zawsze napisać książkę i na niej zarabiać, przeciętni obywatele tej planety właśnie potrzebują na tacy podanych rytuałów - co mają i jak robić, podane w szczegółach.

malgosia.wl napisał/a:

To Forum to jest właśnie KONTAKT, innego na razie nie będzie

Kontakt z istotami pozaziemskimi ma tu miejsce od początku istnienia rasy homo sapiens, a nie od kilkunastu lat. Ta planeta to wielka księga i rejestr ingerencji istot pozaziemskich. Ciemny lud ma o tym nie wiedzieć, trzyma się nas na kagańcu praktycznie od urodzenia do śmierci, byśmy specjalnie nie myśleli. Informacje są tu ukryte na każdym kroku. Trzeba jednak mieć do nich klucz - a narzędziem są oczywiście nasze umysły. Myślę, że warto jednak poszerzać perspektywę...

552 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2024-06-04 14:39:09)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Antars napisał/a:

Ci, co zakładają, że już znaleźli, zwykle innym mówią, co mają myśleć i jak mają myśleć. wink Jeśli jesteś naprawdę taka pewna swojej wiedzy (w co jednak wątpię), możesz zawsze napisać książkę i na niej zarabiać, przeciętni obywatele tej planety właśnie potrzebują na tacy podanych rytuałów - co mają i jak robić, podane w szczegółach.

Typowe podejście kowalskiego, zbić kasę. Kasy mam akurat tyle co mi trzeba, więc nie muszę zarabiać na pisaniu książek. A wiedzę przekazuję za darmo, bo taki mam kaprys. Sama ją dostałam w pewnym sensie za darmo...

553 Ostatnio edytowany przez Antares (2024-06-07 09:13:43)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

malgosia.wl napisał/a:

Typowe podejście kowalskiego, zbić kasę. Kasy mam akurat tyle co mi trzeba, więc nie muszę zarabiać na pisaniu książek. A wiedzę przekazuję za darmo, bo taki mam kaprys. Sama ją dostałam w pewnym sensie za darmo...

Większość ludzi uzasadnia sobie wszystko kaprysami smile Ja nie mam nic osobiście przeciwko zarabianiu na czymkolwiek, jeśli jest to uczciwe. Niektórzy mają po prostu tak zaplanowane wcielenie, by np. zajmować się uzdrawianiem czy przekazywaniem i zdobywaniem wiedzy - i wówczas to jest najbardziej naturalny dla nich kierunek by za te usługi brać właśnie zapłatę (np. szamani, których warto dokładniej zrozumieć, bo ich wcielenia/życia rzucają światło na szersze zrozumienie systemu inkarnacji na Ziemi niż zwykłych kowalskich). Jeśli uważasz, że wykładowcy, lekarze czy nauczyciele nie powinni brać pieniędzy za swoją pracę, to powstaje pytanie, skąd w takim razie mają brać pieniądze smile Mam wrażenie, że wokół tych tematów zrobiła się jakaś pseudo-religia (dogmatyczne założenia) w ezoterycznym światku. Ja mam bardziej racjonalne uzasadnienie czemu nie zamierzam brać kasy za taką wiedzę (chyba, że będzie to uzasadnione z punktu widzenia przekazywania wiedzy, a nie koncentracji na zarobku): po prostu uzależnienie kasy od ważnych rzeczy (a takimi są tematy poruszane na forum) stwarza ryzyko "wąskiego gardła" - dostosowania twojego przekazu lub usługi do tego, gdzie zarobisz wystarczająco, by się utrzymać, a nawet więcej (co z ekonomicznego punktu widzenia jest racjonalne)... I w praktyce to właśnie tak wygląda, że niektórzy zainteresują się za młodu np. ajurwedą lub TCM i potem chcą mieć zawód związany wyłącznie ze swoją pasją - ale w praktyce w naszym światku prowadzi to do zakładania biznesów (które przecież muszą zarabiać, by się utrzymać w naszym systemie podatkowym, z horrendalnymi i stale - celowo - podwyższanymi rok w rok ZUSami), które tak krytykowałaś. wink Pisałem już o tym, tyle, że nie w kontekście zarabiania. Planeta Ziemia została zaprojektowana przede wszystkim jako system ekonomiczny: od świata zwierząt, poprzez świat roślin, aż do człowieka mają tu miejsce pewne ekonomiczne zależności, które decydują wręcz o przetrwaniu (dlatego musisz zarabiać, by mieć w ogóle na "chleb"). W naszej globalnej cywilizacji XXI wieku już nie żyje się tak jak np. 500, 1000 czy parę tys. lat temu. Nie możesz sobie od tak po prostu zignorować cywilizacji (niektórzy to próbują robić), musisz mieć dzisiaj szerszą perspektywę na wszystko: a ta w praktycznym sensie sprowadza się do decyzji życiowych. Np. skąd będziesz brała pożywienie - podstawowy temat, czyli problem, zaprojektowany dla wcielających się tu ludzi. Ludzie podejmują zazwyczaj taką decyzję, jaką ty i inni na tym forum podjęli: po prostu szukają sobie pracy. smile Niektórzy Polacy (całkiem sporo) sobie też dorabia na boku. Kwestia tego, czy dodatkowo sprzedawać usługi czy wiedzę z zakresu "ważnego", a nie tylko zajmować się pracą "nieważną", powinna być moim zdaniem jednak podyktowana pewną perspektywą, ale oczywiście każdy ma swoje podejście i swoją analizę sytuacji na tej planecie...

Podstawą życia na Ziemi i we wszechświecie według starego taoistycznego paradygmatu jest zmiana (transformacja). Wszystko się zmienia w coś innego - yin i yang (dwa podstawowe pierwiastki - są to realne bieguny, o których można się przekonać np. choćby dzięki prądowi elektrycznemu lub istnieniu atmosfery ziemskiej) wzajemnie siebie "przenikają" i na siebie wpływają, powodując dynamiczną zmianę, czyli transformację. Efektem działania tych zmian/transformacji jest wiecznie zmieniająca swoją naturę energia, którą taoiści określali jako 5 przemian (faz) energii qi. Jest to podstawowa (fundamentalna) kwestia, która wpływa m.in. na organizm ludzki (Tradycyjna Medycyna Chińska we współczesnej formie opiera się na nich w sposób bardzo uproszczony, są tam też oczywiście błędy, jak zawsze, gdy każdy medyk, chiński czy nie-chiński, po swojemu interpretuje zależności różnych typów energii qi), w tym na transformację (rozwój i degradację) organizmu na przestrzeni całego wcielenia:

https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse1.mm.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP.Myq_NhLIhcGgUSjWLVmuHwHaCO%26pid%3DApi&f=1&ipt=4fda8c89d79f905094156c859c0fabdb6fca7541e8c34fc4562aa21827ef250b&ipo=images

Ta transformacja organizmu jest zaprojektowana. I to zaprogramowana w dodatku - przez program, który według aktualnej oficjalnej wiedzy naukowej jest zapisany w DNA, czyli centralnego elementu każdej komórki, od którego zależy ostatecznie funkcjonowanie działania całego organizmu, w tym przemiany i tworzenie się nowych komórek (zastępujących stare) - cała kwestia degradacji organizmu toczy się zatem właśnie wokół tych procesów, patrząc na te kluczowe procesy z lotu ptaka. Szersze spojrzenie i perspektywa na działanie komórki i DNA jest bardzo ważna i warto tą wiedzę połączyć ze starożytną wiedzą, tym bardziej, że paralele i odkrycia różnych badaczy wyraźnie wskazują, że historycy mylą się odnośnie stopnia zaawansowania starożytnych (a dokładniej, posiadanej i przekazywanej wiedzy - często ukrytej świadomie za symbolami) i ich rozumienie wskazuje albo na zaskakująco duży stopień ignorancji albo wręcz hipokryzję, gdyż powszechne przekonania na temat starożytnych są sprzeczne w wielu miejscach. Medycyna współczesna nie jest dużo bardziej zaawansowana od tej starożytnej, naukowcy wręcz są bardzo zaskoczeni nawet choćby stopniem zaawansowania pra-starożytnej chirurgii. Część wiedzy starożytnych jednak odrzucają (bo zakładają z góry, że to taka "magia"), natomiast część ich bardzo zaskakuje... smile

554 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2024-06-07 10:20:58)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

W uproszczeniu: od szóstej sylwetki kończą się procesy wzrostu, a zaczynają  się procesy starzenia. Biologia jest nieubłagana (przyjrzyj się szkieletom tych sylwetek), ale znając mechanizmy AUTOFAGIIi, można temu przeciwdziałać:

https://mito-med.pl/artykul/autofagia-kluczem-do-dlugiego-zycia-jak-ja-aktywowac

Nie trzeba stwarzać skomplikowanych teorii, życie jest prostsze niż się wydaje. Twoi ukochani taoiści też z tego korzystali, świadomie lub nie. Dlaczego inni z tego nie korzystają? Dobre pytanie.... smile

555

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

malgosia.wl napisał/a:

W uproszczeniu: od szóstej sylwetki kończą się procesy wzrostu, a zaczynają  się procesy starzenia.

To jest właśnie to uproszczenie na poziomie ogólnym, które daje błędne wyobrażenie. Procesy starzenia są naiwnie rozumiane właśnie przez te sylwetki przez ludzi wink Problem jest złożony i wynika m.in. z faktu, że ludzie są materialistami (postrzegają cały wszechświat/makrokosmos, a także organizm ludzki/mikrokosmos) przez pryzmat materialnej "końcówki" - a właśnie chodzi o to, że jest to etap na samym końcu procesów życiowych. Innymi słowy, organy u człowieka czy u zwierząt działają dzięki procesom życiowym, a one nie są tożsame z materialnymi, "twardymi" organami. Ale tak to właśnie widzi przeciętna osoba (czyli materialista) na tej planecie. W skrócie, nie rozumiejąc procesów, widzisz tylko zewnętrzny efekt (dlatego mamy medycynę opartą na objawach, a nie źródle/przyczynach, która wynika z procesów). Procesów życiowych NIE rozumiemy (w sensie oficjalnym), i o nich mówili taoiści.

Biologia jest nieubłagana (przyjrzyj się szkieletom tych sylwetek), ale znając mechanizmy AUTOFAGIIi, można temu przeciwdziałać:

https://mito-med.pl/artykul/autofagia-kluczem-do-dlugiego-zycia-jak-ja-aktywowac

Nie trzeba stwarzać skomplikowanych teorii, życie jest prostsze niż się wydaje. Twoi ukochani taoiści też z tego korzystali, świadomie lub nie. Dlaczego inni z tego nie korzystają? Dobre pytanie.... smile

Po pierwsze, bo używali innych pojęć (mieli inny "aparat", czy też system pojęć), po drugie, jest to to, co nazywamy "rytuałem".

556

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Antares napisał/a:

W skrócie, nie rozumiejąc procesów, widzisz tylko zewnętrzny efekt (dlatego mamy medycynę opartą na objawach, a nie źródle/przyczynach, która wynika z procesów). Procesów życiowych NIE rozumiemy (w sensie oficjalnym), i o nich mówili taoiści.

Taoiści też ich nie rozumieli, a mimo tego intuicyjnie robili rzeczy, które pozwalały im znacznie przedłużyć egzystencję, nawet do kilkuset lat. Ci natomiast którzy tworzyli te teorie nie dociągnęli nawet do setki, bo poszukiwali cudownego eliksiru, jednak to nie eliksir tylko cały zespół czynników powoduje starzenie, więc trzeba zastosować cały zespół czynników, aby je skutecznie odwrócić. Z biegiem czasu tworzy się nawyk i trwamy w niezmienionym stanie, nie robiąc wielu rzeczy, które robi statystyczny Polak (no chyba, że nas przejedzie np. samochód).

Którą sylwetką jesteś obecnie, Antares? smile

557

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

malgosia.wl napisał/a:

Którą sylwetką jesteś obecnie, Antares? smile

Na razie jestem dzieckiem (pomiędzy pierwszą a drugą), i zamierzam ten stan zachować. big_smile Ale moje procesy działają zupełnie inaczej...

A ty?

wink

malgosia.wl napisał/a:

Taoiści też ich nie rozumieli, a mimo tego intuicyjnie robili rzeczy

Nie do końca tak jest. Oni je dobrze rozumieli, można się zdziwić jak dobrze (jak wspomniałem w poprzednim poście), tyle, że nie używali takich terminów jak my do opisu tych pojęć. Dzisiejszy system edukacyjny tworzy w głowach ludzi głęboko zakorzenione wyobrażenie, że starożytnie byli prymitywni, i - jak wielokrotnie uczulałem - nasza dzisiejsza nauka "dopiero" prawidłowo wyjaśnia te wszystkie zależności. Tak nie jest, wielokrotnie to wyjaśniałem w swoich wypowiedziach.

malgosia.wl napisał/a:

Ci natomiast którzy tworzyli te teorie nie dociągnęli nawet do setki

Ci, którzy tworzyli te teorie, to były często istoty pozaziemskie, które właśnie są nieśmiertelne, lub byli tzw. gwiezdnymi wędrowcami (ale świadomymi, a nie nieświadomymi, jak my tu na forum wink ), niektórzy wg. zapisków żyli tysiące lat, ale oficjalna historia ten fakt traktuje jako nieprawdę, i na podstawie tego błędu myślowego i wokół niego stworzyła wyobrażenia o starożytności, które jak wspomniałem, są nieprawdziwe i mylące - przeciętnego ucznia (w tym ucznia uniwersytetu), oczywiście celowo: jesteśmy tu utrzymywani w stanie ciemnoty i ignorancji. smile Nie rozumiemy nawet swoich własnych procesów umysłowych - uczymy się głównie "na pamięć", najbardziej prymitywny i bezsensowny sposób uczenia, w zasadzie bezużyteczny - i jest to zabieg celowy.

malgosia.wl napisał/a:

bo poszukiwali cudownego eliksiru, jednak to nie eliksir tylko cały zespół czynników powoduje starzenie, więc trzeba zastosować cały zespół czynników, aby je skutecznie odwrócić.

"Eliksir" to jest metafora (symbol). Ta wiedza celowo była ukryta za symbolami, ci, których opisujesz, uważali się za taoistów, jednak byli tylko nimi w zewnętrznym, formalnym, a potem także zinstytucjonalizowanym wydaniu - rzeczywiście ci ludzie nie rozumieli (jak to zresztą wskazują niektóre źródła taoistów) tych procesów, i uważali, że było to dosłowne rozumienie alchemii, np. właśnie eliksiru, "kamienia filozoficznego", ołowiu, złota, rtęci, soli, wysp, skarbów itd. big_smile

malgosia.wl napisał/a:

Z biegiem czasu tworzy się nawyk i trwamy w niezmienionym stanie, nie robiąc wielu rzeczy, które robi statystyczny Polak (no chyba, że nas przejedzie np. samochód).

Rzeczywiście tak to wygląda u człowieka... zazwyczaj. Podstawą tworzenia nawyków jest nieświadomość. Są zaawansowane jednostki, które nie muszą już opierać się na nieświadomości (w tym nawykach), i nie muszą niczego sobie wyrabiać jako automatu, świadomie podejmują decyzję. Ale zanim do takiego poziomu świadomości dojdziemy, musimy najpierw zacząć od bardziej podstawowych rzeczy związanych ze świadomością różnych procesów... Oczywiście warto to robić, w tym uświadamiać sobie na różnych poziomach jak działa organizm...

558 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2024-06-08 01:05:09)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Antares napisał/a:

Na razie jestem dzieckiem (pomiędzy pierwszą a drugą), i zamierzam ten stan zachować. big_smile Ale moje procesy działają zupełnie inaczej...

Nie mów, ze Ci się kości jeszcze nie wykształciły, zatrzymałeś się w rozwoju na okresie dziecięcym?
A tak poważnie to szósta sylwetka (około 20 lat) ma wadę postawy i okrągłe plecy, pewnie od siedzenia przed komputerem, o okularach na nosie nie wspomnę. Większość młodych ludzi teraz tak wygląda, są już skazani na starość, bo pewnie nic z tym nie robią i nie zrobią. Intuicja to umiejętność dostrzegania tego, czego nie widzą inni, ale trzeba sobie wypracować odpowiednie mechanizmy...

559 Ostatnio edytowany przez Antares (2024-06-08 10:55:46)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Podstawą życia na tej planecie jest fakt, że coś się wciela w materialną powłokę. Owo coś, co większość za religiami nazywa "duszą", ma charakter niematerialny - także w precyzyjnym sensie naukowym zgodnie z rozróżnieniem cząstek materii oraz nie-materii (nazywanej przez fizykę energią). Zrozumienie zjawiska energii jest głównie dokonywane w dziale fizyki kwantowej, a obecny sposób jej rozumienia jest zaledwie na bardzo początkowym etapie, a pierwsze odkrycia z pierwszej połowy XX wieku nadal są obowiązującymi paradygmatami po niecałych 100 latach (a od 60 lat, tzn. dokładnie od 1964 roku, jest już totalna posucha w nowych rewolucyjnych odkryciach, mimo, że mamy "potężne", "zaawansowane" (w zależności od tego jaki punkt odniesienia przyjmiemy) technologie takie jak zderzacz hadronów cern, uważany za szczytowe osiągnięcie obecnej ludzkiej technologii)! Innymi słowy, nadal nie wiemy oficjalnie praktycznie nic o energii, ta wiedza zatrzymała się na etapie szczątkowym na samym początku - dlatego z reguły kwestie energii pomijamy w naszym codziennym myśleniu, mimo, że wiemy gdzieś tam ze szkoły, że ona istnieje. wink

To jest szerszy kontekst życia na planecie Ziemia: energia. Życia miliardów gatunków różnych form... niesamowity cud, dlaczego go jako ludzkość ignorujemy i nie czytamy w tej księdze życia podstawowych faktów, a zamiast tego próbujemy jak ślepcy dotykać różnych części słonia? smile Wrócę do tego niżej.

https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse1.mm.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP.BfDR105cz14F9qOXuspCjgHaFC%26pid%3DApi&f=1&ipt=c78a94e038330d440806b2159ceae8c5b52a5c5200ec06df913eca65071d31d9&ipo=images

Tak jak na powyższym obrazku wygląda zrozumienie energii przez człowieka, i zrozumienie życia przez naukę. smile Zawężenie percepcji, uwagi, umysłu itd. prowadzi do czegoś, co pewien naukowiec określił "iluzją wiedzy".

I tym problemem - iluzjami umysłu - setki i tysiące lat temu zajmowali się m.in. buddyści, którzy stworzyli cały system ćwiczeń mający stworzyć takie fundamenty umysłowe, które można potem "hurtowo" stosować do zdobywania wiedzy na temat życia, świata i wszechświata... oczywiście, nie wiemy nic o tym oficjalnie z kilku powodów, jeden z nich jest taki, że buddyści ukrywają w tajemnicy swoje najważniejsze odkrycia - nie znaczy to, że nie ma ludzi na Ziemi, którzy nie tylko poznali sekret wiecznego życia, oni poznali znacznie więcej - i także wiedzą, co robią, nie chwaląc się tym na prawo i lewo. Na tym obrazku widać jedynie prymitywny efekt tych nauk (lewitacja) rozpowszechniony wśród ludu:

https://thumbs.dreamstime.com/b/fakirs-young-man-explores-street-32745458.jpg

Ajurweda określała umysł jako zmysł (zdolność do postrzegania rzeczywistości), jest to oczywiście prawda - tyle, że ten zmysł umysłowy, który potrafi poszerzyć naszą perspektywę, jest zaciemniany, o tym także niżej.

malgosia.wl napisał/a:

Nie mów, ze Ci się kości jeszcze nie wykształciły, zatrzymałeś się w rozwoju na okresie dziecięcym?
A tak poważnie to szósta sylwetka (około 20 lat) ma wadę postawy i okrągłe plecy, pewnie od siedzenia przed komputerem, o okularach na nosie nie wspomnę. Większość młodych ludzi teraz tak wygląda, są już skazani na starość, bo pewnie nic z tym nie robią i nie zrobią. Intuicja to umiejętność dostrzegania tego, czego nie widzą inni, ale trzeba sobie wypracować odpowiednie mechanizmy...

To prawda, zatrzymałem się w rozwoju, już to odpisywałem Felio kiedyś, dlatego nie przejmuję się teraz wieloma rzeczami, którymi ludzie muszą (albo raczej "muszą") się przejmować. big_smile Ci, którzy potrafią rozwinąć określone zdolności, mogą tygodniami przebywać na zimnie w Himalajach, tygodniami wpatrywać się w ekran komputera non-stop, zarządzać zarówno swoim ciałem jak i umysłem. Co więcej, niektórzy mogą się gapić w ekran przez całe życie i nie potrzebują okularów, inni - nawet bez patrzenia w komórki itp. mają wadę wzroku. Te wady, o których piszesz, mają bardziej złożone podłoże, dochodzi tu kilka czynników m.in. tzw. wady genetyczne... o tym już pisałem kiedyś. W pierwszej połowie XX wieku było kilka trendów w rodzącej się dziedzinie psychologii (bardzo prymitywnej oczywiście), ludzie wtedy byli zafascynowani osiągnięciami na polu pierwszych maszyn liczących (komputerów) i często uważali, że da się stworzyć sztuczne życie i sztuczną świadomość - co wpłynęło na sposób myślenia o psychologii człowieka. Była jedna roszczeniowa grupa wśród ówczesnych psychologów, próbująca narzucić reszcie swój sposób myślenia, nawet nie filozofię, ale założenia: że każdy człowiek jest w momencie narodzenia taki sam, każda dziewczynka jest równa każdej innej dziewczynce, a każdy chłopak innemu chłopakowi - to założenie mówiło o tym, że jesteśmy "czystą kartą" (taki termin wtedy stał się popularny na określenie tego założenia), tzn. nie ma w roku 0 żadnych różnic, i dopiero dalsze wydarzenia, wpływ rodziców, edukacji, traumy (ulubiony temat psychologów - podobno dlatego, że sami mają ich mnóstwo wink ) itp. powodują, że człowiek odbiega od tego punktu początkowego, punktu "zero", czyli czystej karty, i zaczyna mieć różne wady itp. Ta głośna, roszczeniowa grupa ostatecznie nie wygrała batalii o dominującą teorię w psychologii, spotkała się najpierw z reakcją przeciwstawną, a potem z całym szeregiem dowodów, które zaprzeczyły, że jesteśmy w momencie narodzin totalnie czystą kartą.

To, co opisujesz, sugeruje, że wszelkie wady, jakie mogą mieć ludzie, od wad wymowy, po wady z sylwetką (znałem osoby, które urodziły się z garbem), ww. wady wzroku, po inne wady, jak zespół downa lub zupełny brak wzroku lub słuchu, jest wynikiem wyłącznie naszych działań/decyzji. Powiedziałbym, że otyłość (skłonność do otyłości) także jest wadą genetyczną, a nawet wiele innych, których medycyna współczesna nie określa jeszcze w ten sposób (jest prymitywna, nie należy po niej wiele oczekiwać) - ale jeśli zidentyfikujemy różne bardziej drobne cechy, okaże się, że nie ma na tej planecie człowieka idealnego (bez choćby drobnych wad) - nawet proporcje choćby twarzy lub ręki, czy jakiś pieprzyk gdzieś na skórze... Dlatego uważam, że rzeczywistość nie wygląda tak, że wystarczy zastosować prostą funkcję: f(ćwiczenia fizyczne, właściwy fizyczny styl życia) = brak wad i długie życie.
smile

Należy oddzielić od siebie dwie rzeczy: zrozumienie problemu oraz odpowiednie do zidentyfikowanego problemu rozwiązanie (zresztą to samo dotyczy źródła informacji oraz samej informacji w nich zawartych - jeśli choć minimalnie zakładamy, że autorytarność informacji nadaje jej wyższą wartość niż tej, której nie uważam obecnie za autorytarną, co jest typowym problemem w nauce i w zasadzie wszędzie, także przy channelingach, to znaczy, że popełniamy podstawowy błąd w rozumowaniu). Za chwilę wrócę do tego niżej w kontekście życia na tej planecie.

To odpisywałem m.in. Felio:

Antares napisał/a:

Jednak gdyby rozwinąć to bardziej szczegółowo, to:
- nie wierzę w ewolucję w wyższą rasę, natomiast człowiek z góry został zaprojektowany z ogromną ilością kodów DNA, które następnie, w ciągu tysięcy lat, będą aktywowane - propaganda ma mówić, że to wynik rozwoju, moim zdaniem tak nie jest, jest to wynik sprytnej aktywacji określonych kodów, które u większości są nieaktywne; ta aktywacja odbywa się z początku tylko u niektórych ludzi

Główną puentą jest to, że do technicznie stworzonego organizmu człowieka pewne istoty (istoty pozaziemskie stojące za stworzeniem życia na Ziemi) dorobiły filozofię. Ta filozofia stoi u podstaw religii, którą one następnie zgodnie z wcześniejszym planem przekazywały, a także w większości przypadków ezoteryki (reinkarnacja, system wymagań dotyczący wcieleń itd.). Można jednak pominąć tą całą filozofię i skupić się na aspekcie technicznym. W nieporadny (wyżej wyjaśniłem dlaczego) sposób próbuje robić to nauka. Nauka to system dla mas, wbrew swojemu fasonowi, który próbuje ciągle utrzymać. My najlepiej zrobimy, jeśli będziemy myśleć niezależnie, tzn. traktować te wszystkie informacje jako informacje, i nic więcej. Nie mając klucza, będziemy wiecznie obmacywać słonia, dlatego trzeba mieć właściwą strategię na to, by pominąć te pośrednie etapy po omacku i od razu "wspiąć" się na odpowiednią wysokość, by z lotu ptaka zobaczyć właściwą perspektywę.
Wcześniej już to humorystycznie próbowałem pokazać przy pomocy m.in. tego obrazku smile

https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse1.mm.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP.lpv401Qltvj3xHCDR8xWzgHaEP%26pid%3DApi&f=1&ipt=6a466edf3810359eced720594429a3da23bdfd5dceaba4134f356c8194b20fd1&ipo=images

Kwestia rozwoju, zahamowania pewnych procesów, ich stymulacji itd. jest kwestią techniczną - której nie rozumiemy i mamy nie rozumieć w aktualnej erze jako całe ziemskie (prymitywne) społeczeństwo - ten prymitywizm jest wkalkulowany przez istoty zarządzające systemem reinkarnacji oczywiście, a wszystkie odkrycia, jakich będziemy świadkami i jakich byliśmy świadkami, zostały zaplanowane, a część odkryć nawet przekazana bezpośrednio przez istoty pozaziemskie (planowo, nie przypadkowo), niektóre z nich w dodatku za pośrednictwem snów (np. współczesnym naukowcom). Natomiast w nielicznych indywidualnych przypadkach może być (i jest) inaczej, tzn. są i będą osoby, które poznają szerszy obraz rzeczywistości, w tym tematy, o których mówimy w tym wątku.

Osoby z tego forum, samą obecnością (nawet pasywną) na tym forum aspirują do tych ostatnich. Interesuje nas poznanie czegoś więcej, niż zwykły kowalski, innymi słowy, interesuje nas zdobycie odpowiedniej perspektywy, a ta perspektywa pozwala znacznie szybciej poruszać się po labiryncie informacji (głównie śmieci), bo wówczas nie jesteśmy jak naziemne zwierzaczki opierające swoją egzystencję i potrzebne do tego zdobywanie informacji o otoczeniu na podstawie np. zmysłu węchu (nieważne, jak bardzo rozwiniętego) - można nazwać ich "wąchaczami", ale raczej jak orły, które widzą wszystko w odpowiedniej perspektywie.

Odpowiednik ludzki takich wąchaczy, których perspektywa jest mocno zawężona (te okularki to symbol krótkowzroczności) smile - to jest dokładnie ten sam symbol, tylko w innej formie, co powyższy obrazek ze słoniem:

https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse3.mm.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP.r6BbSjR1xQEULeF0T-XtLwHaJ3%26pid%3DApi&f=1&ipt=83d5788e42629fd02571f13a125762fd8c1246ee43536608bff0464b39939bd7&ipo=images

Generalnie, najciemniej jest pod latarnią. Dlaczego wyżej napisałem, że kwestia zdrowia jest w ogóle "problemem" tzn. w ogóle taki problem tu na Ziemi istnieje, i że "musimy" szukać na ten problem rozwiązać? wink

Znowu zacytuję swoje wypowiedzi dotyczące kontekstu życia na Ziemi:

Antares napisał/a:
Krykers napisał/a:

Pamiętasz jak mówiłeś kiedyś o szerszym spojrzeniu na rzeczywistość? smile

Tak. Moim zdaniem wciskamy sobie prawie non stop kity na temat tego jaka jest rzeczywistość.

Nasze umysłu są zaprogramowane na zawężenie oraz nieświadomość samych siebie oraz swoich poglądów, a tym bardziej skąd one się wzięły.

Poglądy to nie tylko myśli. Poglądy to także wibracje - taka mentalna "otoczka" myśli, którą można rozpoznać i zidentyfikować, ale wymaga to obserwacji. Dopóki tego nie zrobimy, tkwimy w zawężonym polu widzenia - "postrzegamy" wszystko umysłem przez pryzmat tej pozawebralnej wibracji
(...)

Umysł jest realny, nasze myśli są realne, zaś iluzja, o której piszesz, jest skonstruowana przede wszystkim z "konstruktów mentalnych" - nie są to myśli, są to ww. "otoczki" myśli, jakby energie (którymi w istocie są), tworzące pryzmat dla całego naszego myślenia.

To są własnie te okowy, które nie pozwalają ludziom normalnie myśleć. Jeśli przyrównać umysł do poruszania się w świecie fizycznym, to nasze umysły na tej planecie, a nawet poza ciałem fizycznym, tzn. nawet po śmierci, są zawężone do bardzo określonych, z góry ZAPROJEKTOWANYCH, "ścian" mentalnych - tak, jak szczur eksperymentalny jest ograniczony ścianami labiryntu, do którego został wrzucony. Dopóki jesteśmy mentalnie w tym zaprojektowanym labiryncie, nie przejdziemy przez ścianę - poruszamy się po z góry zaprojektowanych ścieżkach...

W ten sposób ludzkość tu jest kontrolowana.



Antares napisał/a:

psychologia człowieka dekada po dekadzie ma podłoże fizjologiczne tak naprawdę. Jestem 100% pewny, że nawet wygląd starucha został precyzyjnie zaprojektowany: tak, by z jednej strony zmarszczki układały się w określony sposób, z drugiej, by "image" starszego pana czy pani wywoływał pewien respekt. To samo z ich powolniejszymi, wyważonymi ruchami.

Gdy ludzie są młodzi to są energiczni, chaotyczni, pochopni, impulsywni, często dużo się śmieją itd. Ta energia, która zarządza owym zachowaniem, jest kontrolowana przez program rozwoju, co w sumie nie jest oczywiście niczym odkrywczym, z tą różnicą, że nie ogranicza się to w cale do hormonów jak powszechnie się mówi, to jest cały złożony mechanizm, który ostatecznie sprowadza się także do DNA, energetyki człowieka, oraz PROJEKTU człowieka na tej planecie.

Śmierć także jest wpisana w plan na życie.

Aby człowiek odszedł bardziej pogodzony z tym, że odchodzi, musi mieć jakąkolwiek motywację do odejścia, inaczej nigdy nie będzie chciał odejść z Ziemi - ta motywacja ma charakter negatywny i stopniowy: choroby i degradacja ciała właśnie jest tym powodem. Stara prababcia mojej kuzynki przeżyła dłużej niż jej dzieci, ok. 100 lat, i przez ostatnie kilkanaście lat życia ciągle powtarzała, że chciałaby już odejść, a my, jak byliśmy jeszcze nastolatkami, pytaliśmy zdziwieni czemu, to ona odpowiadała, że już nie ten organizm, że już czuje się znużona i zmęczona, itp.

Te powody, motywujące ludzi do pogodzenia się ze śmiercią, są sztuczne - są ZAPROJEKTOWANE.

Pomińmy fizyczne uwarunkowania DNA, i skupmy się na psychologicznych kwestiach. Aby przeżyć 200 lat, trzeba mieć naprawdę żelazną psychikę. Każde następne 100 lat - tym bardziej.
(...)

To jeden na pewno z powodów, dla którego zaprojektowano w taki sposób śmierć na naszej planecie, i dla którego przeciętne życie trwa bardzo krótko - parę dekad. Drugi powód jest taki, że większość istot wcielająca się w ludzi stoi na niskim poziomie psychicznym/"duchowym", i krótkie życie jest prawdopodobnie rozwiązaniem stwórców/projektantów systemu wcieleń na Ziemi, oraz samej planety i DNA...


Antares napisał/a:

jeśli organizmy materialne są jedynie takimi "samochodami" dla niefizycznych umysłów, czy to nie prowadzi do szeregu pytań?

Wg. mnie pytania, które należałoby wówczas sobie zadać, to m.in.:

- czy nie powinniśmy zatem szukać inteligencji pozaziemskiej (istot pozaziemskich) przede wszystkim poza materialnym wszechświatem?
- czy nie jesteśmy przypadkiem uwięzionymi w materii umysłami?
- czy nie powinniśmy jak najwięcej dowiadywać się o tym, kim jesteśmy, przez używanie BEZPOŚREDNIO własnego umysłu, zamiast robienia tego zupełnie na około i w większości przypadków bezkustecznie za pośrednictwem materii?
- jak umysł (czyli to, co się wciela) wchodzi w interakcję z materią?
- w jaki sposób umysł... KSZAŁTUJE I MODYFIKUJE materię?!
Np. jak umysł modyfikuje... DNA!


Antares napisał/a:

trzeba dokładnie się zastanowić nad tymi punktami:

1. po co ekosystem fizyczny został stworzony

2. po co zaprojektowano ciało fizyczne, by następnie się w niego wcielano

3. kto się tak naprawdę w niego wciela - czyli kim my taka naprawdę jesteśmy?

4. co pozostaje z człowieka po śmierci (...)

5. dlaczego ukrywa się przed nami fakt, że rzeczywistość ma naturę wielowymiarową, i dlaczego nasza percepcja jest tak ograniczona


Antares napisał/a:

1. DNA zostało na Ziemi najpierw zaprojektowane
2. Człowiek i jego DNA zostało zaprojektowane w taki sposób, by jego życie trwało średnio ok. 80 lat
3. Cały program jego życia (wcielenia), w tym kwestia starzenia się organizmu (przecież nie musiał się starzeć - można było organizmy na Ziemi zaprojektować w taki sposób, by po osiągnięciu dorosłości przestały się zmieniać - co w sumie nauka również potwierdza, przecież komórki ciągle się odnawiają z jakiegoś powodu) został tak zaprojektowany, by człowiek się w te krótkie ramy życia fizycznego wcisnął
4. W tym krótkim czasie życia nie ma on świadomości i pamięci tego, co było przed jego narodzeniem. Nie ma też świadomości ani percepcji rzeczywistości wibracji - widzi jedynie wąskie spektrum światła (częstotliwości) odnoszące się do fizycznej materii.
5. To wąskie postrzeganie i utrata pamięci musiała zostać ustalona już w momencie, gdy zaprojektowano DNA. DNA okazuje się systemem bardzo elastycznym, którego części można aktywować i deaktywować. U współczesnych ludzi jest ono w większości zdeaktywowane, ale zawiera mnóstwo elementów, których potencjalna aktywacja powoduje nowe możliwości.

Innymi słowy, żyjemy w programie życia, nie będąc świadomym tego, że w nim żyjemy i pod jego wpływem się znajdujemy.

Teraz wracając do wymienionej na początku kwestii rzekomej potrzeby "wcielania się" - czyli de facto interakcji energii subtelnej (tego, co zwykle nazywa się duszą) z energią fizyczną. A co, gdybyśmy nie musieli się w cale wcielać, tylko sami mogli zmieniać sobie formę naszej własnej energii, tzn. nie potrzebowali biotechnologii w rodzaju DNA i ludzkiego organizmu? Bo chodzi tu przecież o zmianę postaci energii. Dlaczego ktoś jednak nas uwięził w takim systemie, w którym właśnie tak to działa - czyli, że jednak energia wciela się w inną postać energii (fizyczną)?

Teraz w bardzo dużym skrócie: cały wszechświat w istocie to spektrum częstotliwości (lub, patrząc z innej perspektywy, wibracji, mniejsza o nazwę), które można podzielić na szczeble (robią to zarówno naukowcy, na swój własny sposób, jak i kiedyś to samo robili starożytni). Ta sama idea przedstawiona na dwóch schematach, z czego pierwszy ma tysiące lat, natomiast drugi jest niedawnym "wynalazkiem":

https://www.pngall.com/wp-content/uploads/2016/06/Doctor-Symbol-Caduceus-Free-PNG-Image.png

https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse3.mm.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP.IHHVYP9dBQ8HUKvr5HQC3wHaFj%26pid%3DApi&f=1&ipt=e3dadbe3f87aa0538866486ffe4f21ee014e765d556218e0e3787d2c7f7df3cb&ipo=images

Materia na drugim obrazku znajduje się najbardziej na lewo tego spektrum. Na pierwszym obrazku, czyli starożytnym symbolu drzewa życia, materia jest tym "splotem" na samym dole.

Są to tzw. poziomy wszechświata. Życie istnieje nie tylko na każdym z tych poziomów, ale wszystkie te poziomy (jak wskazuje ciągła linia na obu obrazkach) są ze sobą połączone - nie może być inaczej, bo tak po prostu jest skonstruowany wszechświat (makrokosmos), a człowiek (mikrokosmos) jest dokładnym odzwierciedleniem tego schematu. Oznacza to, że życie ma naturę wielopoziomową (wielowymiarową), zaś nasze zmysły fizyczne postrzegają tylko ten najniższy poziom (szczebel). Procesy życiowe zależą od wszystkich tych szczebli, które blisko 100% ludzi na tej planecie ignoruje (o wyjątkach wspomniałem wyżej). Dopóki ograniczamy się do najniższego szczebla, będziemy wiecznie obmacywać słonia... Jednak wiedza została tu pozostawiona nam do odkrycia, być może czasem niekoniecznie intencjonalnie, przez tych, którzy tworzyli życie na Ziemi. Ten kontekst powoduje, że zmienia się postrzeganie całej planety, która nagle staje się wielkim źródłem informacji nie tylko o Ziemi, o człowieku, ale nawet pozwala wyciągać wnioski dotyczące wszechświata i istot pozaziemskich, zgodnie ze starożytnym powiedzeniem, że dzieło mówi o swoim stwórcy (wyraża go lub odbija cech swojego stwórcy). Tym dziełem jest oczywiście ta planeta, życie na Ziemi, oraz gatunek homo sapiens. Dlatego uważam, że wiedza taoistów jest spójna, nawet ze współczesną wiedzą naukową na fundamentalnym poziomie (w szczegółach mogą się mylić), jeśli oddzielimy ziarno od plew.

560 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2024-06-11 09:26:29)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Antares napisał/a:

Powiedziałbym, że otyłość (skłonność do otyłości) także jest wadą genetyczną, a nawet wiele innych, których medycyna współczesna nie określa jeszcze w ten sposób (jest prymitywna, nie należy po niej wiele oczekiwać) - ale jeśli zidentyfikujemy różne bardziej drobne cechy, okaże się, że nie ma na tej planecie człowieka idealnego (bez choćby drobnych wad)

A widziałeś w Oświęcimiu jakiegoś grubasa? Dziedziczy się głównie skłonności i nawyki. Jeśli Twoi rodzice odżywiali się niezdrowo i robisz to samo nie ma to nic współnego z genetyką. Jeśli pójdziesz inną drogą to będziesz chudy bez względu na geny. Nadmiar kalorii zabija w długim okresie, bo otyli żyją krócej, wystarczy spojrzeć w statystyki medyczne.

Antares napisał/a:

Dlatego uważam, że wiedza taoistów jest spójna, nawet ze współczesną wiedzą naukową na fundamentalnym poziomie (w szczegółach mogą się mylić), jeśli oddzielimy ziarno od plew.

Niestety, nie jest spójna. Spróbuj wyjaśnić np. grawitację przy pomocy taoistycznych koncepcji. To co zostało z wiedzy taoistów to strzępki teorii i idei, które z biegiem lat uległy zatarciu, których nie da się w sposób prosty zastosować w praktyce. Widać to wyraźnie w taoistycznych sztukach walki (PaKua, TaiChi, Hsing-I), gdzie skuteczność zeszła na drugi plan, a powtarza się rytuały, których się tak na prawdę nie rozumie.

***Uczeń zapytał mistsza:
    -Jak długo trzeba oczekiwać zmian na lepsze?
    -Jeśli chcesz oczekiwać, to bardzo długo -odparł mistrz.

561

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

malgosia.wl napisał/a:

A widziałeś w Oświęcimiu jakiegoś grubasa? Dziedziczy się głównie skłonności i nawyki.

Niedożywienie i genetyczny wpływ na konstytucję człowieka to dwie różne rzeczy. smile Nie można wyciągać wniosków z przypadków ludzi będących w ekstremalnych, nienormalnych warunkach, i ekstrapolować te wnioski na wiedzę o dziedziczności. wink

malgosia.wl napisał/a:

Jeśli Twoi rodzice odżywiali się niezdrowo i robisz to samo nie ma to nic współnego z genetyką.

Tak myślisz? Robi się badania genetyczne ludzi żyjących w poprzednich wiekach czy tysiącleciach w celu ustalenia ich diety. wink Jak to możliwe w takim razie, by ustalać na podstawie genów dietę człowieka? tongue Wpływ diety, czy stosowania używek, na to, w jakim stanie (i z jakimi wadami genetycznymi) urodzi się dziecko, jest powszechnie znanym naukowym faktem. Takie sytuacje są z góry ustalane przed wcieleniem, a kobieta, która nie dba o takie rzeczy, jest stawiana przed moralnymi decyzjami (jest to problem złożony i nie chcę tu nic mówić, ale wiele kobiet zamyka temat stwierdzeniem "to moje ciało i mogę jeść/palić/pić co zechcę") - gdy już zejdzie z tej planety, może otrzymać taki przekaz po swojej śmierci: "zobacz jak twoje decyzje wpłynęły na losy twojego dziecka"...

Jeśli pójdziesz inną drogą to będziesz chudy bez względu na geny. Nadmiar kalorii zabija w długim okresie, bo otyli żyją krócej, wystarczy spojrzeć w statystyki medyczne.

Oczywiście, że geny nie są jedynym czynnikiem wpływającym na tuszę, ale są jednym z czynników.

malgosia.wl napisał/a:
Antares napisał/a:

uważam, że wiedza taoistów jest spójna

Niestety, nie jest spójna. Spróbuj wyjaśnić np. grawitację przy pomocy taoistycznych koncepcji.

Spróbuj wyjaśnić teorię grawitacji w dowolny inny sposób smile
Fakt, że nie mamy pełnej wiedzy, nie ma nic wspólnego z jej spójnością. Jest mnóstwo hipotez dotyczących zarówno grawitacji, elektromagnetyzmu czy też podejrzanie stałej prędkości światła. Nie ma co się tu za bardzo rozpisywać na takie tematy, ale taoiści czy inni starożytni np. z Indii widzieli te sprawy inaczej niż przeciętny obywatel w XXI wieku: tłumaczyli rzeczywistość pewnymi, zaskakująco abstrakcyjnymi terminami, które stoją u podstaw stwarzania takich zjawisk, jak grawitacja...

malgosia.wl napisał/a:

To co zostało z wiedzy taoistów to strzępki teorii i idei, które z biegiem lat uległy zatarciu, których nie da się w sposób prosty zastosować w praktyce.

To prawda. Ale po za tym dużo rzeczy zakładasz co można a czego nie można, o czym wielokrotnie pisałem w różnych postach - ludzie zakładają wiele rzeczy z góry, bo tak im się wydaje. smile Większość tej wiedzy w dodatku jest ukryta - za alegoriami i symbolami. Wyjaśniałem już dlaczego te informacje nie będą powszechnie dostępne dla gawiedzi - moim zdaniem nie ma co liczyć nawet na to w najbliższych 1000 latach. Co nie znaczy, że nie da się jej odszyfrować, a co za tym idzie, zastosować jej praktycznych implikacji. Wielu współczesnych taoistów próbuje to robić, oczywiście z różnym skutkiem, ale już o tym pisałem: ci, którzy faktycznie odkrywają daleko idące implikacje tej wiedzy, nie tylko ją ukrywają, ale sami się ukrywają. Gdybyś odkryła prawdziwą treść zawartych w nich informacji, szybko doszłabyś do tych samych wniosków: społeczeństwo nie jest gotowe na nieśmiertelność (bo pewnie taki praktyczny wniosek masz tu na myśli, ale to jest jak wspominałem zaledwie jedna implikacja z wielu tej, często uniwersalnej, wiedzy).

malgosia.wl napisał/a:

Widać to wyraźnie w taoistycznych sztukach walki (PaKua, TaiChi, Hsing-I), gdzie skuteczność zeszła na drugi plan, a powtarza się rytuały, których się tak na prawdę nie rozumie.

***Uczeń zapytał mistsza:
    -Jak długo trzeba oczekiwać zmian na lepsze?
    -Jeśli chcesz oczekiwać, to bardzo długo -odparł mistrz.

Cierpliwość faktycznie nie jest mocną stroną większości ludzi na Ziemi. smile Co dopiero mają powiedzieć istoty, które tworzyły tu system inkarnacji na tej planecie! Bez odpowiednich kroków nie zajdziesz daleko, a jeśli ktoś chce poszerzyć swoją wiedzę na temat tego, jak funkcjonuje mikrokosmos (organizm ludzki), to stawia pierwszy krok, potem kolejny - w odpowiedni, strategiczny sposób. W przeciwnym razie zadowala się tym, co już "wie"...

Wracając do genów, istnieją ludzkie komórki, które są nieśmiertelne. "Przypadek" (jestem pewien, że nie jest to przypadek, ale celowo zainscenizowana sytuacja na Ziemi przez naszych niewidzialnych zarządców wcieleń) sprawił, że pewna kobieta w USA w pierwszej połowie XX wieku w wyniku hulaszczego, rozwiązłego życia jej męża, zachorowała, mimo młodego wieku, na szereg chorób wenerycznych oraz jej organizm został zaatakowany przez groźnego wirusa DNA. Spowodował on w jej ciele mutację genów, które doprowadziły do szybkiej śmierci tej kobiety o imieniu Henrietta Lacks w 1951 roku - oficjalnym powodem śmierci był nowotwór, choć cierpiała na szereg różnych problemów zdrowotnych. Dziwna mutacja jej genów powstała w wyniku szeregu różnych czynników, w szczególności wirusa DNA, a także szereg dziwnych zbiegów okoliczności, spowodowały, że jej komórki stały się sławne na całym świecie: głównie przez to, że nie ogranicza ich standardowy limit 50 podziałów komórek - po ponad 70 latach te komórki nadal się rozmnażają w najlepsze i nic nie wskazuje na to, by kiedykolwiek miał przestać to robić. Otrzymały dzięki temu w środowisku medyczno-naukowym miano komórek nieśmiertelnych, i są obecnie obiektem licznych badań od kilku wieków. Fakt, że świat naukowy nie potrafił, mimo posiadania dowodu przed sobą, osiągnąć daleko idących wyników badań (poza tworzeniem różnych terapii i leków przeciw nowotworom w rodzaju hormonoterapii), choć badania nad przedłużaniem życia są oczywistym skutkiem posiadania takiego materiału dowodowego, świadczy o tym, jak prymitywna w rzeczywistości jest obecna nauka, która rości sobie prawo do posiadania monopolu na wiedzę o praktycznie całym wszechświecie, w tym organizmie ludzkim.

To, że nie rozumiemy na pierwszy rzut oka wiedzy taoistów i nie zadajemy sobie trudu, by ją zrozumieć, nie powinno prowadzić do wniosku, że ta wiedza jest bezużyteczna czy wręcz nie jest możliwa do odszyfrowania. Jak wspomniałem, gdybyś zdobyła rewolucyjną wiedzę na dowolny temat, niemal na pewno - z obawy przed konsekwencjami społecznymi (a w rezultacie każdymi innymi) - NIE podzieliłabyś się nimi ze społeczeństwem. Wystarczy pomyśleć jak zmieniłaby się sytuacja na świecie, gdyby udało się średnią życia przesunąć o zaledwie 10 lat, przy zachowaniu tego samego wieku emerytalnego. Trzeba spojrzeć na sprawy szerzej i zrozumieć, że na tym świecie są grupy interesu - w których interesie jest, by średnia wieku była jak najniższa, a nie - wyższa. Myślę, że truizmem będzie  twierdzenie, że przemysł medyczny jest mocno upolityczniony, i obie grupy (politycy i koncerny) na siebie wzajemnie wpływają - bezpośrednio i pośrednio. Celem przemysłu medycznego nie jest i nie może być zdrowie i dobro pacjenta, na dłuższą metę jest to wewnętrzny konflikt interesów koncernu. Wiedza medyczna jest uzależniona m.in. od dofinansowań, a te uzależnione od powiązań politycznych i innych - a od tego zależy to, czy opublikuje się jakieś informacje czy nowe leki bądź rodzaje terapii. Zresztą dotyczy to nie tylko medycyny, choć jest to najbardziej jaskrawy przykład sprzeczności interesów, ale także innych dziedzin naukowych np. fizyki. Dlatego nie liczyłbym na to, że pojęcie "grawitacji", którym się tak posługujemy, tłumaczy prawdziwą rzeczywistość. Kontekst jest taki, że informacje (w tym terminologia), które nam dają na tacy, są z definicji skażone. Jeśli się nimi sugerujemy, to zamykamy się jak reszta społeczeństwa w sprytnie stworzonym mentalnym labiryncie, w którym mamy się posługiwać takimi informacjami, które nam spreparowali... A część tego planu zakłada, byśmy właśnie odrzucali wiedzę przekazaną przez istoty pozaziemskie i ukrytą (celowo - jeszcze raz) przez nich pod postacią "zaszyfrowanych" symboli. Ten, kto nie szuka, raczej nie znajdzie. A dziś mamy społeczeństwo, któremu ma się nie chcieć szukać - ma mieć na wyciągnięcie ręki wygodne dla ich projektantów informacje. wink

562 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2024-06-20 15:38:53)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Antares napisał/a:

Ten, kto nie szuka, raczej nie znajdzie. A dziś mamy społeczeństwo, któremu ma się nie chcieć szukać - ma mieć na wyciągnięcie ręki wygodne dla ich projektantów informacje. wink

Najgorzej jednak jak całe życie spędza się na szukaniu, ale nie tam gdzie trzeba. Wtedy nie dochodzi się do niczego, stwarzając sobie iluzję odkrywania nowych obszarów, które tak na prawdę zaciemniają obraz otaczającego nas świata. Najgorzej jak kurczowo się trzymamy tych iluzji, wtedy wieko trumny zamyka się nad nami i zostajemy pogrzebani za życia w trumnie swojej ignoracnji. Nadmiar wiedzy szkodzi tak samo, jak jej brak..

563

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

malgosia.wl napisał/a:

Najgorzej jednak jak całe życie spędza się na szukaniu, ale nie tam gdzie trzeba. Wtedy nie dochodzi się do niczego, stwarzając sobie iluzję odkrywania nowych obszarów, które tak na prawdę zaciemniają obraz otaczającego nas świata. Najgorzej jak kurczowo się trzymamy tych iluzji, wtedy wieko trumny zamyka się nad nami i zostajemy pogrzebani za życia w trumnie swojej ignoracnji. Nadmiar wiedzy szkodzi tak samo, jak jej brak..

Świat rzeczywiście jest pełen wynalazców, którzy niczego znaczącego nie odkryli - a nawet jeśli odkryli, to zwykle okazywało się to wartościowe po wielu wiekach (typowe dla wielu naukowców, umierających w biedzie i niedoli, nigdy nie doczekawszy się nagrody za swoje starania w całym życiu); pisarzy uznanych za wybitnych po śmierci; dowódców i żołnierzy, którzy ratowali naród przed opresją, ale sami zginęli, itd. Przykłady można mnożyć, i dla 99% społeczeństwa to powód (wymówka), by niczego nie robić. smile Strach przed nieznalezieniem (a tak mamy właśnie myśleć), zwłaszcza gdy tyle jest w około dostępnych na tacy informacji, czyli czynnik przede wszystkim psychologiczny, okazuje się główną barierą, dlaczego jako społeczeństwo nie szukamy, tylko zadowalamy się tym, co już mamy/wiemy itd. Nawet, jeśli dla jaskiniowca oznacza to życie w jaskini. smile
Istnieje wiedza i "wiedza", a wspomniana przez ciebie ignorancja rodzi się głównie przez zamknięcie się we własnym małym ciasnym labiryncie, w którym udajemy, że wiemy już wystarczająco. Gdzieś na końcu tego procesu jest psychologia (umysł), który ocenił w ten sposób właśnie sytuację, że uważa, że posiada już wystarczająco informacji. smile

564 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2024-06-21 08:47:48)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Antares napisał/a:

Istnieje wiedza i "wiedza", a wspomniana przez ciebie ignorancja rodzi się głównie przez zamknięcie się we własnym małym ciasnym labiryncie, w którym udajemy, że wiemy już wystarczająco. Gdzieś na końcu tego procesu jest psychologia (umysł), który ocenił w ten sposób właśnie sytuację, że uważa, że posiada już wystarczająco informacji. smile

Jeśli wiedzy nie poddajemy weryfikacji, wtedy jest ona zlepkiem informacji wzajemnie się wykluczającym. Wyciąganie wnioskow ze zdobytych informacji to proces, który powinien towarzyszyć szukaniu informacji. Jeśli tego nie ma, mamy doczynienia z zabawą w szukanie, z której nic nie wynika, bo nie towarzyszy temu analiza i synteza zdobytej wiedzy, a to prowadzi do prostych i oczywistych wniosków. Zasłanianie się psychologią to ucieczka od prawdy, bo co jeśli w końcu odkryjemy to, czego tyle lat szukaliśmy? Czym będziemy zajmować się, jak wszystko będzie oczywiste? Więc bezpieczniej jest szukać, bo to takie zajmujące, ale co jeśli....? smile

Wielowymiarowość powoduje, że żyjemy na pewnym ściśle określonym (skwantowanym) poziomie rzeczywistości i zagłębianie się w poziomy wyższe i niższe (przesunięte fazowo lub amplitudowo) ma sens, pod warunkiem, że wpływa to w sposób oczywisty na naszą egzystencję. Demonizujesz  odkrycia naukowe, bo jednak w ostatnie 200 lat ludzkość zrobiła duży krok naprzód w wielu dziedzinach, co nie znaczy że temat został wyczerpany. Dobrze jest wiedzieć czego się szuka, jakie narzędzia (technologie) są potrzebne, aby zbadać określony poziom rzeczywistości, bo gdybyśmy tylko siedzieli i gdybali, nie powstałby żaden wynalazek ani odkrycie.

565 Ostatnio edytowany przez Antares (2024-06-21 10:36:45)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

malgosia.wl napisał/a:

Zasłanianie się psychologią to ucieczka od prawdy, bo co jeśli w końcu odkryjemy to, czego tyle lat szukaliśmy?

Ludziom ową "prawdę", o której piszesz, zasłania psychologia, tzn. działanie ich własnego umysłu. "Prawda" jednak to taki ogólnikowy frazes. Proponowałbym skupić się na konkretnych informacjach i wiedzy.

Wskazówki - chcący czy niechcący - pozostawiły nam istoty pozaziemskie, a jak się do tego zabierzemy, musimy sami podjąć decyzję. Ja o swojej decyzji już nie raz pisałem i uważam, że dosłownie "siedzimy" na skarbie (to jest ta planeta, na której obecnie przebywamy), który aż prosi się o to, by z niej wycisnąć jak najwięcej, czasem tak oczywistą i widoczną, że można powiedzieć, że ludzie nie widzą niczego, bo najciemniej jest pod latarnią. Ci, którzy starają się o to, byśmy nie widzieli, wykonali kawał doskonałej roboty - aż jestem zdziwiony, że jest to tak skuteczne, ale prawdopodobnie nie powinienem być, bo poziom zaawansowania na tej planecie jest bardzo niski, o czym łatwo się przekonać obserwując nasz cywilizowany świat dookoła. M.in. to zakreśla perspektywę. Cała reszta to szczegóły, które bez kontekstu będą interpretowane/analizowane jak fragmenty słonia dotykane przez ślepców. Innymi słowy, wnioski i wnioskowanie będą błędne.

malgosia.wl napisał/a:

Jeśli wiedzy nie poddajemy weryfikacji, wtedy jest ona zlepkiem informacji wzajemnie się wykluczającym.

Z reguły tak jest. Ale jeśli przeciętny kowalski ma swój "nosek" zanurzony w detalach (z ww. zawężoną perspektywą), które w dodatku mu podają ochoczo na tacy, to nie zobaczy w ogóle słonia, będzie myślał, że ma do czynienia z czymś innym. I tak właśnie jest, np. dotyczy to tego wątku, w którym piszemy...

Starożytne szkoły mistyczne (dotyczy to także chińskich starożytnych i średniowiecznych taoistów, ale nie tylko) miały kilka poziomów wtajemniczenia w swoją wiedzę. Najbardziej podstawowy poziom był dla gawiedzi: człowiek miał myśleć, że ukryta wiedza w tych informacjach jest dla nich niedostępna, ciężka lub niemożliwa do odszyfrowania itp. Generalnie szukali wymówek. Nie oceniam tego - być może słusznie stwierdzają, że "powinni" zająć się czymś innym w życiu, być może rzeczywiście ich możliwości sięgnięcia głębiej do pozostawionej czy przekazanej ludziom przez istoty pozaziemskie informacji nie są wystarczające. Taka strategia - choć wątpię, by przeciętny kowalski miał tu jakąkolwiek strategię, raczej jest to reaktywne, nieświadome podejście - ma w sumie sens, gdy ktoś zakreśla sobie z góry życie na określoną ilość lat... I taka "decyzja" wynika tak naprawdę z podświadomych obaw. I być może, jak wspomniałem, obaw uzasadnionych w ich przypadku. Projekt Hejala ma dobre strony, ale ma też pewne efekty uboczne: jednym z nich może być problem, który dotyczy religii, a którego Hejal jest z pewnością świadomy - że to co pisze jest traktowane jak wiedza objawiona (podana na tacy), jeśli jeszcze ktoś tego nie zauważył. A taką nie jest i należy zachowywać sceptycyzm w każdym przypadku.

malgosia.wl napisał/a:

Jeśli tego nie ma, mamy doczynienia z zabawą w szukanie, z której nic nie wynika, bo nie towarzyszy temu analiza i synteza zdobytej wiedzy, a to prowadzi do prostych i oczywistych wniosków. ... Więc bezpieczniej jest szukać, bo to takie zajmujące, ale co jeśli....? smile

Nie wiem co ma szukanie wspólnego z bezpieczeństwem? Nie wiem czy i nie sądzę byś tak naprawdę była zainteresowana tym tematem, ale odpowiadam ponownie, że jesteśmy tu umieszczeni na tej planecie jak w jakimś pudełku lub labiryncie, i nie posiadamy innej perspektywy niż te informacje, które nam tu ochoczo dawkują, zakreślające błędną perspektywę. Czy ktoś chce dalej żyć sobie w tej iluzji (matrixie), jego/jej sprawa. To forum w założeniu podważa podstawowe paradygmaty, których wyznawcami jest 99,99999% społeczeństwa. Dotyczy to zarówno makrokosmosu, jak i mikrokosmosu (celowo używam tych starożytnych terminów, bo myślę, że trafnie przedstawiają naturę).

malgosia.wl napisał/a:

Demonizujesz  odkrycia naukowe, bo jednak w ostatnie 200 lat ludzkość zrobiła duży krok naprzód w wielu dziedzinach, co nie znaczy że temat został wyczerpany. Dobrze jest wiedzieć czego się szuka, jakie narzędzia (technologie) są potrzebne, aby zbadać określony poziom rzeczywistości, bo gdybyśmy tylko siedzieli i gdybali, nie powstałby żaden wynalazek ani odkrycie.

Masz na myśli rozwój technologii? "Ludzkość" to mocno powiedziane, pisałem już, że to jednostki - kogoś, kogo możemy nazywać "gwiedznymi wędrowcami" albo bardziej świadomymi jednostkami - popychają całe społeczeństwo do przodu. Reszta to konsumenci efektów tego rozwoju. To, że mamy dzisiaj samochody czy internet, jest złudnym miernikiem postępu (tzn. oceny całej ludzkości), bo nadal panuje tu mentalne średniowiecze.

smile

Bezpiecznie to jest krytykować nie mając za bardzo wiedzy w temacie. wink Zaproponuj więc narzędzia czy technologie, bo pewnie wiesz o czym piszesz, ja mogę się tylko domyślać z tych ogólników.

Piszesz ciągle o swoich obawach, że niczego się nie znajdzie przez całe życie (nie wiem skąd to uogólnianie i jaki proces analizy stoi u podstawy twoich wniosków), ale nasuwa mi się pytanie: ile wg. swojej oceny będziesz żyła lat? smile

malgosia.wl napisał/a:

Wielowymiarowość powoduje, że żyjemy na pewnym ściśle określonym (skwantowanym) poziomie rzeczywistości

A co znaczy wg. ciebie skwantowany poziom rzeczywistości? wink

Wielowymiarowość oznacza, że żyjemy w wielu wymiarach jednocześnie. Teraz zapytaj siebie ile z tych wymiarów jesteś świadoma, lub przynajmniej masz blade pojęcie o nich? tongue Skoro już o kwantach, to wśród fizyków popularny jest termin "płaszczaka" - istoty żyjącej w przeciwieństwie do nas dwóch wymiarach (czyli jest on dla niego płaski bardziej niż kartka papieru), nieświadomej tego, że wszechświat ma więcej wymiarów - który w momencie, gdy trójwymiarowy człowiek wchodzi z nim w interakcje, jest przerażony, nie wiedząc, co się dzieje. To samo dotyczy ludzi, którzy doświadczają tzw. nawiedzeń, o czym zresztą tu pisał z pierwszej ręki kiedyś nemoman na tym forum. Pytanie brzmi więc nie jakie informacje zdobywać na temat np. poltergeistów, jak to roby serwis Nautilus, bo to rzeczywiście niewłaściwe podejście, ale ustalenie odpowiedniej perspektywy i dotarcie do niej - od tego bym zaczął. Bo inaczej to będzie tak, jak pisałaś wcześniej: parcie po omacku (na ślepo) metodą prób i błędów... to najgorsze możliwe podejście do jakichkolwiek badań, a wnioski niemal na pewno będą błedne. smile

Z reguły piszę tu na forum o swoich wnioskach - jednak wyciąganie wniosków (analiza) to proces, który powinien posiadać także nad-proces mówiąc technicznie, tzn. to, jak podchodzimy do naszego zdobywania informacji. Przeciętny kowalski rozumuje i wnioskuje w sposób naiwny, co jest podstawą tego, że mamy tu mentalne średniowiecze i matrix. Jeśli widzisz tylko tyłek słonia, a reszty nie, to jakie wnioski wyciągniesz z tego procesu analizy informacji? big_smile

566 Ostatnio edytowany przez malgosia.wl (2024-06-25 08:52:13)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Antares napisał/a:

Nie wiem co ma szukanie wspólnego z bezpieczeństwem? Nie wiem czy i nie sądzę byś tak naprawdę była zainteresowana tym tematem, ale odpowiadam ponownie, że jesteśmy tu umieszczeni na tej planecie jak w jakimś pudełku lub labiryncie, i nie posiadamy innej perspektywy niż te informacje, które nam tu ochoczo dawkują, zakreślające błędną perspektywę. Czy ktoś chce dalej żyć sobie w tej iluzji (matrixie), jego/jej sprawa. To forum w założeniu podważa podstawowe paradygmaty, których wyznawcami jest 99,99999% społeczeństwa.

Konstrukcja naszego Uniwersum jest tak zaprojektowana, że widzisz tylko ściśle określony fragment rzeczywistości, dostępny Twoim zmysłom, ale obok Ciebie istnieją światy równoległe, których nie widzisz. Nie lubię słowa MATRIX, bo jest oklepane i nie oddaje istoty. Sugeruje, że żyjemy w symulacji komputerowej, a nasz świat ma znamiona fizyczności, którą możemy dotknąć (odebrać zmysłem dotyku). Odczep się od ludzi i zajmij sobą, bo dzisiaj jest kolejny dzień Twojego życia. Ludzie niech robią co im się podoba ze wszyskimi tego konsekwencjami. Inaczej nigdy się nie rozwiną i zawsze będą popełniać te same błędy. Dawno przestałam ingerować w życie swojego otoczenia, bo to nie ma absolutnie sensu, przyglądam się z zainteresowaniem temu co się dzieje. Mechanizmy tego Uniwersum same o to zadbają, czyż nie tego uczą przypadkiem Taoiści?

Antares napisał/a:

Piszesz ciągle o swoich obawach, że niczego się nie znajdzie przez całe życie (nie wiem skąd to uogólnianie i jaki proces analizy stoi u podstawy twoich wniosków), ale nasuwa mi się pytanie: ile wg. swojej oceny będziesz żyła lat?

Będę żyła proporcjonalnie do stopnia swojego rozwoju, pewne rzeczy są dla mnie oczywiste, bo je przetestowałam, co nie znaczy, że temat został zakończony, zawsze są jakieś ukryte poziomy do ogarnięcia lub coś, czego nie wzięliśmy pod uwagę. Hejal dużo mi uświadomil i ukierunkował moją perspektywę w tej kwestii, dzięki mu za to. smile
Co do Ciebie, to nigdy nie zapytałeś po co z Tobą prowadzę dyskusję, a czasami warto jest wiedzieć. Masz potecjał do osiągnięcia tego do czego dążysz, ale brak ci dociekliwości w badaniu aspektów, o których wspomniałam w tym poście. Dla mnie są one oczywiste, dla Ciebie nie, bo ich nie zbadałeś organoleptycznie. Dlatego moje wnioski są inne. Ja dążę do uproszczenia i syntezy wiedzy, którą zgromadziłam. A wnioski są banalne, niestety.

567 Ostatnio edytowany przez Antares (2024-06-21 10:59:17)

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

malgosia.wl napisał/a:

Nie lubię słowa MATRIX, bo jest oklepane i nie oddaje istoty. Sugeruje, że żyjemy w symulacji komputerowej, a nasz świat ma znamiona fizyczności, którą możemy dotknąć (odebrać zmysłem dotyku).

Masz poprawne skojarzenia - mniej więcej tak właśnie jest. Atom (czyli to co określa fizyczoność) w środku jest niemal zupełnie pusty - to tak odnośnie tego demonizowania naukowych osiągnięć z ostatnich 200 lat. smile

malgosia.wl napisał/a:

Będę żyła proporcjonalnie do stopnia swojego rozwoju, pewne rzeczy są dla mnie oczywiste, bo je przetestowałam, co nie znaczy, że temat został zakończony, zawsze są jakieś ukryte poziomy do ogarnięcia.

Ta dyskusja nie ma sensu, Małgosia. Nie interesuje cię ten temat, raczej pouczanie innych z powodu swojego urażenia.

wink

malgosia.wl napisał/a:

Co do Ciebie, to nigdy nie zapytałeś po co z Tobą prowadzę dyskusję, a czasami warto jest wiedzieć.

Bo sama mi napisałaś lub sugerowałaś. smile Za każdym razem odpowiadasz inaczej zresztą. smile

Antares napisał/a:

Masz potęcjał do osiągnięcia tego do czego dążysz

Super. Zabieram się więc za dociekliwość, wkrótce będą widoczne tu efekty dociekliwego badania rzeczywistości w stylu nautliusa. big_smile

Antares napisał/a:

A wnioski są banalne, niestety.

Wg. taoistów również: twierdzą, że na końcu wszystkiego jest tao, ale ponieważ nie można go rozumiem objąć, to dyskutować się na ten temat nie da smile Na temat tao nie będę więc dyskutował, ale możemy pogadać teraz o dociekliwości - np. jak wg. siebie dociekliwie dotarłaś do tych wniosków:

malgosia.wl napisał/a:

Odczep się od ludzi i zajmij sobą, bo dzisiaj jest kolejny dzień Twojego życia.

No dobra, odczepiam się od ciebie. Reszta to obserwacje. smile Mam też radę dla ciebie: odczep się także od ludzi, masz jakiś problem. Czemu nie słuchasz swoich własnych rad np.:

malgosia.wl napisał/a:

Ludzie niech robią co im się podoba ze wszyskimi tego konsekwencjami. Inaczej nigdy się nie rozwiną i zawsze będą popełniać te same błędy. Dawno przestałam ingerować w życie swojego otoczenia, bo to nie ma absolutnie sensu, przyglądam się temu co się dzieje.

albo:

malgosia.wl napisał/a:

Konstrukcja naszego Uniwersum jest tak zaprojektowana, że widzisz tylko ściśle określony fragment rzeczywistości, dostępny Twoim zmysłom, ale obok Ciebie istnieją światy równoległe, których nie widzisz.

Raczej powinno być "nie dostrzegasz". Widzisz natomiast wzrokiem fizycznym tylko jeden poziom rzeczywistości. Nie obraź się Małgosia, ale cały czas pogrążasz się z swoją niewiedzą. Wnioski i pouczenia, którymi lubisz tu zasypywać ludzi, mają wątłe podstawy.

wink

568

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Jeszcze raz wspomnę o tym, że rodząc się na tej planecie nie jesteśmy świadomi (nie mamy wiedzy) o tym co tak naprawdę działo się przed tym, jak się tu pojawiliśmy we wcieleniu. I co więcej, nie mając tych informacji i nie znając szerszego kontekstu, możemy: albo go próbować odkryć (do czego najwyraźniej ktoś - z jakichś powodów - nie chce nas dopuścić), albo żyć jak reszta społeczeństwa w głębokiej nieświadomości, wierząc, że rządy dla nas chcą jak najlepiej. Sytuację na tej planecie moim zdaniem idealnie odzwierciedla wspomniany przeze mnie już film Wyspa:

https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse2.mm.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP.F23ynhblEeG9dnZIsdrHzQAAAA%26pid%3DApi&f=1&ipt=743f1cc8686689338bacc5620b894cedccbe00030a85675765a19955f276cd28&ipo=images

Co więcej, wszystko wskazuje na to, że będzie w coraz większym stopniu przypominał. Żyjemy w historycznych, bezprecedensowych czasach. Zmiany będą następowały w znacznie szybszym tempie, niż to, co mogą sugerować podręczniki historii. Aktualnie na świecie rozgrywa się potyczka o kontrolę (nie będę się tu rozpisywać, ale to, co się dzieje m.in. na Bliskim Wschodzie, na Krymie i wokół tego obszaru, to zaledwie malutki epizod w bardzo długiej historii wojen o dominację i pośrednią kontrolę tego regionu - to ludzie mają nie widzieć szerszych powiązań) - nie władzę takiego typu, o jakich mówią nam np. podboje Mieszka I czy Bolesława Chrobrego, ale zupełnie innego rodzaju - o całkowitą kontrolę nad "zasobami" (najważniejszym zasobem jest wiedza, a nie kontrola np. nad jakąś kopalnią czy jej współczesnym ekwiwalentem w postaci zasobów ropy ). Historia jest pełna prób zagarnięcia tego centralnego terytorium, które NIEprzypadkowo jest uważane za kolebkę cywilizacji. W rzeczywistości ten region, o czym już pisałem, jest w zasadzie tworem istot pozaziemskich, które praktycznie z dnia na dzień przekazały ludziom wiedzę: jak w niegościnnym rejonie (Mezopotamia była pełna skalistych gór i pustkowi, był to jeden z najmniej sprzyjających rozwojowi cywilizacji obszarów) stworzyć kwitnącą kulturę i cywilizację. Wystarczy wspomnieć toczone przez ponad 100 lat krucjaty, których prawdziwe cele mocno się różniły od tych oficjalnych: tamten rejon zawierał mnóstwo starodawnych pism i przedmiotów tzw. świętych, o których dowiedzieli się pospiesznie stworzone pod krucjatę, niezależne armie - które następnie zostały zakonami, i przy pomocy zgrabionego bogactwa postanowiły później w Europie stworzyć niezależne siły militarno-gospodarcze, raczej niż religijne (na co im nie pozwolono, pod byle pretekstami wyniszczając i rozwiązując te zakony, jako potencjalnych rywali do oficjalnej władzy - byli oni torturowani przez ówczesnych królów, którym mieli wyjawić swoją tajemną wiedzę, czego odmówili). Ale przede wszystkim zawierał wiedzę, której wówczas wręcz obłędnie poszukiwali owi zakonni rycerze (przed krucjatą byli to zwykli kmiecie, ale "skądś" się dowiedzieli o tym, jakie cenne "skarby" w rzeczywistości te obszary ukrywają - no i co było ukrytym celem wyniszczających i zupełnie pozbawionych racjonalizmu z punktu widzenia opuszczania gospodarstwa domowego rycerza krucjat). Efektem tego najazdu Europejczyków na Bliski Wschód w średniowieczu było zdobycie m.in. bardzo cennej wiedzy na bardzo różne tematy, od rzeczy praktycznych takich jak mechanika i architektura, po wiedzę mistyczną. Ten region nadal ukrywa mnóstwo tajemnic - większości najwyraźniej NIE odkryto.

Gdybyście zarządzali społeczeństwem i dotarlibyście do informacji o ufo (nie chodzi tylko o latające spodki, ale wszelkie kontakty i ślady pozostawione przez istoty pozaziemskie w przeszłości - myślę, że nikt nie wierzy w to, że ufo pojawiło się zaledwie parę dekad temu smile ) to byście prawdopodobnie obawiali się o to, że zwykły obywatel-badacz lub grupa badaczy mogła uzyskać wiedzę znacząco przekraczającą aktualne czasy. Jako zarządcy, stworzylibyście zapewne wówczas takie instytucje i organizacje (militarne, wywiadowcze, i nie-militarne), jakie założono w USA (starającego się od dekad o kontrolę nad m.in. Kamobdżą, Wietnamem, Afganistanem, i innymi państwami, które mają wyrazistą jak wypisz wymaluj historię kontaktów z istotami pozaziemskimi, lub leżą w pobliżu tych krajów), których celem jest kontrola kluczowych czynników. Do tych czynników należy przede wszystkim wiedza czy technologia. To, co zaoferowały istoty pozaziemskie ludziom (społeczeństwom z takich obszarów jak Mezopotamia) to była właśnie wiedza, która spowodowała tą kluczową różnicę, dzięki której możemy w ogóle czytać - bez tej wiedzy, ludzie nadal by zajmowali się tym samym, co wcześniej, czyli prymitywnym życiem jako nomadowie na niegościnnych pustkowiach. Ale to jest zaledwie część owych darów od kosmitów ("istot przybyłych z nieba" - tak ich starożytni nazywali, co niektórzy historycy kiedyś tłumaczyli jako "bogowie", ale późniejsze analizy źródeł na szczęście wyprostowały to błędne założenie naukowe); zresztą analiza innych źródeł wyraźnie wskazuje, że istoty pozaziemskie stały też za tworzeniem tajemnych, zamkniętych grup ludzi, którym przekazywali hermetyczną, tajemną wiedzę. Nie wiem na ile orientujecie się w historii, ale na początku XX wieku, kiedy dochodziło do licznych odkryć archeologicznych, ludzie pokroju A. Hitlera mieli obsesję na punkcie zdobycia tej wiedzy, chodziło oczywiście m.in. o zdobycie wiedzy na temat nieśmiertelności. Była to już kolejna próba zdobycia przez Europejskie potęgi kontroli nad obszarem w pobliżu Bliskiego Wschodu i Azji Mniejszej - naziści finansowali i wysyłali w tamte rejony ekspedycje, których celem były odkrycia. W samym środku wojny! Czy ma to sens? Jak bardzo różni się to od motywacji, które sugerują podręczniki historii? Zagarnięcie pod byle pretekstem mało atrakcyjnego terenu Tybetu przez rząd chiński jest najwyraźniej zabiegiem podyktowanym podobną motywacją. Zagarnianie siłą terytoriów, w których istoty pozaziemskie przekazywały wiedzę, jest stare jak świat - tyle, że my mamy wierzyć, że te nieatrakcyjne często rejony były zdobywane wyłącznie dla terytoriów. smile Terytoria w zasadzie nie przedstawiają niemal żadnej wartości - co najwyżej mogą być strategicznym punktem wyjścia do dalszych podbojów - pytanie tylko podbojów o co? Można uznać, że historię piszą zwycięzcy, którzy nie chcą, by pewne informacje wyszły na światło dzienne (ostatecznie te rozgrywki sprowadzają się do ludzi - społeczeństwa), a kontrolowane media robią mniej więcej to samo co ww. podręczniki szkolne: koncentrują naszą uwagę na pewnych szczegółach, nadmiernie podkreślając ich znaczenie, żeby przesunąć ją w inny obszar. Jak wspomniałem na początku, są to bezprecedensowe czasy: nagle przeciętny obywatel (jeden z 8 miliardów) może teraz odkryć wiedzę, którą tak obłędnie próbują zdobyć owe potęgi, finansowane... z naszych kieszeni, ostatecznie. Bardzo sprytny system sobie obmyślili ci, którzy chcą kontrolować... społeczeństwa. I to robią, tyle, że bardzo boją się stracić tą przewagę, którą mają nad rodzącymi się tu ciągle "inwalidami mentalnymi", tzn. nami. Są dwa sposoby na zdobycie wiedzy: o jednym przed chwilą napisałem - czyli poprzez sposób siłowy (kontrola wszystkich, którzy mogliby zdobyć taką wiedzę). W takiej sytuacji taka hermetyczna grupa ludzi, którym zostały przekazane dary przez istoty pozaziemskie i którzy m.in. żyją wiecznie, najlepsze, co by mogli zrobić, to ukrywać się (z wielu powodów, o których już tu pisałem). Bo są i byli celem takich ekspedycji jak nazistowska, lub obecnie - chińska czy amerykańska (historia dalej się pisze, a my się dowiemy tylko oficjalnych półprawd - w najlepszym przypadku), a także rosyjska (ile macie informacji o tym co się dzieje tak naprawdę w Rosji, i jakiej jakości oraz wiarygodności jest to wiedza? tongue ), którzy próbują siłą kontrolować pobliskie regiony, a także oficjalnie finansują badania z zakresu paranormalnych od wielu dekad, od początku istnienia ZSRR (czy jest to dla was dziwne???). Taki obraz jest bliższy temu, co się dzieje w ukryciu na tej planecie. My natomiast mamy zająć się własnym, przyziemnym życiem niczym zaprogramowane społeczeństwo z filmu Wyspa, co ja oczywiście robię jak frajer big_smile

https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse1.mm.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP.CdGHlw4_8Bk_d9FBpo8hxQHaFj%26pid%3DApi&f=1&ipt=7d1da4095b3a0e21d629c3ac3ee62ea12973d94307224e5edae68e9a0f43ab14&ipo=image

A to ja big_smile

https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse3.mm.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP._TzDdXejkIllv4ibTIWPeAHaFJ%26pid%3DApi&f=1&ipt=9d78302e1826c869183d1ca854514daa123c77ec9e0c81e4b4adbf3edbb4d4e1&ipo=images

Jakie dajecie mi szanse odkrycia tajemnej wiedzy pozostawionej przez kosmitów na Ziemi? tongue

Drugi sposób - bo na siłowo-gospodarczo-polityczno-militarny raczej sobie nie możemy pozwolić (jesteśmy ekonomicznie kontrolowani od pierwszego dnia, a globalny system zmierza do sytuacji takiej jak Norwegii czy Australii, które przy pomocy zarządzanych przez siebie zasobów naturalnych kontrolują swoje socjalistyczne społeczeństwa wysokimi podatkami, nie pozwalającymi rozwinąć biznesów, które mogłyby zagrozić aktualnemu układowi sił, jak to zrobiły w średniowieczu rozrastające się domy kupieckie) - to skupienie się na samej wiedzy, a to wymaga odpowiedniego przygotowania i treningu umysłowego.

569

Odp: Nieśmiertelność. Prawda czy fikcja?

Antares napisał/a:

Drugi sposób - bo na siłowo-gospodarczo-polityczno-militarny raczej sobie nie możemy pozwolić (jesteśmy ekonomicznie kontrolowani od pierwszego dnia, a globalny system zmierza do sytuacji takiej jak Norwegii czy Australii, które przy pomocy zarządzanych przez siebie zasobów naturalnych kontrolują swoje socjalistyczne społeczeństwa wysokimi podatkami, nie pozwalającymi rozwinąć biznesów, które mogłyby zagrozić aktualnemu układowi sił, jak to zrobiły w średniowieczu rozrastające się domy kupieckie) - to skupienie się na samej wiedzy, a to wymaga odpowiedniego przygotowania i treningu umysłowego.

Dlatego era powietrznego znaku wodnika (związanego przede wszystkim z umysłem) przyniesie oczywiście, jak wspomniałem, dalsze rewolucyjne zmiany (rok 2024 i poprzednie to taki wstęp do wstępu), do których próbują nie dopuścić ci, którzy kontrolują m.in. nierentowne globalne księgarnie jak Amazon (Amazon jako księgarnia z biznesowego punktu widzenia nie ma zupełnie sensu, jest finansowana z kieszeni inwestorów płacących z wirtualne akcje tej firmy z kolejnych emisji, ta firma prowadzi tzw. dumping mający na celu wyniszczenie wszelkiej konkurencji w dostępie do informacji globalnemu społeczeństwu; żeby mieć zyski, musieli stworzyć zupełnie odrębny od handlu biznes: tzn., w skrócie, automatyczne usługi technologiczne tzw. modną "chmurę"). big_smile Co nie znaczy, że nie można wyciągać wniosków i łączyć wielu informacji razem, zamiast szukać pojedynczego świętego graala, czego większość leniwych obywateli XXI wieku oczekuje. smile

Antares napisał/a:

toczone przez ponad 100 lat krucjaty, których prawdziwe cele mocno się różniły od tych oficjalnych: tamten rejon zawierał mnóstwo starodawnych pism i przedmiotów tzw. świętych, o których dowiedzieli się pospiesznie stworzone pod krucjatę, niezależne armie - które następnie zostały zakonami, i przy pomocy zgrabionego bogactwa postanowiły później w Europie stworzyć niezależne siły militarno-gospodarcze, raczej niż religijne (na co im nie pozwolono, pod byle pretekstami wyniszczając i rozwiązując te zakony, jako potencjalnych rywali do oficjalnej władzy - byli oni torturowani przez ówczesnych królów, którym mieli wyjawić swoją tajemną wiedzę, czego odmówili). Ale przede wszystkim zawierał wiedzę, której wówczas wręcz obłędnie poszukiwali owi zakonni rycerze

Kiedy w pierwszej wyprawie krzyżowej zjednoczeni na chwilę Europejczycy po ponad miesięcznym oblężeniu zdobyli Jerozolimę (zdobyli ją wyjątkowo krwawo, zamieniając później oblężenie w rzeź mieszkańców), zaczęły dziać się dziwne rzeczy: najpierw w zdobytych ziemiach islamskich, potem wkrótce w całej Europie, o czym próżno szukać w podręcznikach szkolnych, ale o czym historycy zajmujący się tą tematyką bardzo dobrze wiedzą: nagle Europa zyskała dostęp do ogromu wiedzy i spuścizny mającej tysiące lat - dalekim echem i wynikiem tego wpływu jest błyskawiczny rozwój kultury, sztuki, ale przede wszystkim tak podkreślany przez współczesnych polityków i akademików rozwój nauki i w konsekwencji technologii (co doprowadziło do kolejnych zmian i pozwoliło zbudować statki, które potrafiły przepłynąć ocean) - pośrednio dzięki krucjatom (i nie jest to nadmierne uproszczenie) możecie właśnie czytać cokolwiek na komputerze (czy monitorze), którego stworzenie wymagało setek lat rozwoju nauki w Europie, a której zastrzykiem były cenne dzieła p najróżniejszej tematyce naukowej, od matematyki (stamtąd pochodzi np. wiedza dot. słynnej, magicznej liczby Fibonacciego, jedno z bardzo wielu przełomowych odkryć dot. matematyki mającej starożytny rodowód (co jest nadal niewyjaśnioną zagadką jak te "prymitywne" społeczeństwa mogły dokonać tylu niesamowitych, matematycznych, abstrakcyjnych odkryć) - choć Fibonacci, Włoch, był jedynie przekazicielem, a nie jej twórcą, jak zresztą niemal każdy, łącznie np. z Pitagorasem, który również z tamtych rejonów, a konkretniej Egiptu i Babilonu, przywiózł nie tylko wiedzę matematyczną, czy wiedzę nt. tzw. świętej geometrii, ale Pitagoras przede wszystkim był mistykiem - jest to tak samo powszechnie znany fakt, zresztą jak w przypadku m.in. I. Newtona, i zresztą całej armii innych uczonych, którzy zajmowali się nauką "przy okazji"; znane ze starożytności tzw. magiczne kwadraty stały się popularne w renesansowej Europie, a później także w USA, a jeden z takich matematycznych zgrabnych dziwolągów nosi nazwisko amerykańskiego prezydenta... w skrócie: świat w którym żyjemy został stworzony, zaprojektowany i jest nadal zarządzany w ukryciu przez tych ludzi wywodzący się z owych tajemnych stowarzyszeń - bo nie wszystkie zostały założone formalnie tzw. jawnie, i ci ludzie robią to od setek lat) po alchemię... Nie zdziwiłbym się, gdyby nadał żyli ci ludzie, którzy przy pomocy miecza i ognia zdobywali prawie 1000 lat temu Jerozolimę i okoliczne ziemie, by następnie je przeczesywać w poszukiwaniu ukrytych tam wielotysiącletnich tajemnic. Historia tej planety jest znacznie bogatsza, niż ta płytka linia wojen i politycznych zagrywek, której nas formalnie uczą każąc wkuwać oderwane od kontekstu daty na pamięć. smile

Jak widać, pojedyncze wydarzenie, czyli odkrycie starożytnej spuścizny (część wiedzy oczywiście utajniono i do dzisiaj nie wiadomo na ten temat nic, przynajmniej oficjalnie), okazało się tym punktem krytycznym, którego dalsze efekty widzimy po wielu wiekach; w tych źródłach lub ich późniejszych tekstach szukał w starożytnej spuściźnie I. Newton, który stworzył podstawy współczesnej fizyki, która tak jest teraz wychwalana przez dzisiejszą powszechną propagandę dla społeczeństwa, czy też wielki naukowy rywal Newtona, Liebnitz, który z kolei szukał w starych taoistycznych tekstach, będąc pod wielkim wrażeniem genialności a zarazem eleganckiej prostoty abstrakcyjnego systemu taoistycznego, który przypomina dzisiejszą fizykę, ale której daleko do spójności i elegancji w porównaniu do modelu taoistycznego. Takiej starożytnej wiedzy jest znacznie, znacznie więcej ukrytej na tej planecie, co więcej, jak już wspominałem, już sama ta planeta i kontekst z jej historii wynikający daje mnóstwo informacji, które w zasadzie tylko "leżą" odłogiem, ale prawie nikt się nie kwapi, by po nie sięgnąć (a ci co się kwapią, kończą z reguły jak np. Rupert Sheldrake).

Choć zdobytymi ziemiami po pierwszej krucjacie rządził król, wokół tego, co się działo po tym (ale także przed tym), jak zorganizowano tam nowe rządy przy udziale europejskich potęg, to wkrótce do tamtejszego nowego króla przybyło 9 tajemniczych jegomości, którzy mianowali się jednymi z pierwszych zakonników, i ni z gruszki ni z pietruszki kazali się, mówiąc kolokwialnie, wynieść się z zajętych przez uczestników krucjaty ziem, które objął w panowanie, i co ciekawsze, król zrobił to podobno bez szemrania, zostawiając im w zarządzanie cały zdobyty okoliczny obszar. Choć krzyżowcy-zakonnicy ślubowali wieść życie religijne, pełne modlitw i kontemplacji, jasne jest, że tego nie robili. Mieli zupełnie inny plan: zajęli się przez kolejne lata intensywnym kopaniem tuneli pod świętą bazyliką, którą zbudował słynący z szerokiej wiedzy na wiele tematów król islamski (był również bardzo tajemniczą postacią, miał wiedzę na wiele tematów i zajmował się m.in. mistyką i astrologią) kazał zburzyć na tym miejscu wcześniejszą, bardzo starą, monumentalną katedrę chrześcijańską, i postawił na tym samym miejscu wspomnianą potężną bazylikę (chciał zniszczyć pierwotną budowlę w jak największym stopniu, ale nie udało mu się to: okazało się, że wcześniejsza budowla sięgała daleko w głąb, więc w pewnym momencie uznał, że nie jest w stanie zniszczyć głęboko pod ziemią położonych kolejnych poziomów, więc na tym poprzestał - jeśli w okolicach roku 1100 nie można było zniszczyć budowli, to warto zastanowić, jaką wiedzą - lub technologią - dysponowali pierwotni tajemniczy budowniczy tej katedry???). Pod jej murami znajdowało się coś, o czym ww. 9 zakonników najwyraźniej musiało wiedzieć "skądś". Zaczęli kopać coraz głębiej. Co więcej, swoje wieloletnie wykopaliska otoczyli całkowitą ciszą, nikomu nie pozwalając się do nich zbliżyć, wszystko robili osobiście i w tajemnicy: do tej pracy mogli, a właściwie powinni byli zatrudnić licznych robotników (bogactw i średniowiecznych biznesów mieli w bród), ale tego nie zrobili. Tak więc sami jedynie w dziewiątkę w tajemnicy przez lata drążyli tunele pod ziemią w jakimś im tylko znanym celu - musieli być w 100% przekonani o tym, co tam się znajduje, i że to coś było ważniejsze niż wszystko inne, łącznie z ślubowanym życiem religijnym, czy też dbaniem o sprawy przyziemne, włączając w to majątek. Niestety, tu urywa się historia oficjalna; do Europy powrócili dopiero w roku 1128, zupełnie odmienieni i z nowymi dalekosiężnymi celami, tworząc w różnych rejonach Europy błyskawicznie sieć powiązań międzynarodowych, w tym budując najlepsze katedry i inne budowle wg. zasad świętej geometrii, które stanowiły ogromny skok jakościowy w porównaniu do dominującego wówczas w Europie prymitywnego budownictwa. Badacze traktują ten tajemniczy ciąg wydarzeń jako jeszcze jedną nierozwiązaną zagadkę. Odkrycia jednak sugerują, że wówczas w efekcie później narodziły się tajne stowarzyszenia (jak m.in. prekursorzy wolnomularzy czy różkorzyżowców), które mają od kilkuset lat zarówno liczne powiązania gospodarcze, polityczne, jak i są w posiadaniu hermetycznej tajemnej wiedzy, której zazdrośnie strzegą. Ich polityczne powiązania ciągnęły się do XX wieku, o czym pewnie większość słyszała - i ciągną się do dzisiaj oczywiście (nie zagłębiałem się w ten temat, ale wg. tzw. zwolenników teorii spiskowych są to ci, którzy pociągają obecnie potajemnie za sznurki i pośrednio decydują o tym, co myśli społeczeństwo m.in. dzięki informacjom zawartym w oficjalnych podręcznikach historii...). I jeszcze ciekawostka: ponad 350 lat później te same flagi ww. zakonów, które po powrocie z Jezorolimy stworzyły wcześniej wspomniane potęgi militarno-gospodarcze, m.in. na naszych ziemiach (Krzyżacy), były wywieszone na statkach, które przy przywództwie Kolumba przypłynęły do Ameryki, tam szerząc dalej krwawo religię katolicką...

Tyle historia oficjalna. A teraz, skracając wywód, trochę wiedzy dotyczącej organizmu z szerszej perspektywy, którą umożliwiają nam dzisiejsze bezprecedensowe czasy (chiński taoista, średniowieczny europejski uczony lub zakonnik, czy egipski adept tajemnej wiedzy nie miał z reguły jak porównać tego, czego się uczył, ale były wyjątki: w Chinach kiedy z Tybetu/Indii dotarł w swojej jeszcze mocno oryginalnej postaci "zen"/"chan"/buddyzm - który w swojej oryginalnej postaci podobnie jak taoizm nie ma nic wspólnego z religią, dopiero jego formalizacja w klasztorach stworzyła z niego system wiary - w kręgu Bliskiego Wschodu czy starożytnej Grecji, gdzie było tak naprawdę kilka ośrodków i tradycji: przynajmniej 3 indyjska, sumeryjska i staroegipska, i nieliczni podróżnicy-uczeni uczyli się we wszystkich trzech, zdobywając uniwersalną wiedzę) big_smile Ostatnie kilkanaście tysięcy lat można uznać za stały, stopniowy regres wiedzy na temat człowieka i jego organizmu, a punktem kulminacyjnym tego spadku są: po pierwsze aktualna współczesna medycyna (koncentruje się na ostatecznym rezultacie,  czyli organie - organ a nawet cały organizm można troszkę przyrównać do nasiona drzewa: na początku jest to zalążek, który dzięki wbudowanym w komórki programom rozwija się zgodnie z tym programem - kody, które stoją za tym programem, mają naturę energetyczną), po drugie bezrozumnie wykonywane rytuały i zabiegi oparte na starożytnej medycynie. Idąc wstecz, w kierunku pełniejszej wiedzy o całym organizmie, można powiedzieć, że obecna popularna tradycyjna medycyna chińska praktyczna (TCM) jest takim stopniem pośrednim (bliższym naszej współczesnej medycynie, niż tej oryginalnej, z której się wywodzi): jeśli nasza medycyna współczesna koncentruje się na objawach, medycyna chińska idzie jedynie o punkt dalej, koncentrując się na przyczynach objawów (jak np. przy punktach akupunkturowych) - nadal jednak jest to powierzchowne zrozumienie tego, co się dzieje w organizmie. Medycy TCM uczą się na pamięć, tak jak wszyscy inni, odbębniając jedynie bezrozumnie "rytuały", czy to uzdrowicielskie czy inne, i naprawdę niewiele się to różni od tego, co robią prymitywne społeczności. Jednak TCM robi dobrą robotę wprowadzając liczne pojęcia dotyczące różnego rodzaju klasyfikacji energii - dzięki temu otrzymuje zrozumienie co się dzieje na poziomie, który dzisiaj określamy mianem "kwantowego" (jest to pierwszy poziom, zwany w tradycji ezoterycznej "eterem" lub "poziomem eterycznym"). Czego tu brakuje? Tego, jak tzw. dusza oddziałuje na materię (organizm fizyczny) i na odwrót. W szerszym ujęciu, które dzisiaj już jest zwykle ignorowane przez praktyków TCM ze względu na brak zrozumienia i odniesień, taoistyczna medycyna mówi także o 3 "komponentach" człowieka, które są połączone na czas życia, ale po jego fizycznej śmierci się odłączają: fizyczny komponent (który oczywiście staje się "powłoką" cytując jeden z taoistycznych tekstów), zwierzęcy komponent (niska energia, która staje się "wygłodniałym duchem", nazywana jest "po", i Chińczycy dbali o to, by nie narazić się takiemu zmarłemu, dzikiemu duchowi), oraz rozumny komponent (wyższa energia, w naszym kręgu kulturowym nazywana "duszą", w j. chińskim "hun", która jako najlżejszy i nasjubelniejszy element unosiła się do kosmosu, czyli "nieba"). Dalsza wiedza, m.in. najwyraźniej zagarnięta przez krzyżowców z krucjat, choć na pewno w większości zatajona i ukryta pod symbolami, dotyczy kolejnych poziomów - na końcu tych poziomów, w uproszczeniu, jest to, co nazywamy "życiem" (egzystencją), tzn. źródłem nie tylko energii życiowej (bo to jest nadal poziom zrozumienia TCM), ale w ogóle egzystencji na wszystkich poziomach (inaczej, wszystkich wymiarach). Nie jest proste wyjaśnić jak to łącznie funkcjonuje, bo już poziom eteryczny ma zupełnie inne właściwości niż materia, nie mówiąc o kolejnych poziomach (jak astralny, mentalny i wyższe), ale w skrócie można powiedzieć, że eter zakreśla możliwości ciała fizycznego, astral - ciała eterycznego, itd. idąc wzwyż poprzez kolejne, coraz szersze poziomy (wymiary); wszystkie poziomy razem wzięte w starożytnych hermetycznych tekstach wywodzących się ze Starożytnego Egiptu, które były ukrytym celem nowo powstałych zakonów rycersko-religijnych, nazywane były tradycyjnie mikrokosmosem - tym samym terminem określają wielopoziomowy organizm ludzki taoiści. Skracając historię, jest wysoce prawdopodobne, że wewnętrzna alchemia taoistyczna, a nawet większość kultury w Chinach, wywodzi się oryginalnie właśnie z kręgu Bliskiego Wschodu z czasów, o których generalnie podręczniki historyczne milczą, a choć źródła chińskie na to wskazują (w tym w szczególności podręczniki medyczne, które jako jedne z nielicznych nie zostały spalone), z powodu "braku wystarczających ilości źródeł" i małego prawdopodobieństwa wg. formalnych badaczy z punktu widzenia naszej zaledwie ok. 300-letniej historii, odniesienia do poprzednich zaawansowanych cywilizacji lub ludzi o niezwykłej wiedzy i osiągnięciach osobistych są traktowane jako bajki. smile Takie rzeczy jak punkty akupunkturowe to zaledwie cień dawnej wiedzy, do czego zresztą te kilkutysiącletnie źródła się otwarcie przyznają - w sumie wydaje się to jasne: punkt akupunkturowy działa jedynie dzięki temu, że energia krąży w organizmie (na różnych poziomach). Natomiast np. różokrzyżowcy, którzy oficjalnie wydawali także pisma (a współcześnie - książki) "dla ludu" (jednocześnie przyznając, że najbardziej zaawansowaną wiedzą nie chcą się podzielić ze względu na niski stopień rozwoju społeczeństwa), szerzące zdobytą przez nich hermetyczną wiedzę, zwaną czasem po prostu hermetyzmem, sugerowali całościowe a nie punktowe spojrzenie na cały organizm ludzki: to, co adepci TCM próbują osiągać pośrednio poprzez aktywację i stymulację wybranych punktów, których uczą się na pamięć dlatego, bo nie wiedzą w istocie jaki "mechanizm" działa pod maską, różokrzyżowcy sugerowali skupienie się na wyższym (głębszym) poziomie, tzn. samej energii, która niczym prąd (dosłownie) zasila na niższym poziomie ciało ludzkie (na wyższych poziomach energia nie krąży jak w drutach, tylko przypomina bardziej słońce: promieniuje, tak jak aura człowieka). W jaki sposób można eksperymentować z energią na wyższym niż ten punktowy (TCM) poziomach - oczywiście przy pomocy umysłu, ale do tego trzeba skupienia, a pierwszym etapem jest wyjście poza ograniczanie swojego zrozumienia ludzkiego organizmu do organów, w przeciwnym wypadku będziemy szukać nie tam gdzie faktycznie znajduje się źródło życia. Myślenie w kategoriach współczesnej medycyny lub nawet TCM, czyli jakie pożywienie jest potrzebne, jak usprawnić dany organ, jak wyciąć komórki rakowe, to jest właśnie najbardziej prymitywny poziom wiedzy - wiedzy czyli sposób myślenia o organizmie. Potrzebny jest tu szerszy paradygmat, który nie koncentruje naszej uwagi jedynie np. na kręgosłupie, wątrobie czy kolanach. Tak jak w XX wieku powszechne stały się podstawy wiedzy, z którą macie do czynienia oficjalnie dzisiaj, tak samo w XXI wieku jeszcze więcej informacji i wiedzy wyjdzie na jaw, i zostaną one połączone razem by po raz kolejny zszokować nieprzygotowaną, zamkniętą (celowo, j.w.) w swoich ciasnych ogródkach ludzkość. Jednak my nie musimy oczywiście się ograniczać do tego, co nam ktoś - przypadkiem czy celowo - rzuci jak ochłapy, tylko sami możemy wziąć sprawy w swoje ręce i skorzystać z bezprecedensowej sytuacji, której nie miały żadne społeczeństwa w poprzednich wiekach: tak jak kiedyś dostęp do szerszej informacji był utrudniony ograniczeniami nałożonymi przez warunki zewnętrzne, dzisiaj głównym ograniczeniem jest już to wewnętrzne, tzn. umysł kowalskiego sam siebie dzisiaj sabotuje i nie pozwala dostrzec czegoś więcej. W naszym zaprojektowanym matrixie ludzie mają wierzyć, że żyją w nudnym świecie, o którym wszystko już wiedzą. smile Ale kiedy gawiedź spotyka się z czymś nieznanym, reaguje tak:
https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse4.mm.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP.iopNtLPW2LDwhRXu_L0uPQHaFj%26pid%3DApi&f=1&ipt=f4bc5f0523072b116d3fcd32b257e77f4692f43ee0b693063016175d87870de4&ipo=images https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse3.mm.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP.jc3iqfPz7N-OHBjOeBU26wHaFj%26pid%3DApi&f=1&ipt=09becf3b905fa2ef741a612327a690c65d913a65838f73651a18360cd21872f2&ipo=images

Owo nieznane pozostawia ślady praktycznie na każdym kroku, jednak dba o to, by eksperyment ze "szczurami" pozostał labiryntem.

https://www.darktarot.com/images/cards/195px/wheel_of_fortune.png

Do dzisiaj nikt nie jest pewien jaka jest prawdziwa historia tarota, a ja się też w ten temat nie zgłębiałem, jednak jego symbolika, a także ilość kart (22 + 56, łącznie talia 78 symboli) jest zaskakująco uniwersalna; co oznacza np. karta śmierć? smile

https://www.darktarot.com/images/cards/195px/death.png

Oznacza ona śmierć. big_smile No dobra, to tylko to powierzchowne znaczenie dla ludu. Ww. buddyzm chan, w szczególności ta część praktyk nazywana dżogczen, była związana właśnie ze śmiercią, a dokładniej jej wielokrotnym przezywaniem w sposób celowy i wymuszony (nie miało to właściwie nic wspólnego ze współczesnymi przeżyciami znanymi z relacji NDE tzn. przeżyć bliskich śmierci), i obfitowała w liczne praktyki związane ze śnieniem i zmienionymi stanami świadomości. Ludzie praktykujący te sztuki. obok licznych przeżyć w odmiennych stanach świadomości, pozwalający im zrozumieć wiele rzeczy na temat tego jak funkcjonuje rzeczywistość na innych poziomach (wymiarach), często mają zresztą także liczne sny zsyłane przez istoty niefizyczne.

Wiedza starożytna była zazwyczaj oczywiście z wcześniej podanych powodów ukrywana - nawet jeśli dostawała się siłą j.w. w ręce agresora, to ten dostawał do rąk jedynie stek pozornie niezrozumiałych symboli (czasem, jeśli adepci tej wiedzy wpadali także w jego ręce, bywali torturowani i więzieni, by wyjawili mu swoje sekrety) - poniżej tłumaczenie pozornie mało znaczącego fragmentu z jednego ze starych źródeł taoistycznych, mówiącego o rzeczach "oczywistych" smile

Kiedy następuje przesilenie zimowe, słońce czasami wschodzi w pierwszych pięćdziesięciu minutach po godzinie chen i zachodzi czasami w ostatnich pięćdziesięciu minutach przed godziną shen. Jego ścieżka ma stałą trajektorię, poruszając się stopniowo z południa na północ. Słońce kontynuuje ten ruch na północ aż do nadejścia przesilenia letniego. Kiedy następuje przesilenie letnie, słońce czasami wschodzi w ostatnich pięćdziesięciu minutach po godzinie yin i zachodzi czasami w ostatnich pięćdziesięciu minutach przed godziną hsu. Ścieżka słońca ma stałą trajektorię, poruszając się stopniowo z północy na południe. Kiedy słońce porusza się od południa na północ pomiędzy zimowym a letnim przesileniem, zimno przechodzi w ciepło. Kiedy porusza się z północy na południe pomiędzy letnim i zimowym przesileniem, ciepło przechodzi w zimno. Letnie słońce jest nocą zimy, zaś zimowe słońce jest nocą lata. Po zimowym przesileniu księżyc, jak letnie słońce, wschodzi na północy i porusza się następnie na południe. Po letnim przesileniu, księżyc jak zimowe słońce, wschodzi na południu i porusza się następnie na północ.

Jeśli skutecznie zniechęciłem was powyższym fragmentem do czytania tekstów taoistycznych, to muszę powiedzieć, że większość mistycznych starożytnych tekstów miała za cel zniechęcić osoby z zewnątrz big_smile Mieli myśleć, że to jakiś stek bzdur - innymi słowy, zrobili to skutecznie; oficjalnie alchemicy zajmowali się jedynie przetapianiem metali (z niewiadomych dla otoczenia względów kamień, który chcieli odkryć, nazywali "filozoficznym" a nie np. "złotodajnym") big_smile (Taoiści za północ uważali dolne części organizmu lub, mówiąc precyzyjniej, systemu energetycznego, zaś za południe - te wyższe; chińska kultura stawia na kompasie u góry południe, co w sumie jest moim zdaniem sensowniejsze, to my Europejczycy, naśladowcy i spadkobiercy starożytnych kultur mamy mnóstwo rzeczy poodwracane). smile Teraz postawcie się na miejscu historyków z XX wieku, którzy byli (i są) pod propagandą autorytetów akademickich narzucających im sposób myślenia o pradawnych cywilizacjach: "tutaj mamy stary mistyczny tekst taoistyczny, przeczytajcie go i wyciągnijcie wnioski" - bez odpowiedniego przygotowania (nie znając danej kultury i nie mając punktów odniesienia) wink Ci historycy w większości przypadków znajdują potem pracę jako nauczyciele historii, przykazując nieświadomie swoje własne wyobrażenia o "prymitywnych" pismach starożytności. Dzisiaj na szczęście historycy czy ogólniej naukowcy są coraz bardziej świadomi tego, że nie należy swoją własną miarą oceniać innych cywilizacji - a może w ogóle innych ludzi, przez co w środowisku naukowym mnożą się alternatywne wersje historii. Jeśli nie jesteście tego faktu świadomi, to macie dowód na to, jak bardzo jest to hermetyczne środowisko - gawiedź ma mieć jedynie pojęcie o świecie takie, jakie wyciągnęło ze swoich lat szkolnych - i co bardziej znaczące, mają to być paradygmaty stojące u podstawy wyciągania wniosków dotyczących całego przyszłego życia po 18 roku życia... Bez znajomości dokładnie innej kultury/cywilizacji nie da się o niej nic sensownego powiedzieć, to znaczy wnioski będą roić się od nieprawd i półprawd (nie wiadomo co gorsze!), i tak właśnie jest ze starożytnymi cywilizacjami. Ignorowanie przez naukowców źródeł i nie wyciąganie z nich wniosków jest wręcz szokujące - czasem profesorowie historii piszą coś w rodzaju (parafraza z pamięci): "ci Persowie mieli dziwny system astrologii, co jest dość trudne do zrozumienia, że przez tyle lat w niego wierzyli i mu poświęcali tyle czasu przy tak wysublimowanym stopniu matematyki i astronomii, z odkryciami, których Europejscy uczeni dokonali zaledwie 200 a nawet mniej niż 100 lat temu, na przykład, twierdzili coś w rodzaju że kiedy bóg Szamasz (Słońce) pojawi się tego i tego dnia na horyzoncie, dojdzie do konfliktu...", zdradzając, że mają blade pojęcie o temacie, w którym się autorytarnie wypowiadają. A teraz jeszcze bardziej was zniechęcę do czytania... moich postów big_smile (wiem że udajecie, że ich nie czytacie) bo napiszę #$$%#$%#$^#$#$^#$^#$!@#!@!^%$^#^$ do tych krzyżowców, którzy rządzą z ukrycia naszym światem, wciskając nam te wszystkie badziewne zabawki jako styl życia w XX i XXI wieku, byśmy mieli co robić, na wzór areny zbudowanej dla znudzonych mieszkańców starożytnego Rzymu big_smile

https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Ftse3.explicit.bing.net%2Fth%3Fid%3DOIP.9A5wG4gsyvvRMn7Mto1nXQHaEn%26pid%3DApi&f=1&ipt=4ec584577391527ba9e64a7d69faf097462844b7401691152686ec5ed21e9f73&ipo=images

Starożytna wiedza w Indiach pojawiła się tysiące lat temu (wg. oficjalnego datowania współczesnych; wg. oficjalnego stanowiska ludzi nimi się w praktyce zajmujących, czyli adeptów w Indiach, jest dużo, dużo starsza), rzekomo była to kompilacja różnych przypadkowych tekstów, następnie ta wiedza wywędrowała dalej lub połączyła się m.in. z wiedzą z Babilonu lub Egiptu, poprzez kraje semickie potem dotarła do Persji, starożytnej Grecji, a następnie Rzymu, by w końcu dostać się w ręce Islamistów - którzy tak samo korzystali z wielotysiącletniej spuścizny jak wszyscy ich poprzednicy; ta wiedza została potem poprzez krzyżowców zabrana do Europy, która otrzymała silny zastrzyk do rozwoju. Choć nie chodzi tu wyłącznie o medycynę i starożytną ezoterykę, i ich połączenie czyli alchemię, to te 3 dziedziny były najbardziej pożądane przez kolejnych uzurpatorów. Poniżej cytat z "Ajurweda Medycyna Indyjska".

Życie (ayu) jest kombinacją (samayoga) ciała, zmysłów, umysłu i reinkarnującej się duszy. Ajurweda jest najświętszą nauką życia, przynoszącą korzyści zarówno w tym, jak i przyszłym wcieleniu.
Czaraka Sanhita, Księga pierwsza, I. 42-34

Termin ajurweda składa się z dwóch sanskryckich słów: ayus - życie i veda - wiedza. Ajurweda rozwinęła się w ciągu tysięcy lat jako całościowy, zaskakująco rozbudowany system medyczny. Filozofia ajurwedy zawiera elementy zaczerpnięte z sześciu klasycznych hinduskich systemów filozoficznych, a także elementy ateistyczne i tantryczne, które nadały jej  elastyczność i sprawiły, że w przeszłości możliwe było jej włączanie w kulturę mieszkańców Tybetu, Chin, Grecji i krajów arabskich. Dzieki temu ajurweda mogła rozpowszechnić się na całym ówczesnym świecie jako "matka medycyny".

Zgodnie z tradycją, nauka ajurwedy opiera się na wiecznej mądrości riszich, którzy otrzymali ją w trakcie religijnych i medytacyjnych praktyk. Oświeceni riszi dostrzegli, jak kosmiczna energia przejawia się we wszystkich istotach żyjących, uczyli, że człowiek jest mikrokosmosem zawierającym w sobie cały wszechświat.

Ajurweda, podobnie jak wiedza taoistyczna, starożytna egipska, sumeryjska, majańska itd., mówią bardzo dużo o kosmosie, choć używają jej bardzo przyziemni, powiedzielibyśmy wręcz praktyczni do bólu ludzie. To nie typ umysłu, który tworzy tego typu wiedzę. Jak wskazuje ww. cytat, jeszcze raz powtórzę, że wg. tych, którzy z niej korzystali, ta wiedza została przekazana - przez istoty pozaziemskie - tak, jak teraz jest przekazywana m.in. w snach naukowcom (podawałem sporo przykładów we wcześniejszych postach, a to i tak kropla w morzu różnych dziwnych przypadków naukowcy odkryć). Te istoty oczywiście celowo robią to pośrednio a nie bezpośrednio, nasz system z zablokowaniem pamięci ma sprawiać wrażenie, że ten świat jest takim zamkniętym, odizolowanym od reszty kosmosu czy też wszechświata miejscem, a ludzie tu żyją jakby w rezerwacie, nieświadomi otaczającej ich prawdziwej rzeczywistości, tzn. mających bardzo zawężoną perspektywę... stąd wypowiadanie się w ogóle na temat życia, zdrowia, czy mikrokosmosu (organizmu) jest tak samo śmieszne, jak dla człowieka zabawne byłoby, gdyby przysłuchiwał się filozoficznym poematom robaczków. smile Wiedza o człowieku w sensie naprawdę holistycznym jest znacznie, znacznie szersza, i dotyczy tajemnic życia, jednak z praktycznego punktu widzenia chyba na początek wystarcza świadomość tego jak przedłużać życie na poziomie fizycznym. smile Oczywiście docieranie do tego po omacku nie ma zupełnie sensu...